PFAS na sprzęcie strażaków. Cichy wróg po akcji

zagrozenie dla strazaka

Czy zagrożenie naprawdę znika wraz z ugaszeniem pożaru?
Najnowsze badania pokazują, że niekoniecznie. I że największy problem bywa… niewidoczny.

Co znaleziono na sprzęcie strażackim?

Badanie opublikowane w Journal of Hazardous Materials wykazało obecność związków PFAS na każdym przebadanym elemencie sprzętu strażackiego – od kombinezonów po maski. Mówimy o substancjach per- i polifluoroalkilowych, powszechnie nazywanych „wiecznymi chemikaliami”.

Nie widać ich gołym okiem. Nie czuć zapachu. A jednak są – i to w stężeniach sięgających setek nanogramów na gram materiału.

Dlaczego PFAS są tak problematyczne?

PFAS od lat stosuje się w przemyśle tam, gdzie potrzebna jest odporność na ogień, temperaturę i chemikalia. W straży pożarnej – głównie w pianach gaśniczych i powłokach ochronnych.

Problem w tym, że:

  • nie ulegają rozkładowi,

  • kumulują się w organizmie,

  • mają udokumentowany związek ze zwiększonym ryzykiem nowotworów.

Raz „zabrane” z pożaru, potrafią wrócić do remizy razem ze sprzętem. I zostać tam na długo.

Jak to sprawdzono?

Zespół naukowców z Sylvester Comprehensive Cancer Center zastosował prostą, ale przełomową metodę:

  • wilgotne chusteczki z polipropylenu,

  • przetarcie powierzchni sprzętu,

  • analiza wymazów za pomocą spektrometrii masowej.

Efekt był jednoznaczny: PFAS wykryto na każdym badanym egzemplarzu.

„To jak dym, który nigdy się nie rozwiewa”

Tak badanie skomentowała dr Erin Kobetz, współautorka publikacji:

„To jak dym, który nigdy się nie rozwiewa. Te substancje chemiczne trafiają do remiz na sprzęcie, osadzają się tam i mogą przedostawać się do krwiobiegu”.

Krótko mówiąc: zagrożenie nie kończy się na miejscu zdarzenia. Ono przenosi się razem z człowiekiem.

Dlaczego to szczególnie groźne dla strażaków?

Strażacy są narażeni nie jednorazowo, lecz przewlekle – przez całą zawodową karierę. Nawet śladowe ilości PFAS, jeśli kontakt z nimi trwa latami, mogą prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych.

Jak podkreśla dr Natasha Schaefer Solle:

„Szybki test wymazowy pozwala podejmować mądrzejsze decyzje, zanim niewidoczne zagrożenia staną się ciężarem na całe życie”.

Co zmienia nowa metoda?

Kluczowe jest to, że:

  • nie niszczy sprzętu,

  • może być stosowana rutynowo,

  • nie wymaga wycofywania ubrań ochronnych z użycia.

To nie jest rozwiązanie wszystkich problemów, ale system wczesnego ostrzegania – chemiczny odpowiednik czujnika dymu.

Co z tego wynika?

To badanie nie jest alarmistyczne. Jest raczej niewygodnym przypomnieniem, że bezpieczeństwo pracy strażaków nie kończy się na hełmie i aparacie powietrznym. Czystość sprzętu – także ta niewidzialna – staje się dziś realnym elementem ochrony zdrowia.

Bo jeśli coś „nie znika samo”, to ignorowanie problemu też go nie rozwiąże.


Autor: Radio DTR

Źródła:
Journal of Hazardous Materials
– materiały badawcze Sylvester Comprehensive Cancer Center (USA)

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma