Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Halloween w Radiu DTR – świecące dynie, czarny kot, nietoperze i tajemniczy zamek w blasku księżyca. Jesienna sceneria promująca strasznie dobrą muzykę.
Przejdź do treści
sobota 31 października 2026
Imieniny: Antoni, Antonina, Godzimir, Lucylla, Łukasz
31 października 2026 r.Polityka

Prezydent zawraca samolot, wraca do Warszawy i po północy pojawia się w Trybunale Konstytucyjnym. Wcześniej pod budynkiem przecięto zabezpieczenie furtki, a policja oddzielała demonstrantów od wejścia. W środku dochodzi do fizycznej konfrontacji, po której Karol Nawrocki kwestionuje status osób wybranych przez Sejm na sędziów TK. W tym samym czasie prokurator generalny przekazuje wnioski o uchylenie immunitetów prezesa i wiceprezesa Trybunału. Każda ze stron powołuje się na Konstytucję. Pytanie brzmi jednak nie tylko, kto ma rację, ale również kto i na jakiej podstawie prawnej może tę rację egzekwować.

31 października 2026 r. | Analiza wydarzeń z 30 i 31 października

 

Reklama

Jeden budynek, kilka ośrodków władzy

Piątek, 30 października 2026 roku, miał być kolejnym dniem trwającego od lat sporu o Trybunał Konstytucyjny. Zamiast tego stał się początkiem jednego z najpoważniejszych kryzysów instytucjonalnych ostatnich miesięcy.

Wieczorem w siedzibie TK pojawiła się policja. Przed budynkiem zgromadzili się politycy, demonstranci i dziennikarze. Bogdan Święczkowski, dotychczas kierujący Trybunałem, domagał się dostępu do instytucji. Anna Korwin-Piotrowska, wybrana przez Sejm na sędziego TK, ogłosiła przejęcie kierowania Trybunałem i zarządzenie miesięcznej przerwy w czynnościach Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.

Wkrótce pojawiła się informacja, że prezydent Karol Nawrocki przerywa podróż do Senegalu.

Samolot zawrócił. Prezydent wrócił do Warszawy, spotkał się z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim oraz Bogdanem Święczkowskim, a następnie udał się do Trybunału.

Około godziny pierwszej w nocy sytuacja wkroczyła w nową fazę.

Prezydent nie poprzestał na wydaniu oświadczenia. Osobiście pojawił się w budynku, w którym trwał konflikt o to, kto jest uprawniony do kierowania konstytucyjną instytucją.

I właśnie ten moment wymaga szczególnej uwagi.

Zanim pojawił się Nawrocki, przecięto zabezpieczenie bramy

Wcześniej, jeszcze wieczorem 30 października, pod Trybunałem doszło do wydarzeń, których nie można traktować jako nieistotnego epizodu poprzedzającego przyjazd prezydenta.

Bogdan Święczkowski przybył pod siedzibę instytucji i domagał się dostępu do budynku. Towarzyszyli mu politycy opozycji i demonstranci.

W pewnym momencie przecięto zabezpieczenie furtki prowadzącej na teren Trybunału. Święczkowski wraz z częścią obecnych osób przeszedł przez ogrodzenie. Funkcjonariusze policji nie dopuścili jednak do swobodnego przejścia w kierunku budynku.

W relacjach z miejsca wydarzeń pojawiają się informacje o udziale parlamentarzystów w próbach otwarcia zabezpieczonego wejścia oraz o wykorzystaniu narzędzia mechanicznego do przecięcia blokady.

To istotne nie ze względu na widowiskowość zajścia, lecz z punktu widzenia odpowiedzialności za podejmowane działania.

Nawet jeżeli Święczkowski uważał, że bezprawnie uniemożliwiono mu wykonywanie obowiązków, pozostaje pytanie, czy miał prawo organizować fizyczne usunięcie zabezpieczenia.

Z drugiej strony należy ustalić, kto zdecydował o zamknięciu dostępu, na jakiej podstawie prawnej i czy decyzja ta skutecznie obejmowała dotychczasowe kierownictwo TK.

Bez tych ustaleń nie sposób przesądzić, czy doszło do bezprawnego wtargnięcia, czy do próby odzyskania dostępu do instytucji przez osobę przekonaną o zachowaniu swoich uprawnień.

Nie można jednak uznać, że sam spór o legalność decyzji upoważnia jego uczestników do dowolnego stosowania środków przymusu.

Pięć wniosków i pięćdziesiąt tomów akt

W tym samym dniu minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował o przekazaniu do Trybunału pięciu wniosków o uchylenie immunitetów.

Cztery dotyczyły Bogdana Święczkowskiego, jeden Bartłomieja Sochańskiego.

Dokumenty liczyły łącznie 224 strony. Towarzyszyło im 50 tomów akt spraw.

Wnioski przekazano Annie Korwin-Piotrowskiej jako osobie wskazanej przez prokuratora generalnego ze względu na najdłuższy staż sędziowski.

Nie były to więc jedynie deklaracje polityczne. Prokuratura poinformowała o podjęciu formalnych czynności zmierzających do umożliwienia pociągnięcia dwóch członków kierownictwa TK do odpowiedzialności karnej.

Nie oznacza to jednak, że zarzuty zostały udowodnione.

Nie oznacza również automatycznego zawieszenia sędziego ani utraty przez niego funkcji.

To rozróżnienie jest fundamentalne.

Wniosek o uchylenie immunitetu jest elementem procedury, a nie wyrokiem. Jego złożenie nie może samo w sobie stanowić dowodu, że dana osoba utraciła uprawnienia do kierowania Trybunałem.

Powstaje natomiast kolejne pytanie: czy decyzje o miesięcznej przerwie w czynnościach Święczkowskiego i Sochańskiego były niezależnym działaniem opartym na przesłankach ustawowych, czy pozostawały proceduralnie związane z przekazaniem wniosków prokuratury?

Obecnie brak wystarczających podstaw, aby uznać taki związek za prawnie rozstrzygnięty.

Miesięczna przerwa to nie odwołanie prezesa

Zgodnie z informacją opublikowaną 30 października Anna Korwin-Piotrowska miała zastosować mechanizm przerwy w czynnościach służbowych, opierając się na art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych i odpowiednich odesłaniach do regulacji dotyczących sędziów innych sądów oraz Trybunału.

Wskazywano między innymi na utrudnianie zwołania Zgromadzenia Ogólnego TK z udziałem osób wybranych przez Sejm, problemy z wykonywaniem zabezpieczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz sposób wyznaczania składów orzekających.

Tyle że sam art. 130 nie reguluje wprost odwoływania prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Przewiduje szczególny tryb odsunięcia sędziego od wykonywania czynności w określonych okolicznościach. Jego zastosowanie wobec sędziów TK wymaga wykazania właściwej podstawy ustawowej i spełnienia przesłanek.

Nie wystarczy zatem napisać, że prezes został zawieszony, aby uznać, że rozstrzygnięto również kwestię kierowania instytucją.

Trzeba osobno ustalić, czy zarządzenia były skuteczne, czy osoba je wydająca była do tego upoważniona oraz kto zgodnie z ustawą powinien wykonywać obowiązki prezesa w takiej sytuacji.

To właśnie tutaj znajduje się jeden z najważniejszych punktów sporu.

Prezydent wraca z Senegalu. Konstytucja nie zostaje w samolocie

Karol Nawrocki podjął decyzję o pilnym powrocie do Polski.

Z punktu widzenia konstytucyjnej pozycji głowy państwa nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że prezydent reaguje na poważny kryzys dotyczący jednego z centralnych organów władzy.

Artykuł 126 Konstytucji stanowi, że prezydent czuwa nad jej przestrzeganiem i stoi na straży ciągłości władzy państwowej.

Jednak ten sam przepis zawiera jeszcze jeden, niezwykle ważny element: prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji oraz ustawach.

Innymi słowy, obowiązek czuwania nad przestrzeganiem prawa nie jest blankietowym upoważnieniem do podejmowania dowolnych działań.

Prezydent może prowadzić konsultacje, przedstawiać stanowisko, korzystać z przysługujących mu kompetencji i podejmować przewidziane prawem inicjatywy.

Nie wynika z tego jednak ogólne uprawnienie do zastępowania organów właściwych do rozstrzygania sporów dotyczących statusu sędziego czy kierownictwa Trybunału.

Dlatego należy oddzielić dwie kwestie.

Pierwsza dotyczy prawa Nawrockiego do zainteresowania się sytuacją i osobistego przyjazdu do TK.

Druga — znacznie poważniejsza — dotyczy tego, czy sposób jego działania oznaczał próbę faktycznego rozstrzygnięcia konfliktu, do czego sama funkcja prezydenta nie daje automatycznie kompetencji.

Co wydarzyło się w drzwiach?

Po północy prezydent pojawił się przy wejściu do budynku Trybunału.

Według relacji Macieja Berka Anna Korwin-Piotrowska oczekiwała na niego wraz z innymi osobami wybranymi na sędziów TK. Miała zaprosić prezydenta do przygotowanej sali na rozmowę.

Doszło jednak do fizycznej konfrontacji.

Na opublikowanych nagraniach widać przepychanie się osób znajdujących się przy wejściu. Berek zarzucił Nawrockiemu, że ten gwałtownie wszedł w grupę oczekujących, uderzając ciałem w Korwin-Piotrowską i przepychając się dalej.

Z kolei przedstawiciele Kancelarii Prezydenta utrzymywali, że to osoby blokujące przejście naruszyły nietykalność głowy państwa.

Są to dwie sprzeczne relacje z tego samego zdarzenia.

Opublikowane fragmenty nagrań nie zastępują pełnego materiału dowodowego, obejmującego zapis z różnych kamer oraz zeznania uczestników.

Dlatego odpowiedzialności za incydent nie należy przesądzać na podstawie politycznych oświadczeń.

Ale jedno można powiedzieć już teraz: doszło do sytuacji, w której głowa państwa uczestniczyła w fizycznej konfrontacji przy wejściu do konstytucyjnej instytucji.

A to rodzi pytanie nie tylko o odpowiedzialność za konkretny incydent, lecz również o standard wykonywania najwyższego urzędu w państwie.

„Nie jesteście sędziami”. Prezydent sam rozstrzyga spór?

Jeszcze poważniejsze znaczenie niż sam incydent przy drzwiach mają wypowiedzi Nawrockiego utrwalone na nagraniu z wnętrza Trybunału.

Prezydent powiedział do Anny Korwin-Piotrowskiej, Krystiana Markiewicza i Macieja Berka, że nie są sędziami TK.

Towarzyszący mu szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zakwestionował uprawnienia Korwin-Piotrowskiej do kierowania instytucją. Zarzucił jej również dokonywanie zamachu stanu.

To nie jest już wyłącznie spór o dostęp do budynku.

To konflikt o uznanie skutków uchwał Sejmu dotyczących wyboru sędziów Trybunału.

Artykuł 194 ust. 1 Konstytucji powierza Sejmowi wybór sędziów TK na indywidualne dziewięcioletnie kadencje.

Ustawy regulują następnie kwestie ślubowania i obejmowania obowiązków.

W obecnym konflikcie istotne jest to, że prezydent odmówił przyjęcia ślubowania od części osób wybranych przez Sejm. Strony sporu odmiennie interpretują skutki takiej odmowy oraz możliwość wykonywania obowiązków przez wybrane osoby.

Jednak publiczne stwierdzenie prezydenta, że dana osoba nie jest sędzią, nie jest samo przez się orzeczeniem sądu ani aktem rozstrzygającym jej status.

Wypowiedź polityczna, nawet wygłoszona przez głowę państwa, nie zastępuje procedury prawnej.

I odwrotnie: sama uchwała Sejmu nie zwalnia z obowiązku sprawdzenia wszystkich ustawowych wymogów objęcia urzędu.

W państwie prawa znaczenie mają kompetencje, procedura i skuteczność prawna czynności, a nie wyłącznie stanowisko organu uczestniczącego w sporze.

Klucze, korytarze i kontrola nad instytucją

Według relacji Berka osoby przedstawiające się jako pracownicy Kancelarii Prezydenta miały po wejściu do TK próbować uzyskać dostęp do kluczy do pomieszczeń.

Jeżeli przebieg tych działań zostanie potwierdzony, pojawi się dodatkowa kwestia: na jakiej podstawie osoby towarzyszące prezydentowi miałyby przejmować kontrolę nad pomieszczeniami lub dostępem do nich?

Sama obecność prezydenta w budynku nie oznacza, że jego współpracownicy uzyskują uprawnienia administracyjne wobec Trybunału.

Trzeba jednak odróżnić próbę uzyskania informacji lub umożliwienia wejścia określonym osobom od rzeczywistego przejęcia kluczy czy zarządzania instytucją.

Bez pełnego nagrania i dokumentacji nie można uczciwie rozstrzygnąć, co dokładnie się wydarzyło.

To jeden z obszarów, który wymaga zabezpieczenia dowodów i uzyskania oficjalnych wyjaśnień.

Reklama

Policja w Trybunale czy policja przed Trybunałem?

W politycznych komentarzach pojawiły się oskarżenia o policyjne przejęcie instytucji. Warto jednak zestawić je z oficjalnymi informacjami służb.

Komenda Stołeczna Policji podała 30 października, że do Komendy Głównej Policji wpłynęły dwa pisma dotyczące bezpieczeństwa TK.

Pierwsze pochodziło od prokuratora generalnego, drugie od Anny Korwin-Piotrowskiej.

Policja podkreśliła, że funkcjonariusze znajdowali się na zewnętrznym terenie Trybunału, a nie wewnątrz budynku. Zaprzeczyła również informacjom o usuwaniu funkcjonariuszy Straży Trybunalskiej.

Poinformowano o zatrzymaniu trzech osób, które przeskoczyły przez ogrodzenie, oraz o prowadzeniu czynności w kierunku art. 193 Kodeksu karnego, dotyczącego naruszenia miru domowego. Policja wskazywała także na rzucanie niebezpiecznymi przedmiotami w funkcjonariuszy.

Nie oznacza to, że działania policji powinny zostać wyłączone z kontroli prawnej.

Przeciwnie. Konieczne jest ustalenie, kto i w jakim zakresie dysponował uprawnieniem do decydowania o dostępie do obiektu, jakie polecenia otrzymali funkcjonariusze oraz czy pozostawali w granicach swoich ustawowych kompetencji.

Jednak określenie „policja zajęła Trybunał” nie odpowiada wprost opisowi przedstawionemu przez samą policję.

A pomiędzy ochroną budynku a przejęciem konstytucyjnego organu istnieje zasadnicza różnica prawna.

Dwa komunikaty, jeden Trybunał

Wydarzeniom przed siedzibą towarzyszył spór o komunikację instytucji.

Na stronie internetowej TK pojawiła się informacja o przerwie w czynnościach Święczkowskiego i Sochańskiego.

Niemal równocześnie za pośrednictwem oficjalnego profilu Trybunału w serwisie X przekazano zupełnie odmienne stanowisko. Zakwestionowano legalność działań Korwin-Piotrowskiej, informując o bezprawnym przejęciu strony internetowej.

W praktyce opinia publiczna otrzymała sprzeczne komunikaty występujące pod szyldem tej samej instytucji.

To problem znacznie poważniejszy niż polityczny spór o treść wpisów.

Trybunał Konstytucyjny jest organem państwa, którego działalność powinna opierać się na formalnych procedurach, właściwych rejestrach dokumentów i jasno określonych kompetencjach.

Jeżeli różne grupy osób roszczą sobie prawo do publikowania oficjalnych komunikatów, powstaje pytanie o skuteczność czynności urzędowych i możliwość wiarygodnego ustalenia stanowiska instytucji.

Dlatego znaczenie mają również metadane dokumentów, daty ich sporządzenia, podpisy, sposób doręczenia i dostęp do systemów informatycznych.

Bez tych informacji nie sposób ustalić, czy problem dotyczył wyłącznie obsługi strony internetowej, czy również dokumentowania czynności o znaczeniu prawnym.

Prezydent mówi o siłowym przejęciu. Premier o przywracaniu prawa

Rankiem 31 października Karol Nawrocki opublikował oficjalne oświadczenie.

Stwierdził w nim, że doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego oraz siłowego przejęcia organu państwa.

Potwierdził konsultacje z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim, zakwestionował legalność działań osób kierujących TK i poinformował, że umożliwił wejście do budynku wiceprezesowi Bartłomiejowi Sochańskiemu.

Wezwał również do opuszczenia terenu Trybunału przez siły policyjne oraz zapowiedział pilne konsultacje z przedstawicielami sił parlamentarnych.

Stanowisko rządu jest przeciwne.

Premier Donald Tusk określił podejmowane działania jako element przywracania rządów prawa. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podkreślał konieczność ochrony sędziów i pracowników instytucji.

Nie można jednak pominąć zasadniczego problemu.

Ani stanowisko prezydenta, ani deklaracja premiera nie tworzą samodzielnej podstawy prawnej pozwalającej ominąć kompetencje przewidziane ustawami.

Jeżeli rząd uważa, że dotychczasowe kierownictwo Trybunału działało bezprawnie, musi wykazać prawidłowość zastosowanych środków.

Jeżeli prezydent uważa, że doszło do bezprawnego przejęcia instytucji, również musi wskazać podstawę prawną własnych czynności, zwłaszcza tych wykraczających poza konsultacje i wydawanie oświadczeń.

Konstytucja nie przyznaje racji automatycznie temu, kto wypowiada się w jej imieniu.

Czy prezydent może nakazać policji wycofanie się?

W swoim oświadczeniu Nawrocki wezwał do opuszczenia terenu Trybunału przez funkcjonariuszy skierowanych na miejsce.

Nie jest to jednak tożsame z wydaniem wiążącego rozkazu służbowego.

Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych w znaczeniu określonym w Konstytucji. Policja nie jest częścią Sił Zbrojnych, lecz formacją podlegającą właściwym organom administracji rządowej.

Samo wystąpienie głowy państwa nie zmienia ustawowego systemu dowodzenia policją.

Może mieć znaczenie polityczne i konstytucyjne, ale nie zastępuje kompetencji przysługujących przełożonym funkcjonariuszy.

Podobnie jest z zapowiedzianymi konsultacjami.

Prezydent może rozmawiać z przedstawicielami parlamentu i podejmować inicjatywy służące rozwiązaniu konfliktu. Nie oznacza to jednak, że uczestnicy konsultacji uzyskują prawo do rozstrzygnięcia statusu konkretnych sędziów poza przewidzianymi procedurami.

Kto pilnuje granic władzy?

W tej sprawie znaczenie mają co najmniej cztery przepisy Konstytucji.

Artykuł 7 nakazuje organom władzy publicznej działać na podstawie i w granicach prawa.

Artykuł 10 ustanawia zasadę podziału i równowagi władz.

Artykuł 126 określa zadania prezydenta, w tym czuwanie nad przestrzeganiem Konstytucji, ale równocześnie ogranicza sposób ich wykonywania do kompetencji prawnie przyznanych.

Artykuł 194 reguluje podstawowe zasady obsadzania stanowisk sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Wszystkie te normy mają zastosowanie niezależnie od tego, kto sprawuje urząd prezydenta, kto kieruje rządem i która większość parlamentarna dokonuje wyboru sędziów.

Nie można bronić Konstytucji przez uznanie, że w wyjątkowej sytuacji przestają obowiązywać jej ograniczenia.

Dotyczy to każdej ze stron obecnego sporu.

Także działań podejmowanych w imię przywracania praworządności.

A kto odpowie za nocną konfrontację?

Wydarzenia z nocy 30 na 31 października wymagają osobnego wyjaśnienia.

Przede wszystkim należy ustalić, czy doszło do naruszenia nietykalności cielesnej któregokolwiek z uczestników, kto zainicjował kontakt fizyczny oraz jakie znaczenie miały działania osób towarzyszących prezydentowi.

Nie można też ignorować szczególnej pozycji głowy państwa.

Konstytucja przewiduje odpowiedzialność prezydenta przed Trybunałem Stanu za naruszenie Konstytucji, ustawy lub popełnienie przestępstwa.

Nie oznacza to, że każdy incydent z udziałem prezydenta automatycznie prowadzi do takiej odpowiedzialności. Jej uruchomienie wymaga spełnienia określonych przesłanek oraz zastosowania procedury konstytucyjnej.

Ale prezydencki urząd nie oznacza, że działania osoby go sprawującej znajdują się poza oceną prawną.

Również osoby uczestniczące w zabezpieczaniu wejścia do budynku, usuwaniu blokad i organizowaniu dostępu do Trybunału podlegają odpowiednim przepisom.

Wyjaśnienie incydentu nie może więc sprowadzać się do pytania, po czyjej stronie stali uczestnicy.

Musi dotyczyć tego, co konkretnie zrobili i czy mieli do tego prawo.

Osiem pytań, na które państwo powinno odpowiedzieć

Po wydarzeniach z 30 i 31 października pozostają pytania, których nie rozstrzygnie ani konferencja prasowa, ani kolejny wpis w mediach społecznościowych.

  1. Na jakiej dokładnie podstawie prawnej Anna Korwin-Piotrowska objęła kierowanie Trybunałem i wydała zarządzenia dotyczące Święczkowskiego oraz Sochańskiego?

  2. Czy spełniono wszystkie ustawowe przesłanki zastosowania miesięcznej przerwy w czynnościach obu sędziów?

  3. Jakich konkretnie czynów dotyczą pięć wniosków o uchylenie immunitetów i jaki jest ich związek z wcześniejszym funkcjonowaniem TK?

  4. Kto zdecydował o zabezpieczeniu wejść i kto odpowiadał za przecięcie blokady furtki?

  5. Jakie polecenia otrzymała policja i od kogo oraz czy funkcjonariusze działali wyłącznie w granicach ochrony bezpieczeństwa?

  6. Dlaczego doszło do fizycznej konfrontacji przy wejściu, skoro wcześniej proponowano prezydentowi spotkanie?

  7. Czy osoby towarzyszące Nawrockiemu próbowały przejąć klucze lub kontrolę nad pomieszczeniami TK i na jakiej podstawie?

  8. Jaką podstawę prawną wskazuje Kancelaria Prezydenta dla kwestionowania statusu poszczególnych osób wybranych przez Sejm na sędziów Trybunału?

Te kwestie powinny zostać wyjaśnione dokumentami, a nie jedynie kolejnymi politycznymi deklaracjami.

Państwo prawa nie może zależeć od tego, kto pierwszy wejdzie do budynku

Nocna interwencja Karola Nawrockiego odsłoniła problem wykraczający daleko poza personalny spór o kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego.

Gdy jedna grupa przedstawicieli instytucji wydaje zarządzenia, druga kwestionuje ich legalność, policja zabezpiecza teren, a prezydent osobiście uczestniczy w konfrontacji, pojawia się zasadnicze pytanie o skuteczność państwowych mechanizmów rozstrzygania konfliktów.

Trybunał Konstytucyjny powinien być instytucją, w której argument prawny ma znaczenie większe niż polityczny nacisk.

Tymczasem 30 i 31 października obserwowaliśmy sytuację, w której o dostęp do budynku spierano się przy użyciu fizycznych zabezpieczeń, a uczestnicy konfliktu wzajemnie odmawiali sobie legitymacji do działania.

Prezydent ma obowiązek czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji. Rząd ma obowiązek działać zgodnie z prawem. Sędziowie muszą wykonywać swoje kompetencje na podstawie obowiązujących przepisów.

Żadna z tych zasad nie wyłącza pozostałych.

Dlatego dzisiaj nie wystarczy odpowiedzieć na pytanie, czy Karol Nawrocki miał prawo wejść do Trybunału.

Znacznie ważniejsze jest ustalenie, czy podczas tej interwencji pozostał w granicach własnych kompetencji oraz czy pozostali uczestnicy konfliktu przestrzegali granic swoich uprawnień.

Bo w państwie prawa o tym, kto jest sędzią i kto może kierować konstytucyjną instytucją, nie powinny decydować ani przecięty łańcuch, ani policyjny szpaler, ani siła prezydenckiego autorytetu. Powinno rozstrzygać prawo — zastosowane przez właściwe organy, we właściwej procedurze.

Radio DTR

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *