MEN uspokaja, ale szkoły wciąż są zagrożone

men nie chce likwidacji szkol
Oceń materiał

To brzmi jak suchy urzędowy komunikat, ale pod spodem buzuje dużo większy problem. Ministerstwo Edukacji Narodowej zareagowało na informacje o rosnącej liczbie pozytywnych opinii kuratorów w sprawie likwidacji albo przekształcania szkół i przedszkoli. Resort próbuje tonować nastroje: sama pozytywna opinia kuratora nie oznacza jeszcze, że placówka faktycznie zostanie zamknięta. To dopiero etap procedury, a część samorządów może się z takich zamiarów wycofać.

Ale nie oszukujmy się — dym jest, więc i ogień gdzieś się tli.

Według danych, na które powołuje się Serwis Samorządowy PAP, w 2025 roku kuratoria wydały prawie 300 opinii dotyczących likwidacji lub przekształcenia publicznych szkół i przedszkoli. Z kolei MEN podało, że dotąd skierowano 163 wnioski o zaopiniowanie zamiaru likwidacji szkół. Różnica między opinią a ostateczną decyzją istnieje, to prawda. Problem w tym, że sama skala takich ruchów pokazuje, iż samorządy już dziś szukają oszczędności tam, gdzie jeszcze niedawno mówiło się raczej o „wyrównywaniu szans”.

I właśnie tu zaczyna się sedno sprawy. MEN podkreśla, że widzi szerszy kontekst, czyli niż demograficzny. Prognozy są brutalne: do 2029 roku liczba dzieci w wieku 7–14 lat ma spaść w Polsce o około 5 proc., do 2034 roku o około 19,5 proc., a do 2060 roku nawet o około 30 proc. To już nie jest chwilowe tąpnięcie. To długi, powolny zjazd, który będzie coraz mocniej uderzał w małe miejscowości i wiejskie szkoły.

Resort odpowiada projektem tzw. ustawy o małych szkołach. Rządowa narracja jest prosta: mniej biurokracji, większa elastyczność, możliwość wykorzystania budynków szkolnych także do innych celów społecznych, a do tego obowiązkowe konsultacje społeczne i jaśniejsze informowanie mieszkańców o planowanych zmianach. W lutym 2026 roku Sejm przyjął projekt tych przepisów.

Brzmi rozsądnie? Na papierze tak. W praktyce może się jednak okazać, że to bardziej amortyzator niż ratunek.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Bo samorządowcy mówią wprost: ekonomia będzie decydująca. Nie sentyment, nie lokalna wspólnota, nie opowieść o szkole jako sercu wsi. Jeżeli utrzymanie placówki zacznie zbyt mocno ciążyć budżetowi, to nawet najlepsza ustawa nie zatrzyma presji na łączenie klas, przekształcenia albo wygaszanie szkół. MEN przypomina, że „kwota potrzeb oświatowych” na 2026 rok wynosi 114,95 mld zł, czyli o 11,3 mld zł więcej niż rok wcześniej. To duży wzrost. Tyle że wzrost kosztów po stronie samorządów też nie jest zjawiskiem zmyślonym przy kawie w gabinecie prezydenta miasta.

I właśnie dlatego spór o zamykanie szkół nie jest dziś sporem o jedną uchwałę czy jedną opinię kuratora. To spór o model państwa. Czy szkoła ma być liczona wyłącznie w excelu, czy jednak także w kilometrach dojazdu, więziach sąsiedzkich, bezpieczeństwie dzieci i realnym dostępie do edukacji blisko domu?

MEN uspokaja, że pozytywna opinia kuratora nie przesądza sprawy. Formalnie — słusznie. Politycznie i społecznie — to jednak tylko połowa prawdy. Bo nawet jeśli dziś jeszcze nie zapadła uchwała o likwidacji, to sam fakt, że takich wniosków jest tak dużo, pokazuje kierunek. A ten kierunek jest niepokojący.

Najmniejsze szkoły od lat słyszą, że są ważne. Problem w tym, że coraz częściej słyszą to tuż przed tym, jak ktoś zaczyna liczyć, ile kosztuje ich dalsze istnienie.

Źródła: Serwis Samorządowy PAP, MEN / gov.pl.

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry