Pęgów śmierdzi problemem. Cieki przy Lawendowej budzą pytania o bierność władz

gdzie sa radni pegowa
Oceń materiał

W Pęgowie znów wraca temat, który mieszkańcy znają aż za dobrze: cuchnące cieki, podejrzana piana i poczucie, że lokalny problem od dawna nie doczekał się poważnego potraktowania. Zdjęcia wykonane przy ul. Lawendowej pokazują zanieczyszczony rów i wypływ spod przepustu. Pytanie nie brzmi już, czy coś jest nie tak. Pytanie brzmi: kto w końcu weźmie za to odpowiedzialność?

Co płynie w Pęgowie?
Na fotografiach widać ciemną wodę, osad i białą pianę przy wylocie przepustu. To nie jest widok, który kojarzy się z zadbanym terenem i spokojem mieszkańców „Krainy Truskawek”. Bardziej z bezradnością. A może z przyzwyczajeniem do tego, że coś śmierdzi, ale sprawa jakoś rozmywa się w terenie szybciej niż ścieki po deszczu.

Interwencję w sprawie podjął radny Marek Mańczak z Urazu. I właśnie to najmocniej uderza w tej historii. Bo skoro problem dostrzega radny spoza Pęgowa, to gdzie w tym wszystkim są ci, którzy reprezentują miejscowość na co dzień?

Gdzie są radni z Pęgowa?
Mieszkańcy mają prawo pytać o aktywność swoich przedstawicieli. Bo jeśli o sprawie od dawna mówi się lokalnie, jeśli temat wraca, jeśli pojawia się odór i wątpliwości dotyczące zanieczyszczeń, to trudno udawać, że nic się nie dzieje.

W tym kontekście padają nazwiska osób, które powinny znać realia Pęgowa najlepiej: radnej oraz sołtys Rogalowej, a także radnego Borowskiego. To właśnie oni są najbliżej mieszkańców i właśnie od nich mieszkańcy mogą oczekiwać nie uspokajających półsłówek, ale konkretu: zgłoszeń, kontroli, monitów, nacisku na urząd i spółkę odpowiedzialną za gospodarkę ściekową.

Bo wiedzieć o problemie to jedno. Reagować – to zupełnie co innego.

Smród to nie jest „lokalny folklor”
W małych miejscowościach zbyt często działa ten sam mechanizm. Najpierw jest przyzwyczajenie. Potem machnięcie ręką. Potem tłumaczenie, że „tak bywa”, „coś spłynęło”, „trzeba poczekać”. A później okazuje się, że latami narastał problem, który wymagał nie kosmetyki, lecz inwestycji, nadzoru i zwykłej uczciwości wobec mieszkańców.

Jeżeli w rowach i ciekach pojawiają się zanieczyszczenia, których charakter budzi niepokój, to nie jest temat do zamiatania pod dywan. To nie jest też kwestia estetyki. To może być sprawa związana z ochroną środowiska, stanem infrastruktury komunalnej i bezpieczeństwem sanitarnym.

Zdjęcia same w sobie nie przesądzają jeszcze o źródle zanieczyszczeń. Pokazują jednak coś bardzo ważnego: istnieje sytuacja, która wymaga pilnego sprawdzenia, a nie dalszego milczenia.

Lubnów był ostrzeżeniem. Czy znowu niczego się nie nauczono?
W tle wraca szerszy problem, który mieszkańcy regionu już znają. Każde kolejne podejrzenie nielegalnego odprowadzania nieczystości albo niewydolności systemu od razu uruchamia niewygodne pytania o stan oczyszczalni ścieków, sieci i całej polityki inwestycyjnej gminy.

Bo może tu nie chodzi już o pojedynczy incydent. Może to objaw większej choroby: niedoinwestowanej infrastruktury, spóźnionych decyzji, braku nadzoru i niskiej świadomości części mieszkańców, którzy – choć zapewne wiedzą, że pewnych rzeczy robić nie wolno – i tak ryzykują, licząc, że nikt tego nie sprawdzi.

A z drugiej strony są radni. Ci sami, którzy głosują nad budżetem, inwestycjami, kierunkami rozwoju, priorytetami. Jeśli nie potrafią dopilnować podstawowych spraw związanych z kanalizacją, gospodarką ściekową i ochroną lokalnych cieków, to mieszkańcy mają pełne prawo pytać: za czym właściwie głosują i czym naprawdę się zajmują?

„Tu nam się podoba”? Naprawdę?
Hasła promocyjne dobrze wyglądają na banerach, w folderach i urzędowych opowieściach o jakości życia. Gorzej, gdy zderzają się z rzeczywistością cuchnącego rowu. Wtedy slogan przestaje być reklamą miejsca, a staje się gorzkim żartem.

Bo trudno mówić o dobrostanie mieszkańców tam, gdzie problem ścieków wraca jak zły refren. Trudno mówić o trosce o wieś, gdy potrzebna jest interwencja człowieka spoza miejscowości, by coś w ogóle ruszyło. Trudno wreszcie mówić o odpowiedzialności, jeśli mieszkańcy widzą, że woda płynie, piana się zbiera, smród uderza w nos, a instytucjonalna reakcja znowu jest o krok za późno.

Najważniejsze pytania dziś są proste
Kto odpowiada za stan tego miejsca przy ul. Lawendowej?
Czy pobrano próbki i sprawdzono, co dokładnie znajduje się w cieku?
Czy gmina, spółka komunalna albo odpowiednie służby zostały formalnie zawiadomione?
Czy radni z Pęgowa podjęli w tej sprawie jakiekolwiek konkretne działania?
I wreszcie: czy mieszkańcy znów mają usłyszeć, że problem jest „analizowany”, podczas gdy smród nadal będzie płynął swoim korytem?

Bo w takich sprawach nie chodzi już o polityczne sympatie. Chodzi o elementarną przyzwoitość wobec ludzi, którzy mieszkają obok tego wszystkiego i mają dość życia w cieniu brudnych zaniedbań.

Podsumowanie dziennikarskie:
Zdjęcia z Pęgowa pokazują niepokojący stan cieku przy ul. Lawendowej i wzmacniają pytania o skuteczność lokalnych władz oraz radnych reprezentujących miejscowość. Interwencja Marka Mańczaka unaocznia, że problem nie jest nowy, ale wciąż nie doczekał się zdecydowanej reakcji. Dziś mieszkańcy mają prawo oczekiwać nie komentarzy, lecz kontroli, wyników badań i realnych działań. zrzut ekranu 2026 03 22 o 18.23.51 Foto Marek Mańczak

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry