NIK: Powódź obnażyła chaos w gminach

nik kontolowal gminy
Oceń materiał

Kontrola pokazała coś więcej niż pojedyncze zaniedbania. To obraz systemu, który działa – ale nierówno, wybiórczo i często „na oko”. A gdy przychodzi woda, liczy się każdy szczegół.


Nierówne bezpieczeństwo – czyli gdzie mieszkasz, tam ryzykujesz?

Najwyższa Izba Kontroli nie zostawia złudzeń. Ochrona przeciwpowodziowa w województwie opolskim to układanka, w której każda gmina gra według własnych zasad.

Trzy samorządy – w tym Krapkowice i Bierawa – wypadły dobrze. Reszta? Oceny „pośrednie”. Niby nie katastrofa, ale też daleko od poczucia bezpieczeństwa.

Najmocniejszy wniosek?
👉 Poziom ochrony mieszkańców zależy od tego, jak działa konkretna gmina.

A to już nie jest detal. To systemowy problem.


Magazyny przeciwpowodziowe – są, ale czy działają?

Formalnie wszystko się zgadza. Każda gmina ma magazyn przeciwpowodziowy. Problem w tym, co w nim jest… a raczej czego nie ma.

W części gmin:

  • brak analizy potrzeb,
  • przypadkowe wyposażenie,
  • sprzęt nieuzupełniony po powodzi z 2024 roku.

W jednym miejscu – tylko worki z piaskiem.
W innym – pełne zaplecze z pompami i agregatami.

Chaos? Raczej loteria bezpieczeństwa.

NIK mówi wprost:
👉 magazyn to nie lista zakupów z marketu budowlanego – to efekt planowania.


Plany kryzysowe sprzed lat. Dosłownie

Tu robi się naprawdę groźnie.

W większości gmin:

  • plany nieaktualizowane od lat,
  • brak odniesienia do powodzi z 2024 roku,
  • pominięte nowe zagrożenia (susza, zmiany klimatu, zagrożenia hybrydowe).

Rekord? Plan z 2011 roku.

Czyli dokument, który miał ratować ludzi… powstał jeszcze przed erą smartfonów i Facebooka. A świat – i zagrożenia – trochę się od tego czasu zmieniły.


Ćwiczenia? Teoretycznie obowiązkowe

W niektórych gminach:

  • brak ćwiczeń ewakuacyjnych,
  • brak symulacji sytuacji kryzysowych.

Czyli scenariusz wygląda tak:
👉 kiedy przyjdzie powódź – uczymy się „na żywo”.

A to już nie brzmi jak plan. To brzmi jak improwizacja.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Melioracja – zapomniany fundament

NIK wskazuje też coś, co zwykle umyka uwadze:

  • niedrożne przepusty,
  • zarośnięte rowy,
  • brak kontroli stanu urządzeń.

To nie są detale.
To właśnie te elementy często decydują, czy woda się rozleje… czy zostanie opanowana.


Gdzie system działa?

Nie wszystko wygląda źle.

Dobre praktyki:

  • współpraca z Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie (np. Krapkowice),
  • realne analizy ryzyka (Bierawa),
  • nowoczesne zabezpieczenia energetyczne (fotowoltaika + magazyny energii).

To pokazuje jedno:
👉 można to zrobić dobrze. Tylko trzeba chcieć – i wiedzieć jak.


Problem systemowy: prawo zostawia zbyt dużo luzu

I tu dochodzimy do sedna.

Obecne przepisy:

  • nie określają minimalnych standardów,
  • pozwalają gminom działać dowolnie,
  • nie wymuszają konkretnych działań.

Efekt?
👉 każdy robi „po swojemu”.

NIK proponuje zmiany:

  • obowiązkowe analizy potrzeb,
  • minimalne wyposażenie magazynów,
  • jasne standardy planów,
  • lepszą koordynację między gminami.

Co to oznacza dla mieszkańców?

Najprościej:

  • w jednej gminie jesteś przygotowany,
  • w drugiej liczysz na szczęście.

Bezpieczeństwo przeciwpowodziowe nie powinno być zależne od „zaangażowania urzędnika dnia”.

A dziś – często jest.


Podsumowanie: system działa… dopóki nie musi

Ten raport to nie tylko kontrola. To ostrzeżenie.

Bo powódź nie sprawdza:

  • czy plan był aktualny,
  • czy magazyn był uzupełniony,
  • czy ktoś zdążył podpisać zarządzenie.

Woda przychodzi i weryfikuje wszystko w kilka godzin.

Pytanie brzmi:
👉 czy system, który dziś „jakoś działa”, wytrzyma moment prawdziwego testu?

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry