Prawny parasol nad starostwem. O granicach władzy i odpowiedzialności

adwokat na telefon lek starostwa

Dlaczego urząd, który ma własnych prawników, potrzebuje jeszcze zewnętrznego adwokata? I to w stałym abonamencie?
To pytanie nie jest złośliwe. Jest konieczne.

W starostwie funkcjonuje dwóch radców prawnych na etatach. Ich zadaniem jest opiniowanie umów, przygotowywanie projektów uchwał, czuwanie nad zgodnością decyzji z prawem. To standard w administracji publicznej. System, który ma zapobiegać błędom, zanim te trafią do sądu lub na wokandę opinii publicznej.

A jednak – obok tego systemu – pojawia się zewnętrzna kancelaria i adwokat, opłacani w stałej, comiesięcznej stawce. Umowa nie dotyczy zastępstw procesowych. To nie jest prawnik „do sądów”. To prawnik „do wszystkiego, co ryzykowne”.

I tu zaczyna się problem.

Dwa systemy prawa w jednym urzędzie

Jeżeli administracja działa poprawnie, zgodnie z przepisami i dobrą praktyką, etatowi radcy prawni w zupełności wystarczają. Tak jest w setkach urzędów w Polsce.
Zewnętrzna kancelaria staje się potrzebna wtedy, gdy:

  • decyzje są kontrowersyjne,

  • interpretacje prawa idą na granicy,

  • skutki działań wracają w postaci przegranych spraw,

  • a odpowiedzialność zaczyna ciążyć bardziej personalnie niż instytucjonalnie.

Wtedy prawo przestaje być narzędziem porządkującym, a zaczyna pełnić rolę asekuracji.

Koło ratunkowe czy tarcza ochronna?

Umowa jasno pokazuje, że adwokat ma być dostępny „na telefon”, mailowo, zdalnie. Ma opiniować, konsultować, być obecny. Nie prowadzi procesów, ale pomaga je przewidywać. Pomaga ocenić ryzyko, zanim ktoś podpisze dokument, który może mieć konsekwencje prawne.

To rodzi pytanie zasadnicze:

Czy ta opieka prawna chroni urząd – czy chroni konkretne decyzje i konkretne osoby?

Bo jeżeli w tle mamy:

  • przegrane sprawy,

  • toczące się postępowania,

  • wątki, które same w sobie podważają zaufanie do instytucji (jak sprawa określana publicznie mianem „podsłuchu”),

to dodatkowa, intensywna obsługa prawna nie jest już neutralnym narzędziem. Staje się elementem strategii obronnej.

Granica, której nie wolno przesuwać

Administracja publiczna ma działać bezpiecznie, przewidywalnie i transparentnie. Prawo nie może być traktowane jak lina asekuracyjna dla kogoś, kto regularnie zbliża się do przepaści.

Jeżeli przez lata:

  • decyzje urzędu generują ryzyko prawne,

  • skutki tych decyzji ponoszą podatnicy,

  • a odpowiedzią nie jest zmiana stylu zarządzania, lecz wzmocnienie ochrony prawnej,

to nie mówimy już o incydencie.
Mówimy o modelu sprawowania władzy.

Uczciwe pytania, które muszą paść

To nie jest oskarżenie. To nie jest insynuacja.
To jest elementarna kontrola społeczna.

  • Dlaczego etatowi prawnicy nie wystarczają?

  • Jakie decyzje wymagają dodatkowej „opieki”?

  • Ile kosztowały powiat przegrane sprawy i czy wyciągnięto z nich wnioski?

  • Czy prawo służy mieszkańcom, czy minimalizowaniu osobistego ryzyka decydentów?

Bo prawo to nie alibi

Prawo w administracji nie powinno być:

  • zasłoną dymną,

  • parasolem ochronnym,

  • ani narzędziem gaszenia skutków własnych decyzji.

Powinno być kompasem.

Jeżeli do prowadzenia urzędu potrzeba coraz silniejszej ochrony prawnej, to znaczy, że problem nie leży w braku prawników, lecz w sposobie podejmowania decyzji.

I właśnie dlatego ta sprawa wymaga nagłośnienia.
Nie dla sensacji.
Dla bezpieczeństwa powiatu, uczciwości administracji i zaufania mieszkańców.

Bo granice prawa są po to, by ich nie przesuwać – nawet wtedy, gdy bardzo kusi.

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma