Nowy WF w szkołach. Testy do służb, deska i bieg wahadłowy. Ale najważniejsze pytanie brzmi: czy dzieci będą chciały ćwiczyć?

Oceń materiał

WF ma już nie być lekcją, na której najsprawniejsi grają, mniej sprawni stoją z boku, a część uczniów szuka sposobu na zwolnienie. Ministerstwo Edukacji chce, by wychowanie fizyczne uczyło aktywności na całe życie. Jednocześnie do szkół weszły obowiązkowe testy sprawności, a starsi uczniowie poznają ćwiczenia stosowane podczas rekrutacji do służb mundurowych. Reforma brzmi ambitnie. Tyle że pozostaje zasadnicze pytanie: czy zmiana podstawy programowej wystarczy, aby zmienić sam WF?

Informacja przedstawiona 17 września podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji i Nauki ponownie zwróciła uwagę na zmiany, które w ostatnich latach zaszły w szkolnym wychowaniu fizycznym.

Jednym z elementów nowej podstawy programowej jest przygotowanie uczniów do prób sprawnościowych stosowanych podczas rekrutacji do służb mundurowych oraz innych zawodów wymagających wysokiej sprawności fizycznej.

Reklama

Tu jednak warto od razu uporządkować informacje.

W klasach VII–VIII szkoły podstawowej taki dział jest fakultatywny. W szkołach ponadpodstawowych jest już obowiązkowym elementem programu. Tak właśnie opisuje zmianę Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Nie oznacza to więc, że czwartoklasiści rozpoczynają przygotowania do policyjnego egzaminu.

Mundurówka wchodzi na WF

Pomysł jest dość prosty.

Uczeń ma zobaczyć praktyczne zastosowanie sprawności fizycznej. Bieganie, ćwiczenia siłowe czy wytrzymałościowe nie mają istnieć wyłącznie po to, żeby dostać ocenę na koniec semestru.

W klasach VII–VIII można wykorzystać ćwiczenia podobne do tych spotykanych podczas naboru do policji, wojska, straży pożarnej czy innych formacji i zawodów wymagających odpowiedniej kondycji.

W szkołach ponadpodstawowych ten element staje się obowiązkowy. MEN już podczas przygotowywania zmian wskazywało, że poznanie takich prób może również zwiększyć zainteresowanie absolwentów pracą w służbach.

To istotna zmiana filozofii.

WF ma pokazywać:

po co właściwie człowiekowi sprawność fizyczna poza szkolną salą gimnastyczną.

Nie każdy zostanie sportowcem. Nie każdy pójdzie do policji albo wojska. Ale każdy będzie przez całe życie korzystał z własnego ciała.

I właśnie wokół tego założenia skonstruowano znaczną część nowej podstawy programowej.

Koniec WF-u rozumianego jako „piłka jest w magazynku”

MEN deklaruje odejście od modelu, w którym wychowanie fizyczne koncentruje się przede wszystkim na wykonaniu konkretnych ćwiczeń i ocenie poziomu sprawności.

Nowa podstawa obowiązuje od 1 września 2025 roku.

Według ministerstwa ma rozwijać podstawowe umiejętności ruchowe, budować motywację do aktywności oraz przygotowywać ucznia do dbania o własną kondycję również po zakończeniu szkoły.

Pojawiają się więc elementy związane ze zdrowiem, rekreacją, aktywnością w terenie, bezpieczeństwem, relaksem, technologiami wykorzystywanymi do monitorowania aktywności czy dostosowywaniem ćwiczeń do możliwości ucznia.

Brzmi zupełnie inaczej niż stereotypowy WF, który przez pokolenia potrafił wyglądać tak:

– dzisiaj gramy w siatkówkę,

– jutro gramy w siatkówkę,

– a jak nie ma siatki, to gramy w piłkę.

Problem polega jednak na tym, że podstawę programową można zmienić rozporządzeniem. Kultury prowadzenia zajęć – już nie.

Testów będzie więcej, nie mniej

Ciekawy paradoks reformy polega na tym, że jednocześnie z odejściem od obsesji oceniania sprawności system coraz dokładniej tę sprawność mierzy.

Uczniowie wykonują cztery podstawowe próby:

  • bieg wahadłowy 10 × 5 metrów,
  • 20-metrowy wytrzymałościowy bieg wahadłowy Eurofit,
  • podpór na przedramionach, czyli popularną „deskę”,
  • skok w dal z miejsca.

Testy przeprowadzane są raz w roku.

Nowa podstawa rozszerzyła obowiązek ich przeprowadzania także na klasy I–III szkoły podstawowej.

I tutaj pojawia się ważne zastrzeżenie.

Wynik testu nie może być kryterium wystawiania oceny z WF.

Podstawa programowa wyraźnie rozróżnia diagnozowanie od oceniania. Wynik ma wskazywać mocne i słabsze strony sprawności dziecka oraz pomagać w planowaniu dalszej aktywności, a nie decydować o tym, czy uczeń zasłużył na piątkę.

To szczególnie istotne.

Bo dziecko o słabszych naturalnych predyspozycjach może bardzo intensywnie pracować, robić ogromne postępy i nadal przebiegać określony dystans wolniej od kolegi mającego zupełnie inne możliwości fizyczne.

Nowa filozofia WF zakłada więc, przynajmniej w teorii, że uczeń nie powinien być karany oceną za własną fizjologię.

Trzy godziny WF najmłodszych i ważna zmiana personalna

Od roku szkolnego 2026/2027 pojawiło się również rozwiązanie szczególnie interesujące dla klas I–III.

Szkoła może powierzyć prowadzenie jednej, dwóch lub wszystkich trzech godzin wychowania fizycznego nauczycielowi posiadającemu odpowiednie kwalifikacje do prowadzenia WF.

Nie oznacza to obowiązku zatrudnienia nauczyciela WF dla każdej pierwszej klasy. Zajęcia nadal może prowadzić nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej.

Dyrektor otrzymuje jednak możliwość wykorzystania specjalisty.

I właśnie tutaj zaczyna się praktyka.

Jedna szkoła może zdecydować, że najmłodsi uczniowie będą mieli trzy profesjonalnie przygotowane zajęcia ruchowe prowadzone przez nauczyciela WF.

W innej nic się właściwie nie zmieni.

Ta sama podstawa programowa.

Te same trzy godziny.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dwa zupełnie różne doświadczenia dziecka.

Reforma ma jeszcze jednego przeciwnika. Zwolnienie z WF

Można stworzyć najlepszą podstawę programową świata, rozpisać kompetencje, testy, aktywności terenowe i edukację zdrowotną.

Pozostaje jednak podstawowe pytanie:

czy uczeń w ogóle będzie ćwiczył?

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji i Nauki wiceministra Katarzyna Lubnauer przyznała, że problemem pozostaje monitorowanie uczestnictwa uczniów w lekcjach wychowania fizycznego.

To jeden z najważniejszych fragmentów całej dyskusji.

Bo państwo potrafi dziś dokładnie opisać sposób wykonania biegu wahadłowego, skoku czy deski.

Znacznie trudniej odpowiedzieć na inne pytanie:

ilu uczniów rzeczywiście regularnie uczestniczy w WF?

Problem nie jest nowy.

Kontrole NIK prowadzone przed laty pokazywały, że wraz z wiekiem uczniów rosła grupa młodzieży nieuczestniczącej aktywnie w zajęciach. Danych tych nie można oczywiście przenosić wprost na rok 2026, ale już wtedy wskazywano również na problem atrakcyjności samych lekcji.

I być może właśnie tutaj leży sedno całej reformy.

Bo WF można znienawidzić na całe życie

Przez lata wychowanie fizyczne często było traktowane inaczej niż pozostałe przedmioty.

Na matematyce nauczyciel powinien nauczyć ucznia matematyki.

Na języku polskim – pracy z językiem i tekstem.

Tymczasem WF bardzo łatwo zamieniał się w miejsce prezentowania tego, kto już jest sprawny.

Dobry biegacz biegał.

Dobry piłkarz grał.

Dziecko z nadwagą, słabszą koordynacją albo mniejszą sprawnością dostawało natomiast kolejne potwierdzenie, że sport „nie jest dla niego”.

A przecież pedagogiczny sens wychowania fizycznego powinien być dokładnie odwrotny.

Najbardziej potrzebuje go właśnie dziecko, które z aktywnością ma problem.

Jeżeli po dwunastu latach szkoły absolwent kojarzy ruch wyłącznie ze staniem na końcu kolejki do wyboru drużyny, bieganiem na ocenę i stresem przed zaliczeniem, to trudno mówić o sukcesie wychowania fizycznego.

Nawet jeżeli wszystkie rubryki w dokumentacji zostały wypełnione.

Test nie musi być problemem

Same testy sprawnościowe nie są więc największym zagrożeniem.

Wykorzystywane rozsądnie mogą być bardzo dobrym narzędziem.

Jeżeli uczeń w październiku utrzymywał deskę przez określony czas, a kilka miesięcy później robi to znacznie dłużej, widzi własny rozwój.

Nie musi porównywać się z najlepszym sportowcem w klasie.

Porównuje się z samym sobą.

I właśnie wtedy pomiar ma sens.

Problem rozpoczyna się w chwili, gdy diagnoza ponownie zamienia się w ranking: najlepszy, średni, najgorszy.

Formalnie nowa podstawa programowa próbuje przed takim podejściem zabezpieczyć uczniów.

To, czy zabezpieczenie zadziała, zależy już jednak przede wszystkim od nauczyciela.

I tu dochodzimy do najważniejszego testu

Nie będzie nim bieg wahadłowy.

Nie będzie nim skok w dal.

Nie będzie nim nawet przygotowanie do prób sprawnościowych policji czy wojska.

Prawdziwy test nowego WF-u odbędzie się kilka lat później.

Jeżeli absolwent szkoły sam pójdzie pobiegać, pojedzie rowerem, zacznie pływać, pójdzie na siłownię albo po prostu będzie regularnie spacerował, bo będzie rozumiał, że ruch jest częścią normalnego życia – szkoła zdała egzamin.

Jeżeli po ostatniej lekcji WF z ulgą schowa strój sportowy na dno szafy i stwierdzi:

„na szczęście już nigdy”

– można będzie mieć najlepszą podstawę programową, najbardziej szczegółowe testy i pięknie wypełnione tabele.

A wychowanie fizyczne ponownie przegra.

Bo celem WF-u nie powinno być stworzenie ucznia, który przez 45 minut potrafi wykonać polecenia nauczyciela.

Celem powinien być dorosły człowiek, który chce się ruszać również wtedy, gdy nikt już nie wystawia mu za to oceny.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.