Przejdź do treści
czwartek 15 października 2026
Imieniny: Jadwiga, Teresa
15/10/2026Dziennikarz i redaktor naczelny

Wójt Zawoni zapewnia, że LGD „Kocie Góry” „działa dobrze, pracuje, współpracuje”. Kilka minut wcześniej sama jednak opisuje organizację, która przez miesiące nie miała przygotowanej dokumentacji potrzebnej do uzyskania pieniędzy na funkcjonowanie Biura, dostała finansowej „zadyszki” i potrzebowała 50 tys. zł pożyczki z gminnego budżetu. Decyzja miała zapaść po spotkaniu dzień przed sesją – „na prośbę i na wniosek pana prezesa”. Radio DTR pyta więc nie o dobre chęci, lecz o dokumenty. Kto zdecydował o zaciągnięciu pożyczki? Gdzie jest uchwała Zarządu LGD? Skąd dokładnie wzięło się 50 tys. zł? I dlaczego problem narastający od maja został zauważony dopiero wtedy, gdy trzeba było sięgnąć po publiczne pieniądze?

To miała być dobra wiadomość.

Na XXXV Sesji Rady Gminy Zawonia 14 października wójt Agnieszka Wersta opowiadała o pieniądzach pozyskiwanych przez Lokalną Grupę Działania „Kocie Góry”, kolejnych naborach, inwestycjach i korzyściach dla mieszkańców.

Reklama

Padło również jedno bardzo kategoryczne podsumowanie:

LGD jest potrzebne, działa dobrze, pracuje i współpracuje.

Problem w tym, że chwilę wcześniej ta sama wypowiedź przedstawiała obraz znacznie mniej komfortowy.

Spotkanie w poniedziałek, pożyczka we wtorek

Wójt poinformowała radnych, że dzień wcześniej – 13 października – była na spotkaniu w Lokalnej Grupie Działania.

Według transkrypcji mówiła:

„wspólnie z Panem Wiceprezesem Lokalnej Grupy Działania przejrzeliśmy dokumenty i na prośbę i na wniosek Pana Prezesa zdecydowałam się pożyczyć LGD […] 50 tysięcy złotych”.

Automatyczna transkrypcja zniekształca część wypowiedzi, ale sens tego fragmentu jest jednoznaczny: wójt wskazuje na wniosek prezesa Mateusza Stanisza jako bezpośrednią przyczynę decyzji o uruchomieniu pożyczki.

Następnego dnia na sesję trafia zmiana budżetu i Wieloletniej Prognozy Finansowej.

W projekcie pojawia się możliwość udzielenia w roku budżetowym pożyczki do wysokości 50 tys. zł.

I właśnie tutaj kończy się opowieść o dobrej woli, a zaczynają pytania o procedurę.

Co właściwie było „wnioskiem prezesa”?

To pierwsze pytanie, którego podczas sesji nie wyjaśniono.

Czy „wniosek”, o którym mówiła wójt, był:

formalnym pismem LGD?

uchwałą Zarządu?

dokumentem podpisanym zgodnie ze statutową reprezentacją stowarzyszenia?

e-mailem prezesa?

czy ustną prośbą podczas spotkania dzień wcześniej?

To nie jest drobiazg.

Prezes może reprezentować stowarzyszenie. Może prowadzić rozmowy i negocjować.

Ale zaciągnięcie zobowiązania finansowego przez LGD to już decyzja dotycząca majątku stowarzyszenia.

Statut „Kocich Gór” stanowi, że bieżącą działalnością kieruje Zarząd. Przy zaciąganiu zobowiązań wymagane jest natomiast współdziałanie prezesa albo wiceprezesa z innym członkiem Zarządu.

Regulamin Zarządu wskazuje dodatkowo, że jego decyzje podejmowane są w formie uchwał.

Dlatego nie pytamy, czy prezes mógł wejść do gabinetu wójt i poprosić o pomoc.

Oczywiście mógł.

Pytamy o coś innego:

Czy Zarząd LGD formalnie zdecydował o zaciągnięciu pożyczki?

Jeżeli tak – pokażmy uchwałę.

Jaka jest jej data?

Jak głosowali członkowie Zarządu?

Jaką kwotę zatwierdzili?

Jaki termin spłaty?

Kto został upoważniony do zawarcia umowy?

Jeżeli takiej uchwały nie ma, pojawia się znacznie poważniejsze pytanie o sposób podejmowania decyzji finansowych w stowarzyszeniu.

50 tysięcy. Dlaczego akurat tyle?

Podczas sesji słyszymy kwotę:

50 000 zł.

Nie dowiadujemy się jednak, jak ją wyliczono.

Jeżeli mamy rzeczywiście do czynienia wyłącznie z przejściową utratą płynności wynikającą z oczekiwania na refundację, powinno dać się to pokazać na jednej kartce papieru.

Stan rachunku LGD.

Wymagalne zobowiązania.

Koszty funkcjonowania Biura.

Kwota złożonego wniosku o płatność.

Przewidywana refundacja.

Termin jej wypłaty.

Brakująca kwota.

I wtedy wychodzi:

50 tys. zł.

Albo nie wychodzi.

Na razie znamy kwotę, ale nie znamy wyliczenia.

„Lekka zadyszka finansowa”

Według wójt źródłem problemu jest obsługa księgowa LGD.

Jak relacjonowała podczas sesji, dokumenty potrzebne do uzyskania środków na działalność Biura nie były przygotowywane od maja, a dokumentację sporządzono dopiero we wrześniu.

Wójt mówi następnie:

„No tak być nie może”.

I zapowiada rezygnację z usług dotychczasowego biura księgowego.

Opóźnienie miało doprowadzić do – jak sama to określa – „lekkiej zadyszki finansowej”, którą teraz ma pomóc zlikwidować 50 tys. zł z budżetu Gminy Zawonia.

Tylko że wyjaśnienie:

„zawiniła księgowość”

odpowiada najwyżej na pytanie, kto nie przygotował dokumentów.

Nie odpowiada na znacznie ważniejsze:

Kto przez cztery miesiące tego nie zauważył?

A gdzie był nadzór?

Od maja do września to nie tydzień.

To kilka miesięcy.

Jeżeli wnioski o płatność powinny być przygotowywane cyklicznie, jak sama wskazuje wójt, to ktoś powinien sprawdzać:

czy zostały przygotowane,

czy zostały wysłane,

czy wymagają uzupełnienia,

czy pieniądze wpłynęły.

LGD nie jest biurem rachunkowym.

Biuro rachunkowe jest wykonawcą usługi.

Za działalność stowarzyszenia odpowiadają jego organy.

Dlatego problemu nie można zamknąć prostym zdaniem:

zmienimy księgowość i wszystko będzie dobrze.

Trzeba odpowiedzieć:

Kiedy Mateusz Stanisz jako prezes dowiedział się o problemie?

Kiedy dowiedział się o nim wiceprezes?

Kiedy dowiedział się Zarząd?

Czy na posiedzeniach Zarządu omawiano płynność LGD?

Czy ktokolwiek monitorował terminy składania wniosków o płatność?

Czy Komisja Rewizyjna znała sytuację?

Jeżeli odpowiedzi brzmią: „nie” – to mamy problem nie tylko z księgowością.

Mamy problem z nadzorem nad księgowością.

Prezes Stanisz i pytanie, którego nie da się już ominąć

Mateusz Stanisz nie był osobą stojącą obok LGD.

W 2026 roku pozostawał jednocześnie przewodniczącym Rady Miejskiej w Trzebnicy. Oficjalny BIP Gminy Trzebnica wskazuje go jako przewodniczącego IX kadencji.

Według wcześniejszych informacji Radia DTR od 1 października miał przestać pełnić funkcję prezesa LGD.

Tymczasem 13 października wójt Zawoni spotyka się w LGD i następnego dnia publicznie mówi o:

„Prezesie Panu Mateuszu Staniszu”

oraz o jego prośbie i wniosku dotyczącym 50 tys. zł.

To wymaga wyjaśnienia.

Nie insynuacji.

Dokumentu.

Kiedy dokładnie Mateusz Stanisz przestał być prezesem LGD?

Czy 13 października nadal nim był?

Jeżeli nie – w jakiej roli występował podczas rozmów o pożyczce?

Jeżeli tak – dlaczego wcześniej pojawiła się informacja o odejściu od 1 października?

Dokument rezygnacji wraz z datą wpływu do LGD powinien zakończyć te spekulacje w kilka minut.

I wtedy słyszymy: „LGD działa dobrze”

To chyba najbardziej interesujący fragment całej wypowiedzi.

Najpierw słyszymy o:

kilkumiesięcznych zaległościach w dokumentacji,

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

problemach z uzyskaniem pieniędzy na funkcjonowanie Biura,

rezygnacji z obsługi księgowej,

„zadyszce finansowej”,

konieczności pożyczenia 50 tys. zł.

A chwilę później:

LGD działa dobrze.

Wójt wskazuje przy tym, że podpisano już umowy „praktycznie na 800 tysięcy”, mówi o kolejnych około 450 tys. zł na plac zabaw, około 400 tys. zł dla Gminnego Ośrodka Kultury oraz kolejnych naborach.

To świetnie, jeśli te środki rzeczywiście zostały przyznane.

Mieszkańcy powinni się z tego cieszyć.

Radio DTR również.

Tylko że dziennikarstwo zaczyna się w miejscu, w którym kończy się komunikat urzędnika.

Dlatego pytamy:

Gdzie są umowy?

Jakie są numery naborów?

Kto jest beneficjentem?

Jakie kwoty zostały przyznane?

Które umowy już podpisano?

Które wnioski dopiero są procedowane?

I jaka część pieniędzy została rzeczywiście wypłacona?

Bo zdanie:

„mamy 800 tysięcy”

nie jest dokumentem.

Dużo pieniędzy w programie nie oznacza dobrego zarządzania organizacją

Tu warto rozdzielić dwie rzeczy, które podczas sesji zostały połączone.

LGD może skutecznie rozdzielać środki pomiędzy beneficjentów i jednocześnie mieć problem z własną organizacją.

Może również chwilowo utracić płynność bez zagrożenia całej Lokalnej Strategii Rozwoju.

Jedno nie dowodzi drugiego.

Dlatego informacja o setkach tysięcy złotych na projekty nie odpowiada na pytanie, dlaczego Biuro LGD nie miało przez kilka miesięcy dokumentacji niezbędnej do regularnego finansowania swojej działalności.

To jest osobny problem.

I właśnie o nim mówimy.

Radni dali możliwość. Wójt wybiera pożyczkobiorcę

Warto też wyjaśnić rolę Rady Gminy.

Rada nie powinna sama wskazywać konkretnego stowarzyszenia i udzielać mu pożyczki.

Jej rolą jest określenie w budżecie maksymalnej wysokości pożyczek, których może udzielić wójt.

Regionalna Izba Obrachunkowa we Wrocławiu zwracała już na to uwagę w analogicznej sprawie Gminy Kondratowice: wskazanie przez radę konkretnego podmiotu, kwoty i celu pożyczki przekracza kompetencje organu stanowiącego. Warunki konkretnej pożyczki powinien określić wójt w umowie, przy zachowaniu limitu ustalonego przez radę.

Z kolei ustawa o finansach publicznych stanowi, że w gminie czynności prawnej polegającej na udzieleniu pożyczki dokonuje wójt, a dla jej ważności wymagana jest kontrasygnata skarbnika.

To oznacza, że najważniejsze pytanie nie brzmi:

„Dlaczego radni dali LGD 50 tys. zł?”

Radni stworzyli możliwość budżetową.

Pytanie brzmi:

Na podstawie jakiej analizy wójt zdecydowała, że pożyczkobiorcą będzie właśnie LGD „Kocie Góry”?

Gmina pożycza pieniądze odrębnej osobie prawnej

Wójt podczas sesji kilkakrotnie mówi o „naszym LGD”.

To zrozumiałe politycznie i organizacyjnie.

Ale prawnie Lokalna Grupa Działania „Kocie Góry” jest odrębnym stowarzyszeniem.

Nie jest referatem Urzędu Gminy.

Nie jest gminną jednostką budżetową.

Gmina udziela więc pożyczki odrębnej osobie prawnej.

A skoro są to publiczne pieniądze, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na jakiej podstawie oceniono zdolność tego podmiotu do spłaty.

„Oddamy w przyszłym roku”

Wójt mówi również, że pożyczka ma zostać zwrócona w przyszłym roku.

Dobrze.

Tylko z czego?

Jeżeli ze środków, które mają wpłynąć z Urzędu Marszałkowskiego, można to udokumentować.

Jaka jest kwota należnej refundacji?

Czy wniosek o płatność został już złożony?

Kiedy?

Czy został zaakceptowany?

Czy wymaga uzupełnienia?

Czy istnieje przewidywany termin wypłaty?

Jeśli odpowiedzi są pozytywne, ryzyko pożyczki można ocenić.

Jeżeli nie – 50 tys. zł opiera się bardziej na przewidywaniu niż na należności.

Pożyczka czy „urzędowa partyzantka”? Odpowiedzą dokumenty

Nie przesądzamy dziś, że procedura była nieprawidłowa.

Nie mamy do tego podstaw.

Możliwe, że istnieje komplet dokumentów:

uchwała Zarządu LGD,

formalny wniosek,

analiza finansowa,

harmonogram spłaty,

umowa pożyczki,

zabezpieczenie,

kontrasygnata skarbnika.

Jeżeli tak – bardzo dobrze.

Pokażmy je.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy decyzja dotycząca publicznych pieniędzy wygląda z zewnątrz następująco:

13 października – spotkanie w LGD i prośba prezesa.

14 października – zmiana budżetu.

50 tys. zł – pożyczka.

A uzasadnieniem dla mieszkańców pozostaje ustna informacja, że księgowość zawaliła, LGD ma chwilową zadyszkę, ale poza tym „działa dobrze”.

To za mało.

Dokumenty albo narracja

Radio DTR wystąpi o dokumentację dotyczącą całej operacji.

Chcemy zobaczyć:

formalny wniosek LGD,

uchwałę Zarządu dotyczącą pożyczki,

protokół posiedzenia Zarządu,

wyliczenie zapotrzebowania na 50 tys. zł,

stan zobowiązań i należności LGD,

dokumenty dotyczące zaległych wniosków o płatność,

umowę pożyczki,

termin i źródło spłaty,

oprocentowanie oraz zabezpieczenia,

a także dokumenty potwierdzające kwoty projektów, o których podczas sesji mówiła wójt.

I jeszcze jeden dokument:

rezygnację Mateusza Stanisza z funkcji prezesa LGD wraz z datą jej skuteczności.

Bo w tej historii nie chodzi już o 50 tys. zł.

Chodzi o coś znacznie ważniejszego.

Jak zarządzana jest organizacja, która ma pośredniczyć w wydawaniu milionów?

Jeżeli wszystko działa dobrze – dokumenty to pokażą.

Jeżeli Zarząd prawidłowo kontrolował finanse – dokumenty to pokażą.

Jeżeli 50 tys. zł było wyliczoną, bezpieczną pożyczką pomostową – dokumenty to pokażą.

Jeżeli setki tysięcy złotych rzeczywiście zostały zakontraktowane – umowy to pokażą.

W administracji publicznej i przy publicznych pieniądzach zapewnienie „wszystko jest w porządku” nie powinno być końcem dyskusji.

Powinno być początkiem sprawdzania.

Bo LGD może rzeczywiście działać dobrze.

Ale skoro przez kilka miesięcy nie przygotowywano dokumentów potrzebnych do odzyskania pieniędzy, pojawiła się „zadyszka finansowa” i dzień po spotkaniu trzeba było zmieniać budżet gminy, to mieszkańcy mają pełne prawo zapytać:

Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego potrzebne było awaryjne 50 tysięcy?

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *