Od 1 września nowe zasady dla nauczycieli. Reforma zaczyna się od pytania: kto stanie przed tablicą?

Oceń materiał

Od 1 września 2026 roku szkoły wejdą w nowy rok szkolny nie tylko z nową podstawą programową, ale także ze zmienionymi zasadami dotyczącymi kwalifikacji nauczycieli. Minister edukacji Barbara Nowacka podpisała nowelizację rozporządzenia, która rozszerza katalog osób mogących prowadzić część nowych lub przebudowanych przedmiotów.

Na pierwszy rzut oka to techniczna zmiana w przepisach. W praktyce chodzi jednak o coś znacznie bardziej konkretnego: kto od września ma wejść do klasy i prowadzić nowe zajęcia.

Więcej nauczycieli będzie mogło prowadzić edukację zdrowotną

Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna staje się przedmiotem obowiązkowym w klasach IV–VIII szkół podstawowych oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Ministerstwo wcześniej zapowiadało, że obejmie ona między innymi bezpieczeństwo, zdrowie psychiczne i fizyczne, odżywianie, higienę cyfrową, profilaktykę uzależnień i pierwszą pomoc.

Reklama
Reklama

Nowelizacja poszerza katalog nauczycieli, którzy będą mogli taki przedmiot prowadzić. Dołączają do niego między innymi osoby posiadające kwalifikacje do nauczania edukacji dla bezpieczeństwa oraz kształcenia obronnego.

To rozwiązanie może mieć duże znaczenie dla dyrektorów szkół, szczególnie tam, gdzie kadra jest niewielka, a znalezienie dodatkowego nauczyciela na kilka godzin tygodniowo byłoby trudne.

Państwo nie tworzy więc od podstaw nowej grupy nauczycieli edukacji zdrowotnej. W dużej mierze wykorzystuje osoby, które już pracują w szkołach.

Zdrowie seksualne będzie potraktowane osobno

W reformie pojawia się jednak ważne rozróżnienie.

Treści dotyczące zdrowia seksualnego mają funkcjonować jako osobne, nieobowiązkowe zajęcia pod nazwą „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”. Rozporządzenie regulujące te zajęcia zostało wydane 17 lipca 2026 roku i wchodzi w życie 1 września.

Kwalifikacje do ich prowadzenia zachowają osoby, które wcześniej posiadały odpowiednie kwalifikacje do edukacji zdrowotnej. Będą mogły je prowadzić również osoby posiadające kwalifikacje do nauczania wychowania do życia w rodzinie.

Oznacza to, że reforma tworzy dwa różne poziomy organizacyjne.

Można mieć kwalifikacje do prowadzenia obowiązkowej edukacji zdrowotnej, ale nie mieć automatycznie uprawnień do prowadzenia zajęć z zakresu zdrowia seksualnego.

Dla rodzica może to wyglądać jak jeden temat. Dla dyrektora szkoły są to już jednak dwa różne problemy kadrowe.

Przyrody może uczyć biolog, geograf, fizyk albo chemik

Podobna zasada została zastosowana przy przyrodzie.

Od września nauczyciel nie będzie musiał posiadać wyłącznie kwalifikacji przypisanych bezpośrednio do tego przedmiotu. Przyrodę będą mogli prowadzić również nauczyciele biologii, geografii, fizyki lub chemii.

Ma to znaczenie szczególnie dla mniejszych szkół.

Zamiast szukać kolejnej osoby do zatrudnienia, dyrektor może wykorzystać nauczyciela, który już prowadzi przedmiot pokrewny.

Nowa podstawa programowa szkoły podstawowej będzie wdrażana stopniowo. Od 1 września 2026 roku zacznie obowiązywać między innymi w klasach I i IV.

Technika także przechodzi zmianę

Nowe zasady obejmą również zajęcia praktyczno-techniczne.

Będą mogli je prowadzić nauczyciele mający kwalifikacje do nauczania techniki.

Znów działa ta sama logika: nowy przedmiot lub nowa formuła zajęć nie musi oznaczać zatrudnienia zupełnie nowego nauczyciela.

Ministerstwo rozszerza możliwość wykorzystania istniejącej kadry.

Historia i WOS otwierają drogę do edukacji obywatelskiej

Nowelizacja porządkuje także kwalifikacje do prowadzenia edukacji obywatelskiej.

Przedmiot będą mogli prowadzić nauczyciele posiadający kwalifikacje do nauczania historii albo wiedzy o społeczeństwie.

To rozwiązanie wydaje się naturalne, ale również ono pokazuje podstawową zasadę reformy: nowe przedmioty mają zostać obsadzone przede wszystkim przez nauczycieli już obecnych w systemie.

Reforma programu to jedno. Arkusz organizacyjny to drugie

W ministerialnych komunikatach łatwo mówi się o podstawach programowych, nowych przedmiotach i zakresie kwalifikacji.

Reklama

W szkole wszystko sprowadza się jednak do arkusza organizacyjnego.

Kto poprowadzi zajęcia?

Ile godzin otrzyma?

Czy będzie miał nadgodziny?

Czy inny nauczyciel straci część dotychczasowych godzin?

Czy szkoła będzie musiała zatrudnić nową osobę?

Czy nauczyciela trzeba będzie skierować na studia podyplomowe?

I wreszcie: czy szkoła posiada odpowiednie pracownie i wyposażenie, aby nowe zajęcia były czymś więcej niż kolejną godziną spędzoną przy tablicy?

To właśnie na tym poziomie reforma zacznie być naprawdę widoczna.

W małych szkołach elastyczność może ratować organizację

Rozszerzenie katalogu kwalifikacji może szczególnie pomóc niewielkim szkołom.

Jeżeli szkoła ma jednego nauczyciela biologii, jednego geografii i nauczyciela wychowania fizycznego, możliwość rozdzielenia nowych zajęć pomiędzy osoby już zatrudnione może uchronić dyrektora przed koniecznością szukania nauczyciela na kilka godzin.

Ale rozwiązanie ma także drugą stronę.

Formalne kwalifikacje nie zawsze oznaczają doświadczenie w prowadzeniu konkretnej problematyki. Nauczyciel może zgodnie z prawem prowadzić określony przedmiot, ale dopiero praktyka pokaże, jak przygotowany jest do pracy z jego pełnym zakresem.

To szczególnie istotne w przypadku edukacji zdrowotnej, która ma łączyć zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego, społecznego, cyfrowego i profilaktyki.

Nowa podstawa opisuje ten przedmiot jako interdyscyplinarny, obejmujący elementy nauk medycznych, nauk o zdrowiu, nauk społecznych, przyrodniczych i humanistycznych.

To bardzo szeroki zakres.

Pierwszy dzwonek zweryfikuje przepisy

Ministerstwo może rozszerzyć katalog kwalifikacji jednym rozporządzeniem.

Znacznie trudniej jednym dokumentem stworzyć nauczyciela, który swobodnie porusza się pomiędzy zdrowiem psychicznym, uzależnieniami, pierwszą pomocą, odżywianiem, bezpieczeństwem cyfrowym i problemami społecznymi młodych ludzi.

Dlatego dopiero po rozpoczęciu roku szkolnego będzie można ocenić, czy nowe przepisy rzeczywiście rozwiązują problem kadrowy, czy tylko pozwalają formalnie zamknąć arkusze organizacyjne.

I właśnie to warto sprawdzić także lokalnie.

Nie tylko pytać samorządy, czy „szkoły są przygotowane”.

To pytanie niemal zawsze kończy się odpowiedzią, że są.

Lepiej zapytać konkretnie: ilu nauczycieli otrzymało nowe przedmioty, jakie mają kwalifikacje, ilu trzeba było dokształcić, ile pojawiło się nowych etatów i ile będzie kosztować reforma w każdej szkole.

Bo od 1 września najważniejsze nie będzie już to, co napisano w rozporządzeniu.

Najważniejsze będzie to, kto rzeczywiście stanie przed uczniami.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry