Komendant główny Policji zapewnia swoich funkcjonariuszy, że działania pod Trybunałem Konstytucyjnym były w pełni zgodne z prawem. Obiecuje im wsparcie, przypomina o policyjnym ślubowaniu i przekonuje, że obecność mundurowych była konieczna. Czy jednak zapewnienie przełożonego wystarcza, by rozwiać wszystkie wątpliwości? W centrum sprawy znajdują się nie tylko politycy i Trybunał, lecz także zwykły policjant, który otrzymuje rozkaz, oraz obywatel, który oczekuje od państwa bezstronnej ochrony.
Ślubuję służyć Narodowi. Tak zaczyna się list
Jest 1 listopada 2026 roku. Polska obchodzi Wszystkich Świętych, a konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego wciąż wywołuje polityczne emocje. Na oficjalnej stronie Policji pojawia się list komendanta głównego, gen. insp. Marka Boronia.
Nie zaczyna się od wyliczenia przepisów. Nie ma na wstępie szczegółowego raportu ani opisu interwencji. Komendant przywołuje fragment roty policyjnego ślubowania: zobowiązanie do wiernej służby Narodowi.
To ważny wybór.
Policjant nie ślubuje wierności premierowi, prezydentowi, ministrowi spraw wewnętrznych ani komendantowi głównemu. Służy Narodowi i Rzeczypospolitej, a jego obowiązki określa prawo.
Właśnie dlatego wydarzenia pod Trybunałem Konstytucyjnym stawiają pytanie wykraczające poza bieżący spór polityczny: co powinien zrobić funkcjonariusz, kiedy dostaje polecenie wykonania czynności w instytucji, wokół której toczy się konflikt o legalność działań jej władz?
Odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby wynikać z politycznych komentarzy.
Mundur nie rozstrzyga sporów politycznych
Komendant opisuje wydarzenia z piątku i soboty, 30 i 31 października. Przekonuje, że obecność Policji była konieczna dla ochrony osób znajdujących się zarówno wewnątrz Trybunału, jak i przed budynkiem.
Wskazuje na tysiące zgromadzonych, silne emocje oraz możliwość wystąpienia zagrożeń zewnętrznych.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego jest to zrozumiała argumentacja. Duże zgromadzenia w warunkach ostrego konfliktu politycznego wymagają odpowiedniego zabezpieczenia. Policja ma obowiązek chronić życie, zdrowie i mienie, niezależnie od sympatii politycznych uczestników.
Ale z tego nie wynika jeszcze odpowiedź na wszystkie pytania.
Komenda Stołeczna Policji w komunikacie z 30 października poinformowała, że do KGP wpłynęła korespondencja prokuratora generalnego dotycząca bezpieczeństwa Trybunału oraz pismo sędzi TK wskazujące na możliwość zagrożeń dla sędziów i pracowników.
Takie informacje mogą uzasadniać podjęcie działań ochronnych. Nie oznaczają jednak automatycznie, że dowolna czynność wykonana w trakcie operacji byłaby prawnie dopuszczalna.
Trzeba bowiem rozróżnić zabezpieczenie demonstracji od ingerowania w funkcjonowanie instytucji państwowej.
Policjant stojący przed wejściem może chronić zgromadzenie i zapobiegać przemocy. Policjant wykonujący czynności wewnątrz budynku może natomiast znaleźć się w sytuacji, w której jego decyzje wpływają na możliwość wejścia do pomieszczeń lub wykonywania obowiązków przez konkretne osoby.
W drugim przypadku istotne są już nie tylko ogólne zadania Policji, ale również podstawa prawna każdej czynności.
I właśnie o to warto pytać.
„Wszystkie działania były zgodne z prawem”. Co oznacza takie zapewnienie?
W liście pojawia się jedno z najważniejszych zdań całego dokumentu:
„Wszystkie ostatnie działania Policji pod Trybunałem Konstytucyjnym były w pełni zgodne z obowiązującymi przepisami prawa”.
To bardzo stanowcza deklaracja.
Komendant nie ogranicza jej do ochrony demonstrantów. Nie wskazuje również, że dotyczy tylko wybranych czynności. Zapewnia o legalności wszystkich ostatnich działań.
Można rozumieć intencję takiego komunikatu. Funkcjonariusze potrzebują jasnego stanowiska przełożonego, zwłaszcza gdy ich działania są oceniane publicznie, a politycy formułują oskarżenia.
Problem polega na tym, że stanowisko przełożonego nie jest tym samym co niezależna weryfikacja.
Aby ocenić legalność konkretnej operacji, trzeba znać jej przebieg, wydane polecenia, zastosowane środki oraz przepisy, na których oparto decyzje.
Nie chodzi o ujawnianie tajemnic operacyjnych. Chodzi o możliwość ustalenia, czy uprawnienia Policji były wykorzystywane w granicach przewidzianych prawem.
W udostępnionym fragmencie listu nie przedstawiono takiego szczegółowego rozliczenia.
Dlatego deklarację komendanta należy traktować jako oficjalne stanowisko kierownictwa formacji, a nie jako ostateczne rozstrzygnięcie wszystkich potencjalnych wątpliwości prawnych.
Czy policjant musi wykonać każdy rozkaz?
To szczególnie ważne pytanie dla obywateli, którzy często słyszą, że funkcjonariusz „tylko wykonywał polecenia”.
Służba w Policji opiera się na hierarchii i dyscyplinie. Rozkazy nie są jednak ważniejsze od prawa.
Artykuł 58 ustawy o Policji wskazuje, że funkcjonariusz ma obowiązek odmówić wykonania rozkazu lub polecenia, jeżeli jego realizacja wiązałaby się z popełnieniem przestępstwa. Dotyczy to także poleceń pochodzących od innych uprawnionych organów. W takiej sytuacji policjant powinien zameldować o odmowie komendantowi głównemu, z pominięciem zwykłej drogi służbowej.
Nie oznacza to, że funkcjonariusz może samodzielnie odmówić wykonania każdego polecenia, z którym się nie zgadza. Ustawowy obowiązek odmowy związany jest z określoną przesłanką prawną.
Oznacza jednak coś fundamentalnego: nawet w formacji mundurowej posłuszeństwo ma granice.
Jeżeli zatem pojawiają się wątpliwości dotyczące czynności pod Trybunałem, należy ustalić, jakie dokładnie wydano polecenia i czy mieściły się one w kompetencjach Policji.
Nie wystarczy samo stwierdzenie, że funkcjonariusze wykonywali obowiązki.
Trzeba wiedzieć, jakie to były obowiązki.
Komendant obiecuje ochronę. Czy może zagwarantować bezkarność?
W dalszej części listu Marek Boroń zapewnia policjantów o swoim wsparciu. Deklaruje, że nie dopuści do sytuacji, w której funkcjonariusze wykonujący obowiązki zostaną narażeni na odpowiedzialność niezgodną z prawem.
To ważne zapewnienie, szczególnie gdy policjanci stają się przedmiotem publicznych oskarżeń.
Ale należy zwrócić uwagę na jedno sformułowanie: odpowiedzialność „niezgodną z prawem”.
Nie chodzi zatem o zwolnienie ze wszelkiej odpowiedzialności. Chodzi o ochronę przed odpowiedzialnością bezpodstawną.
Policjant, podobnie jak każdy funkcjonariusz publiczny, podlega prawu. Jeśli działa zgodnie z przepisami, powinien otrzymać ochronę instytucjonalną. Jeśli natomiast dopuści się czynu zabronionego, deklaracja przełożonego nie może zastąpić ustaleń właściwych organów.
Podobnie wygląda odpowiedzialność dowódców. Wydanie rozkazu, organizacja operacji i osobiste wykonanie określonej czynności to różne działania, które mogą podlegać odrębnej ocenie.
Nie można automatycznie przenosić odpowiedzialności za całą operację na funkcjonariusza stojącego na ulicy. Nie można też z góry zakładać, że każde działanie wykonane na polecenie przełożonego jest legalne.
To właśnie dlatego tak ważna jest dokumentacja decyzji.
Tysiące ludzi, emocje i zagrożenia z zewnątrz
W piśmie pojawia się również interesujący wątek dotyczący przewidywanych zagrożeń.
Komendant wskazuje na nieprzewidywalność sytuacji, emocje tłumu oraz możliwość wystąpienia niebezpieczeństwa z zewnątrz.
Są to trzy różne kwestie.
Liczebność zgromadzenia może wymagać skierowania większych sił policyjnych. Emocje uczestników mogą zwiększać ryzyko incydentów. Z kolei zagrożenia zewnętrzne sugerują czynniki niezwiązane bezpośrednio z zachowaniem zgromadzonych.
W analizowanym fragmencie listu nie wyjaśniono jednak, jakie konkretnie niebezpieczeństwa zewnętrzne brano pod uwagę.
Czy chodziło o możliwość pojawienia się osób dążących do konfrontacji? O zagrożenia wobec uczestników wydarzeń? O informacje uzyskane przez służby?
Tego nie wiemy.
Nie należy więc dopowiadać scenariuszy, których dokument nie przedstawia.
Powstaje natomiast uzasadnione pytanie, czy skala policyjnego zabezpieczenia wynikała wyłącznie z liczby uczestników i napiętej sytuacji, czy również ze szczegółowej oceny zagrożeń.
Dlaczego w Policji pojawiły się wątpliwości?
Wydarzenia pod Trybunałem stały się przedmiotem dyskusji również w samym środowisku policyjnym.
Przewodniczący związku zawodowego „Policyjna Solidarność”, Jacek Łukasik, wystąpił do komendanta głównego o publiczne wyjaśnienia dotyczące sytuacji Policji po wydarzeniach z 30 października.
Nie jest to dowód buntu ani odmowy wykonywania rozkazów przez funkcjonariuszy. To jednak sygnał, że pytania o granice odpowiedzialności pojawiają się nie tylko wśród komentatorów i polityków.
Dla policjanta pełniącego służbę w trudnej sytuacji takie wątpliwości mogą mieć praktyczne znaczenie.
Przełożony wydaje polecenie. Policjant wykonuje czynności. Następnie decyzje dowódców są publicznie kwestionowane, pojawiają się oskarżenia, a funkcjonariusz musi mieć pewność, że jego działania opierały się na właściwej podstawie prawnej.
Dlatego samo zapewnienie o wsparciu nie rozwiązuje wszystkich problemów. Potrzebne są czytelne procedury, właściwe przygotowanie funkcjonariuszy i odpowiedzialność osób podejmujących decyzje dowódcze.
Policja nie jest od rozstrzygania, kto ma rację w Trybunale
Komendant podkreśla w liście, że rolą Policji nie jest ocena funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego.
To istotne rozróżnienie.
Policja nie jest sądem konstytucyjnym, nie ocenia prawomocności powołania sędziów i nie rozstrzyga sporów między przedstawicielami władz państwowych.
Ma natomiast obowiązek wykonywać własne zadania ustawowe.
Problem zaczyna się wówczas, gdy rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego staje się warunkiem wykonania konkretnej czynności.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której dwie osoby powołują się na uprawnienie do zarządzania dostępem do określonych pomieszczeń instytucji państwowej. Obie przedstawiają argumenty prawne. Obie oczekują określonego działania od funkcjonariuszy.
Czy policjant ma sam ocenić, która z nich ma rację?
Nie. Powinien działać na podstawie swoich ustawowych kompetencji i zgodnych z prawem poleceń, a nie zastępować organ uprawniony do rozstrzygnięcia sporu.
Nie oznacza to jednak, że Policja może działać bez oceny podstawy prawnej własnych czynności. Przeciwnie, powinna szczególnie starannie rozdzielać zadania związane z bezpieczeństwem od działań mogących ingerować w kompetencje innych organów.
W przeciwnym razie zwykłe czynności porządkowe mogą zostać odebrane jako opowiedzenie się po jednej ze stron konfliktu.
Nawet jeśli taka nie była intencja kierownictwa operacji.
Politycy spierają się o Trybunał. Obywatel powinien otrzymać odpowiedzi
W konflikcie wokół Trybunału Konstytucyjnego różne strony polityczne odwołują się do Konstytucji, legalności, ochrony instytucji i konieczności przywracania prawidłowego funkcjonowania państwa.
Każda z tych deklaracji wymaga jednak odrębnej oceny.
Dla obywatela ważniejsze od kolejnej wymiany politycznych oskarżeń powinno być ustalenie, czy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo działają w sposób przewidywalny, bezstronny i zgodny z prawem.
Nie ma znaczenia, czy na miejscu zgromadzenia stoją zwolennicy rządu, opozycji, prezydenta czy którejkolwiek innej strony konfliktu. Obowiązki Policji wobec bezpieczeństwa ludzi pozostają takie same.
I właśnie tutaj pojawia się problem zaufania.
Jeżeli kierownictwo Policji zapewnia, że wszystkie działania były zgodne z prawem, społeczeństwo ma prawo oczekiwać wyjaśnienia, na jakich ustaleniach opiera się to zapewnienie.
Nie dlatego, że należy automatycznie podejrzewać funkcjonariuszy o bezprawne działania. Dlatego, że publiczna kontrola instytucji państwowych jest jednym z warunków zaufania do ich działalności.
List, który miał uspokoić, pozostawia pytania
List Marka Boronia pełni kilka funkcji jednocześnie.
Jest wyrazem solidarności z podwładnymi. Stanowi publiczną obronę działań Policji. Przypomina o służbie Narodowi i ustawowych obowiązkach formacji. Zawiera również jednoznaczne zapewnienie o zgodności działań pod Trybunałem z prawem.
Nie jest jednak szczegółowym sprawozdaniem z operacji.
Nie znajdziemy w analizowanej części pisma wykazu wykonanych czynności, treści wydanych poleceń, szczegółowych ocen zagrożenia ani informacji o procedurze weryfikacji legalności działań.
Nie przesądza to o żadnym naruszeniu prawa. Pokazuje jedynie granice tego, czego można dowiedzieć się z samego listu.
Dlatego w interesie zarówno obywateli, jak i policjantów pozostaje wyjaśnienie, w jaki sposób zapadały decyzje podczas zabezpieczenia wydarzeń pod Trybunałem.
Kierownictwo Policji może bronić swoich funkcjonariuszy. Powinno też jasno przedstawiać podstawy działań, gdy pojawiają się istotne wątpliwości dotyczące ich legalności.
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi
W całym sporze łatwo zapomnieć o człowieku w mundurze.
Funkcjonariusz nie tworzy politycznego konfliktu. Zostaje skierowany do służby, otrzymuje zadania i ma obowiązek wykonywać je zgodnie z prawem.
Po drugiej stronie stoi obywatel, który ma prawo oczekiwać, że Policja będzie chronić go niezależnie od poglądów i tego, kto aktualnie sprawuje władzę.
Pomiędzy nimi znajduje się państwo, jego przepisy oraz odpowiedzialność dowódców.
List komendanta przypomina o obowiązku służby Narodowi. To ważne przesłanie. Ale jego rzeczywista wartość zależy nie tylko od treści ślubowania, lecz przede wszystkim od sposobu stosowania prawa w konkretnych sytuacjach.
Bo o legalności działania Policji nie rozstrzyga ani polityczny okrzyk, ani zapewnienie przełożonego. Rozstrzygają przepisy, fakty i zgodność wykonanych czynności z prawem.
I właśnie dlatego pytania o wydarzenia pod Trybunałem powinny zostać wyjaśnione — nie w interesie jednej ze stron politycznego sporu, lecz w interesie obywateli i samej Policji.




