Rząd pracuje jednocześnie nad dwiema zmianami dotyczącymi jawności państwa. Pierwsza ma uporządkować i rozszerzyć system oświadczeń majątkowych osób pełniących funkcje publiczne. Druga ma zmienić zasady dostępu do informacji publicznej, między innymi ze względu na bezpieczeństwo i porządek publiczny. Obie reformy można uzasadniać. Problem zaczyna się tam, gdzie trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy obywatel po ich wprowadzeniu rzeczywiście będzie wiedział o władzy więcej, czy tylko administracja będzie wiedziała więcej o osobach sprawujących władzę.
To mogą być jedne z istotniejszych zmian dotyczących przejrzystości życia publicznego od lat.
Z jednej strony państwo chce stworzyć Centralny Rejestr Oświadczeń Majątkowych, ujednolicić formularze, terminy i zasady kontroli oraz odejść od obecnego systemu rozproszonego pomiędzy różne instytucje i Biuletyny Informacji Publicznej.
Z drugiej strony Rządowe Centrum Legislacji przygotowuje zmianę ustawy o dostępie do informacji publicznej. Powodem mają być między innymi wnioski dotyczące infrastruktury krytycznej oraz coraz bardziej rozbudowane zapytania kierowane do urzędów.
Te dwa procesy warto obserwować razem.
Jeden rejestr zamiast poszukiwania po urzędach
Najbardziej widocznym elementem reformy oświadczeń majątkowych ma być utworzenie Centralnego Rejestru Oświadczeń Majątkowych – CROM.
Oświadczenia mają być składane elektronicznie za pośrednictwem specjalnej usługi, roboczo określanej jako oswiadczenia.gov.pl. Osoba zobowiązana będzie uwierzytelniała się elektronicznie, na przykład profilem zaufanym.
To może być duża zmiana również z punktu widzenia dziennikarzy i mieszkańców.
Dziś poszukiwanie oświadczeń majątkowych często przypomina małą archeologię administracyjną. Dokument może znajdować się w BIP gminy, powiatu, urzędu marszałkowskiego albo innej jednostki. Bywa zapisany jako skan, czasami trudno go wyszukać, a porównanie deklaracji z kilku kolejnych lat wymaga ręcznego otwierania dokumentów.
Centralny system może ten problem ograniczyć.
Ale samo zgromadzenie dokumentów w jednym rejestrze nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytanie: w jakim zakresie rejestr będzie publicznie dostępny i jak wygodne będą narzędzia wyszukiwania danych.
To właśnie funkcjonalność systemu zdecyduje, czy CROM stanie się narzędziem rzeczywistej kontroli społecznej, czy przede wszystkim narzędziem kontroli administracyjnej.
Więcej danych o majątku
Projekt przewiduje również zmiany w samym zakresie składanych informacji.
Rząd chce dokładniej określić katalog składników majątkowych podlegających ujawnieniu i dostosować formularz do współczesnych form lokowania kapitału. Obecne wzory powstawały w czasach, gdy struktura majątku przeciętnego podatnika wyglądała znacznie prościej.
Nowe przepisy mają więc uwzględniać bardziej złożone instrumenty finansowe oraz jednoznaczniej definiować między innymi majątek własny, wspólny, przysporzenie majątkowe, kolekcję czy osobę najbliższą.
Jednocześnie próg wartości składnika majątku wymagającego wykazania ma wzrosnąć z 10 tys. do 20 tys. zł.
To pozornie drobna zmiana, ale jej znaczenie jest praktyczne. Po wejściu nowych zasad część ruchomości, które obecnie należałoby wykazywać, może znaleźć się poniżej ustawowego progu.
Największa zmiana: majątek osobisty małżonka
Znacznie poważniejszym rozwiązaniem jest możliwość ujawniania majątku osobistego małżonka osoby pełniącej funkcję publiczną z wyboru.
Obecny system co do zasady obejmuje majątek osoby składającej oświadczenie oraz majątek objęty małżeńską wspólnością majątkową. Majątek osobisty współmałżonka znajduje się poza takim zakresem.
Nowa regulacja ma to zmienić w odniesieniu do określonej grupy osób pełniących funkcje publiczne.
Z punktu widzenia kontroli antykorupcyjnej jest to rozwiązanie istotne, ponieważ rozdzielność majątkowa czy formalna własność określonych składników mogą utrudniać zobaczenie pełnego ekonomicznego otoczenia osoby sprawującej władzę.
Jednocześnie jest to bardzo daleko idąca ingerencja w prywatność osoby, która sama funkcji publicznej nie pełni.
Dlatego o jakości przyszłej ustawy zdecyduje nie tylko to, jakie dane będą zbierane, lecz również które z nich będą publiczne, które dostępne wyłącznie organom kontrolnym i jak chronione będą dane osób trzecich.
Odpowiedzialność ma być realna
Projekt zakłada również uporządkowanie sankcji.
Oświadczenia nadal mają być składane pod rygorem odpowiedzialności karnej. Szczególną odpowiedzialność przewidziano między innymi w sytuacji, gdy osoba zobowiązana nie złoży deklaracji przy odejściu ze stanowiska.
Według przedstawionych założeń sąd, na wniosek szefa CBA, mógłby w takim przypadku orzec grzywnę, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do dwóch lat, a także zakaz pełnienia funkcji publicznych przez dwa lata.
Osobno uregulowane mają zostać przypadki podania informacji niezgodnych ze stanem rzeczywistym.
To ważne, ponieważ system oświadczeń majątkowych ma sens tylko wtedy, gdy deklaracje można porównywać, analizować i skutecznie kontrolować.
Elektroniczna baza mogłaby dodatkowo umożliwić automatyczne wychwytywanie zmian pomiędzy kolejnymi latami.
Na przykład: nieruchomość pojawia się albo znika, zadłużenie gwałtownie spada, oszczędności rosną znacznie szybciej niż wykazane dochody albo pojawia się nowy składnik majątku.
Komputer potrafi takie różnice wskazać w sekundę. Dopiero później człowiek powinien ocenić, czy wymagają wyjaśnienia.
I wtedy pojawia się druga reforma
Tego samego dnia pojawiła się informacja o przygotowywanej nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Samorządy zwracają uwagę na coraz bardziej rozbudowane wnioski, w tym tworzone przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Według przedstawicieli strony samorządowej zdarzają się zapytania zawierające po kilkaset pytań.
Drugi argument jest znacznie poważniejszy.
Wnioski mogą dotyczyć szczegółowych informacji o ujęciach wody, infrastrukturze szpitalnej czy innych elementach systemów mających znaczenie dla bezpieczeństwa państwa i mieszkańców.
W warunkach wojny prowadzonej za wschodnią granicą Polski problemu tego nie można lekceważyć.
Nie każda informacja znajdująca się w urzędzie powinna być automatycznie dostępna dla każdego.
Ale nie oznacza to również, że hasło „bezpieczeństwo” powinno stać się uniwersalnym kluczem pozwalającym zamknąć dokumenty przed obywatelem.
Konstytucja pozostawia niewielkie pole do dowolności
Prawo do informacji o działalności władz publicznych wynika bezpośrednio z Konstytucji.
Może zostać ograniczone, ale tylko ze ściśle określonych powodów, między innymi ze względu na ochronę praw innych osób, porządek publiczny, bezpieczeństwo albo ważny interes gospodarczy państwa.
Już obecna ustawa przewiduje ograniczenia wynikające między innymi z ochrony informacji niejawnych, innych ustawowo chronionych tajemnic, prywatności osoby fizycznej czy tajemnicy przedsiębiorcy.
Dlatego sednem przyszłej dyskusji nie będzie pytanie, czy państwo może chronić pewne informacje. Oczywiście może, a czasami wręcz musi.
Pytanie brzmi inaczej:
czy nowe przepisy precyzyjnie wskażą informacje wymagające ochrony, czy stworzą administracji szerszą możliwość odmowy udostępniania dokumentów?
Różnica jest zasadnicza.
„Za dużo pytań” to szczególnie ryzykowny argument
Osobnym problemem jest argument dotyczący liczby wniosków i ich rozbudowania.
Sztuczna inteligencja rzeczywiście radykalnie obniżyła koszt przygotowania wielostronicowego wniosku. To, co kiedyś wymagało kilku godzin pracy, dziś można wygenerować w minutę.
Dla niewielkiej gminy odpowiedź na kilkaset szczegółowych pytań może oznaczać wiele dni pracy pracowników.
Problem jest realny.
Jednak sposób jego rozwiązania będzie miał ogromne znaczenie.
Prawo do informacji publicznej nie może zależeć wyłącznie od tego, czy urząd uważa pytanie za wygodne, krótkie albo łatwe do obsłużenia.
Inaczej mechanizm stworzony do kontrolowania administracji mógłby zostać uzależniony od oceny samej administracji, czy kontrola nie jest dla niej zbyt uciążliwa.
Cyfryzacja może rozwiązać część problemu bez ograniczania jawności
Jest też trzecia droga.
Im więcej informacji urząd publikuje automatycznie i w formie umożliwiającej wyszukiwanie, tym mniej wniosków musi później obsługiwać.
Dobrze zbudowany BIP, centralne rejestry, otwarte dane, rejestry umów czy elektroniczne oświadczenia majątkowe mogą ograniczyć liczbę indywidualnych zapytań znacznie skuteczniej niż tworzenie nowych powodów odmowy.
Jeżeli mieszkaniec może sam znaleźć dokument, nie musi o niego prosić.
Jeżeli dziennikarz może pobrać dane z rejestru, urząd nie musi ich dla niego wyszukiwać.
W tym sensie CROM może być przykładem kierunku, który warto rozszerzać: nie mniej informacji, lecz więcej informacji dostępnych bez konieczności pisania do urzędu.
Dwie reformy, jeden test
Na początku października 2026 roku oba procesy znajdują się na różnych etapach.
Reforma oświadczeń majątkowych ma już określone podstawowe założenia. Rząd wcześniej zapowiadał jeden formularz, jednolite terminy, centralny rejestr i cyfryzację procedury. Projekt ma zostać przyjęty przez Radę Ministrów według obecnych zapowiedzi w drugim kwartale 2027 roku.
W przypadku ustawy o dostępie do informacji publicznej sytuacja jest wcześniejsza. RCL zapowiedziało skierowanie projektu do rządowego wykazu prac. Dopóki nie zobaczymy konkretnych przepisów, nie wiadomo, jak szerokie miałyby być nowe ograniczenia i jakie mechanizmy kontroli odmowy zostaną zaproponowane.
Dlatego dziś nie sposób uczciwie stwierdzić, że państwo ograniczy jawność.
Można natomiast wskazać test, któremu warto poddać przyszłe przepisy.
Jeżeli państwo chce wiedzieć więcej o majątku osób sprawujących władzę, obywatel powinien jednocześnie zachować skuteczną możliwość kontrolowania sposobu, w jaki ta władza działa i wydaje publiczne pieniądze.
Bezpieczeństwo państwa i jawność nie muszą być przeciwieństwami.
Problem pojawi się dopiero wtedy, gdy bezpieczeństwem zacznie się tłumaczyć informacje, których ujawnienie jest dla władzy jedynie niewygodne.
I właśnie tę granicę warto będzie bardzo dokładnie obserwować. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy




