Podatek goni podatek.
Z jednej strony już nas to nie dziwi, z drugiej – coraz bardziej męczy. I nie chodzi tu o VAT na buty dla dzieci, o akcyzę na paliwo czy o krętą konstrukcję składki zdrowotnej. Nie. Chodzi o coś znacznie głębszego – o samą ideę, że za możliwość zrobienia czegoś trzeba zapłacić, nawet jeśli z tej możliwości nie korzystasz.
Ministerstwo Kultury (MKiDN) chce zaktualizować system opłat reprograficznych. To znaczy: wprowadzić nową daninę, która miałaby objąć smartfony, tablety i telewizory z funkcją nagrywania. Dlaczego? Bo „mogą” służyć do kopiowania utworów. Nie, nie muszą. Po prostu mogą. A skoro mogą – to zapłać. Nawet jeśli używasz tabletu tylko do obsługi kasy fiskalnej, czy telefonu do dzwonienia do mamy.
Tak więc mamy nowy model podatkowy: płacisz nie za czyn, a za potencjał.
W tej logice idźmy dalej – konsekwentnie.
Rolnik niech płaci podatek od każdej nieprzerobionej bulwy ziemniaka. W końcu mógłby z niej zrobić frytki.
Ogrodnik? Podatek od każdej gałązki porzeczki – bo mogłaby trafić do kompotu.
Sadownik? Od jabłka – bo ktoś mógłby je zetrzeć i sprzedać jako mus.
Huta stali? Podatek od pieca – bo może wyprodukować pręty.
Piekarz? Od pieca chlebowego – bo może upiec chleb, ale równie dobrze mógłby nagrać podcast o glutenie.
A że artysta korzysta z tabletu i telefonu?
To chyba będzie sam sobie płacić podatek. W końcu też może skopiować swój utwór i go posłuchać.
Pomyślmy jeszcze o tych wszystkich ludziach, którzy kupują smartfona dla kontaktu z rodziną, edukacji, map, aplikacji do zdrowia, czy po prostu… bo inaczej nie da się dziś funkcjonować. Mają teraz płacić daninę na „twórców”? Tylko dlatego, że mają sprzęt?
To może pójdźmy dalej.
Podatek od oczu, bo mogą patrzeć na obrazy.
Podatek od uszu, bo mogą słyszeć piosenkę.
Podatek od oddychania, bo przecież można tym powietrzem mówić wiersze.
Niech każdy dostanie w zamian minimum egzystencji i bon na pochówek. Bo przecież życie samo w sobie staje się towarem.
W sondażu Radia 357 aż 92% Polaków powiedziało NIE tej daninie. Ale co z tego? Czy ktoś jeszcze władzy przeszkadza, kiedy ta wpada na pomysł, że lud powinien płacić za sam fakt istnienia w rzeczywistości cyfrowej?
Zamiast edukować, wspierać uczciwe modele dystrybucji treści, znów cofamy się do średniowiecznego myślenia – że jak ktoś coś ma, to na pewno na to nie zasłużył i trzeba mu to „skasować”.
Zatem – niech żyje nowoczesna Polska.
Z tabletem w ręce, z podatkiem w kieszeni.
I z twórcą w tle, który już nie musi nic tworzyć.
Wystarczy, że ktoś mógłby go posłuchać.
Autor: Rafał Chwaliński







