Kto dostaje pieniądze i ile?
W 2025 roku gmina rozdysponowała środki dla NGO w kilku konkursach – osobno na sport i osobno na zadania społeczne, kulturalne czy edukacyjne. Decyzje zapadają zarządzeniami burmistrza.
Z dostępnych dokumentów wynika, że m.in.:
Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
- Grupa Biegowa Oborygeni – 40 000 zł
- SKFSiR „TRAMP” – 30 000 zł
- Stowarzyszenie Rozwoju Pęgowa – 10 000 zł
Łącznie tylko w tych trzech przypadkach mówimy o co najmniej 80 000 zł.
Te same nazwiska po obu stronach?
I tu pojawia się punkt zapalny.
- Maciej Borowski – radny i wiceprzewodniczący rady, jednocześnie prezes Stowarzyszenia Rozwoju Pęgowa
- Tomasz Gibalski – radny, członek zarządu Grupy Biegowej Oborygeni
- Agnieszka Szot – radna, wiceprezes stowarzyszenia TRAMP
Te organizacje otrzymują środki z budżetu tej samej gminy, w której wymienione osoby pełnią funkcje publiczne.
Przypadek? Być może. Ale to już schemat, nie jednostkowa sytuacja.
Co mówi prawo?
Prawo nie zakazuje radnym bycia w NGO. Ale stawia granice.
Kluczowy przepis to art. 24f ustawy o samorządzie gminnym. W uproszczeniu:
- radny nie może zarządzać działalnością finansowaną z mienia gminy,
- ani być jej przedstawicielem.
I tu zaczynają się schody.
Czy prezes stowarzyszenia, które realizuje zadanie z dotacji gminy, „zarządza działalnością finansowaną z mienia gminy”?
To nie jest pytanie retoryczne. To jest pytanie prawne.
Gdzie zaczyna się problem?
Nie w samym członkostwie.
Problem pojawia się wtedy, gdy radny:
Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama

Reklama

Reklama
g(26124802)a(3459702))
- podpisuje ofertę konkursową,
- zarządza realizacją zadania,
- rozlicza środki,
- reprezentuje organizację wobec gminy.
A jeszcze poważniej:
- gdy bierze udział w decyzjach lub głosowaniach dotyczących środków.
Kto naprawdę decyduje?
Tu ważne doprecyzowanie.
To nie rada przyznaje konkretne dotacje.
Robi to burmistrz zarządzeniem.
Ale:
- rada uchwala budżet,
- ustala program współpracy z NGO,
- tworzy ramy finansowania.
Czyli radny nie rozdaje pieniędzy bezpośrednio, ale jest częścią systemu, który je umożliwia.
System czy zbieg okoliczności?
Trzy organizacje. Trzy powiązania. Dziesiątki tysięcy złotych.
To nadal może być:
- legalne,
- poprawne proceduralnie,
- uzasadnione społecznie.
Ale jednocześnie:
- budzi pytania,
- wymaga transparentności,
- powinno być pod pełną kontrolą publiczną.
Pytania, które trzeba dziś zadać
To jest moment, w którym kończy się opis, a zaczyna kontrola:
- Kto podpisywał wnioski o dotacje?
- Kto był formalnym realizatorem projektów?
- Czy radni wyłączali się z głosowań i prac komisji?
- Czy korzystano z mienia gminy przy realizacji zadań?
Bez tych odpowiedzi nie da się ocenić, czy wszystko było zgodne z prawem.
I na koniec – bez puenty
To nie jest tekst o winie.
To jest tekst o odpowiedzialności.
Bo w samorządzie nie wystarczy „być w porządku”.
Trzeba jeszcze nie pozostawiać wątpliwości.
A w Obornikach Śląskich te wątpliwości właśnie się pojawiły.