Referendum czy zasłona dymna? Spór o Długozimę wchodzi w nową fazę

oni bornia stolkow my gminy trzebnica 2
Oceń materiał

Jedno zdanie z Konstytucji. Niebieskie tło. Złote litery. I przekaz, który – przynajmniej w teorii – powinien uspokajać emocje. W praktyce robi coś odwrotnego. W Trzebnicy zaczyna się gra nie tylko o urząd, ale o narrację.


Czy naprawdę chodzi o konstytucję?

W ostatnich dniach w lokalnej przestrzeni publicznej pojawiły się grafiki z cytatem z art. 42 ust. 3 Konstytucji RP:
„Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.

Formalnie – wszystko się zgadza.
To fundament państwa prawa.

ReklamaCollaborator

Ale kontekst… już nie jest taki oczywisty.

Pięknie. Tylko że to nie jest post o zasadach państwa prawa. To klasyczna operacja PR, której celem jest zneutralizowanie referendum odwoławczego i zniechęcenie mieszkańców do podpisywania list.

Bo tak naprawdę nikt nie kwestionuje domniemania niewinności.
Nikt nie chce wsadzać Długozimy do więzienia bez wyroku.

Chodzi o coś innego: o utratę zaufania mieszkańców – a to jest kompetencja wyborców, nie sądu karnego.


Referendum to nie sąd

Referendum nie jest procesem sądowym.
To demokracja bezpośrednia.

Zbiórka podpisów ruszyła 17 lutego 2026 roku – ponad miesiąc przed zatrzymaniem burmistrza.
Ludzie już wtedy mieli dość.

Zatrzymanie i zarzuty tylko potwierdziły to, co mówili od miesięcy.

Mieszkańcy nie są ławą przysięgłych.
Nie wydają wyroku.
Decydują, czy chcą dalej powierzać komuś władzę.

I mogą to zrobić zanim zapadnie wyrok sądu.


Dlaczego ten przekaz pojawia się teraz?

To pytanie, które aż się prosi o zadanie.

Bo jeśli ktoś nagle zaczyna intensywnie przypominać o domniemaniu niewinności… to zwykle nie dlatego, że odkrył Konstytucję na nowo.

Tylko dlatego, że musi coś przykryć.

Albo przynajmniej – osłabić nastroje.

W tym przypadku moment jest bardzo konkretny:

  • trwa akcja referendalna,
  • sprawa burmistrza jest w toku,
  • emocje społeczne rosną.

I nagle pojawia się spokojny, „prawny” komunikat.

Brzmi rozsądnie.
Ale działa jak hamulec.


Kto mówi – i dlaczego to ma znaczenie?

W tej historii nie chodzi tylko o treść, ale o nadawcę.

Bo kiedy głos zabiera osoba pełniąca ważne funkcje publiczne i jednocześnie związana politycznie z burmistrzem – przekaz przestaje być neutralny.

Zaczyna być elementem gry.

A gra toczy się o coś więcej niż wizerunek.

Chodzi o wpływy, o pozycję, o ciągłość układu, który przez lata funkcjonował w określony sposób.

I nagle… może się skończyć.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Fakty kontra narracja

Z jednej strony mamy przekaz:

„Poczekajmy na wyrok. Nie oceniajmy.”

Z drugiej – fakty, które są już publiczne:

  • postawione zarzuty,
  • działania prokuratury,
  • wcześniejsze sygnały o nieprawidłowościach,
  • rosnące niezadowolenie mieszkańców.

To nie są plotki z Facebooka.
To proces, który trwa.

I właśnie dlatego część mieszkańców mówi: dość czekania.

⚠️ A fakty są takie:

A fakty są takie:

Prokuratura Okręgowa w Opolu postawiła Markowi Długozimemu 11 zarzutów:

  • Przekroczenie uprawnień poprzez ustne zlecanie robót drogowych za publiczne pieniądze (ponad 2 miliony złotych) na prywatne posesje – w tym na wjazd do domu samego burmistrza.
  • Przyjmowanie korzyści majątkowych – „procent” od nagród uznaniowych wypłacanych urzędniczce w zamian za lojalność.

Do tego dochodzi to, o czym pisaliśmy wcześniej: skazany sekretarz gminy + dwie urzędniczki, które poszły na współpracę z prokuraturą i zeznały, jak działał system.

To nie jest „polityczna nagonka”. To wieloletnia patologia, którą mieszkańcy w końcu postanowili ukrócić referendum.


Czy mieszkańcy mają prawo decydować teraz?

To chyba najważniejsze pytanie w tej sprawie.

Bo można odnieść wrażenie, że ktoś próbuje wprowadzić prostą zależność:

brak wyroku = brak prawa do oceny

Tyle że demokracja tak nie działa.

Mieszkańcy mają prawo:

  • zaufać,
  • przestać ufać,
  • zmienić władzę.

I nie potrzebują do tego wyroku sądu.


Gra o emocje czy o władzę?

Patrząc na całą sytuację, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasycznym zabiegiem komunikacyjnym:

zamiast mówić o zarzutach → mówimy o zasadach
zamiast o faktach → o wartościach
zamiast o decyzjach mieszkańców → o procedurach

To sprytne.
I często skuteczne.

Ale nie zmienia jednego.


Podsumowanie

Domniemanie niewinności jest fundamentem prawa.
Tego nikt rozsądny nie podważa.

Ale referendum nie jest procesem karnym.
I nie musi czekać na wyrok.

W Trzebnicy nie toczy się dziś spór o konstytucję.
Toczy się spór o to, kto ma prawo decydować – mieszkańcy czy narracja.

I wygląda na to, że odpowiedź poznamy szybciej, niż niektórym byłoby wygodnie.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry