Jeszcze kilka lat temu podobne historie kojarzyły się bardziej z lotniskami w Rosji albo krajami autorytarnymi. Tymczasem w centrum całej sprawy znalazła się dziś Sławomir Mentzen i brytyjska kontrola graniczna. Lider Konfederacji twierdzi, że podczas prywatnego wyjazdu do Londynu został zatrzymany na ponad trzy godziny, bo brytyjskie służby „bały się”, że będzie przemawiał politycznie.
I właśnie to zdanie uruchomiło lawinę komentarzy.
Co wydarzyło się na lotnisku?
Według relacji samego Mentzena sytuacja miała miejsce 8 maja 2026 roku na lotnisku w Londynie. Polityk przyleciał do Wielkiej Brytanii z rodziną na prywatny weekendowy wyjazd. Podczas standardowej kontroli paszportowej został jednak skierowany do tzw. „secondary examination”, czyli dodatkowego sprawdzenia.
Tam – jak opisał – spędził ponad trzy godziny.
Mentzen twierdzi, że funkcjonariusze pytali go między innymi:
- po co przyjechał do Wielkiej Brytanii,
- gdzie będzie nocował,
- czy planuje udział w wydarzeniach politycznych,
- czy będzie wygłaszał przemówienia.
Według jego relacji jeden z funkcjonariuszy miał powiedzieć, że został „oznaczony” przez jakąś organizację lub system bezpieczeństwa.
Ostatecznie polityk został wpuszczony do kraju. Nie otrzymał zakazu wjazdu, nie przedstawiono mu zarzutów ani formalnych ograniczeń.
ilustracja do artykułu o zatrzymaniu Mentzena w UK
Dlaczego Brytyjczycy mogli go „oflagować”?
Tu zaczyna się najciekawsza część całej historii.
Brytyjski system graniczny od lat działa w oparciu o rozbudowane listy ostrzegawcze i profile ryzyka. Osoby uznane za potencjalnie „non-conducive to the public good” – czyli mogące być problematyczne z punktu widzenia interesu publicznego – bywają zatrzymywane do dodatkowej kontroli.
To nie oznacza automatycznie przestępstwa.
Często chodzi o:
- działalność polityczną,
- aktywność medialną,
- udział w protestach,
- kontrowersyjne wypowiedzi,
- monitoring służb lub organizacji pozarządowych.
W przeszłości podobne problemy przy wjeździe do Wielkiej Brytanii mieli m.in. Janusz Korwin-Mikke czy Rafał Ziemkiewicz.
W przypadku Mentzena komentatorzy wskazują, że znaczenie mogły mieć jego ostre wypowiedzi dotyczące migracji, Zielonego Ładu, polityki UE czy konfliktu wokół Izraela i Gazy.
Problem polega na tym, że brytyjskie służby praktycznie nigdy publicznie nie tłumaczą szczegółów takich oznaczeń.
Mentzen: „państwo totalitarne”
Sam lider Konfederacji nie gryzł się w język.
Na platformie X oraz Facebooku opublikował bardzo emocjonalne komentarze. Nazwał Wielką Brytanię „upadającym państwem totalitarnym” i zarzucił Brytyjczykom stosowanie „cenzury prewencyjnej”.
Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Reklama

Reklama

Największe kontrowersje wywołał jednak fragment, w którym ironizował, że gdyby przypłynął „pontonem z Bliskiego Wschodu”, prawdopodobnie miałby mniej problemów.
I właśnie tutaj sprawa przestała być wyłącznie historią o kontroli granicznej.
Czy to był „atak polityczny”?
Prawica mówi dziś o politycznej selekcji i podwójnych standardach Zachodu wobec konserwatywnych polityków z Europy Środkowej.
Lewica i część komentatorów odpowiadają, że państwo ma prawo sprawdzać osoby uznane za potencjalnie kontrowersyjne, szczególnie gdy chodzi o polityków budzących emocje.
Tyle że problem jest szerszy.
Bo nawet jeśli była to „zwykła procedura”, to trzygodzinne przetrzymywanie legalnie podróżującego europosła czy posła innego państwa UE automatycznie staje się wydarzeniem politycznym. Zwłaszcza gdy funkcjonariusze pytają o planowane wystąpienia i działalność publiczną.
I właśnie dlatego sprawa wywołała tak duży rezonans także w Polsce.
Reakcja polskich władz
Do sytuacji odniósł się już Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP. Zapowiedział zwrócenie uwagi stronie brytyjskiej na – jak określono – nieproporcjonalność działań wobec polskiego parlamentarzysty.
Na razie nie wiadomo jednak, czy polskie MSZ będzie formalnie interweniować.
Co ta historia pokazuje?
Cała sytuacja jest ciekawa z jeszcze jednego powodu. Pokazuje, jak bardzo zmieniła się Europa po Brexicie, kryzysie migracyjnym i kolejnych napięciach politycznych.
Granice formalnie nadal są otwarte dla większości Europejczyków. Ale systemy bezpieczeństwa działają dziś znacznie agresywniej niż jeszcze dekadę temu.
A politycy o wyrazistych poglądach – niezależnie od tego, czy ktoś się z nimi zgadza czy nie – coraz częściej trafiają na różnego rodzaju „listy obserwacyjne”.
I właśnie dlatego historia Mentzena nie jest tylko internetową awanturą o lotniskową kontrolę.
To kolejny sygnał, że polityka bezpieczeństwa Zachodu zaczyna coraz mocniej wchodzić w obszar kontroli poglądów, aktywności publicznej i politycznej identyfikacji podróżnych.