środa 30 września 2026
29/09/2026Autor
Oceń materiał

Europejskie rolnictwo znalazło się w niewygodnym miejscu. Z jednej strony Unia Europejska pracuje nad nową Wspólną Polityką Rolną po 2027 roku i obiecuje większą elastyczność, stabilność dochodów oraz skuteczniejsze reagowanie na kryzysy. Z drugiej — rolnicy już dziś mierzą się z sytuacją, w której ceny sprzedawanych przez nich produktów spadają, a koszty produkcji idą w przeciwnym kierunku.

I właśnie ten rozdźwięk zdominował pierwszy dzień posiedzenia Rady UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa AGRIFISH w Brukseli.

Polskę reprezentował sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jacek Czerniak. Warszawa przyjechała z kilkoma konkretnymi postulatami: większą swobodą państw w projektowaniu przyszłego systemu wsparcia, możliwością uruchamiania dodatkowej pomocy w sytuacjach kryzysowych, utrzymaniem definicji rolnika aktywnego zawodowo, zwiększeniem wsparcia dla organizacji producentów oraz ochroną pieniędzy przeznaczonych dla rolnictwa przed wydawaniem ich na cele, które z gospodarstwem rolnym mają coraz mniej wspólnego.

Na tym jednak sprawa się nie kończy.

Nie chodzi już tylko o wysokość dopłat

Dyskusja o Wspólnej Polityce Rolnej po 2027 roku nie dotyczy wyłącznie pytania, ile pieniędzy trafi do rolników. Równie ważne jest to, jak będzie wyglądał cały system ich podziału.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Komisja Europejska proponuje, aby przyszła WPR została mocniej powiązana z szerszymi krajowymi i regionalnymi planami partnerstwa. W ramach nowej konstrukcji budżetu co najmniej 300 mld euro ma być przeznaczonych na wsparcie dochodów i działania kryzysowe dla rolników. Z tej kwoty 293,7 mld euro ma zostać zabezpieczone na wsparcie dochodowe, a 6,3 mld euro na nową unijną „siatkę bezpieczeństwa” uruchamianą w przypadku poważnych zaburzeń rynku.

Brzmi imponująco, ale dla państw członkowskich problem zaczyna się tam, gdzie kończą się wielkie liczby, a zaczyna sposób wydawania pieniędzy.

Polska chce, aby państwa miały większą swobodę dostosowania instrumentów do własnej struktury rolnictwa. Trudno zresztą udawać, że gospodarstwo rodzinne na Dolnym Śląsku, wielka ferma we Francji, producent oliwy we Włoszech i gospodarstwo w regionie dotkniętym suszą funkcjonują w tych samych realiach.

Rada AGRIFISH nie przyjęła jeszcze ostatecznych rozwiązań. Ministrowie jedynie podsumowali dotychczasowe prace i przedstawili polityczne wskazówki do kolejnego etapu negocjacji. Irlandzka prezydencja chce doprowadzić do częściowego stanowiska Rady podczas posiedzenia 26–27 października 2026 r.

Czyli na razie trwa walka o zasady gry.

Polska chce chronić pieniądze „rolne”

Jeden z polskich postulatów może wydawać się techniczny, ale jego znaczenie jest większe.

Warszawa chce zabezpieczenia budżetu rolnego przed finansowaniem z niego dużego przetwórstwa.

W praktyce chodzi o odpowiedź na proste pytanie: czy pieniądze przeznaczone na politykę rolną powinny przede wszystkim wspierać gospodarstwa, czy również wielkie przedsiębiorstwa znajdujące się już dalej w łańcuchu żywnościowym?

Przy ograniczonych środkach każda złotówka albo każde euro wydane na jeden cel oznacza, że nie zostanie wydane na inny.

To właśnie dlatego dyskusja o architekturze przyszłej WPR może okazać się dla rolników równie istotna jak sama nominalna wysokość budżetu.

Kto naprawdę jest rolnikiem?

Polska chce również utrzymania obowiązku stosowania definicji rolnika aktywnego zawodowo.

Za tym urzędowym pojęciem kryje się problem znany od lat: czy dopłaty mają trafiać do każdego właściciela gruntów rolnych, czy przede wszystkim do osób faktycznie prowadzących produkcję.

Im bardziej pieniądze mają być kierowane do „aktywnych rolników”, tym ważniejsze staje się precyzyjne określenie, kto spełnia ten warunek.

To nie jest spór semantyczny. To spór o podział ogromnego budżetu.

100 tysięcy czy 300 tysięcy euro

Polska proponuje także zwiększenie maksymalnego wsparcia dla grup i organizacji producentów ze 100 tys. do 300 tys. euro.

To również nie jest przypadkowa liczba.

Rozdrobniony producent ma z reguły znacznie słabszą pozycję negocjacyjną niż duży odbiorca, sieć handlowa, przetwórca czy dostawca środków produkcji. Organizowanie się producentów może pozwalać na wspólne zakupy, inwestycje, przechowywanie, logistykę oraz sprzedaż większych partii towaru.

Czy większa dotacja automatycznie rozwiąże problem słabej pozycji rolników? Nie. Może jednak zwiększyć ich możliwości organizacyjne.

Najgorsze są nożyce

Najmocniejszy argument w całej dyskusji nie pochodzi jednak z politycznych deklaracji.

Pochodzi z cen.

Według Eurostatu w drugim kwartale 2026 roku średnie ceny produktów rolnych w Unii Europejskiej były o 5,8 proc. niższe niż rok wcześniej. Jednocześnie ceny środków wykorzystywanych w produkcji rolnej wzrosły średnio o 4,7 proc.

To klasyczne nożyce cenowe.

Rolnik sprzedaje taniej, a jednocześnie coraz więcej płaci za to, żeby cokolwiek wyprodukować.

W Polsce sytuacja wygląda jeszcze ostrzej.

GUS podał, że w lipcu 2026 roku ceny skupu podstawowych produktów rolnych były średnio o 13,8 proc. niższe niż rok wcześniej.

Jeszcze miesiąc wcześniej spadek rok do roku wynosił 15,2 proc.

To nie są już drobne korekty rynku.

To różnica, którą gospodarstwo widzi bezpośrednio w rachunku ekonomicznym.

Mleko, wieprzowina, wołowina i cukier

Polska podczas Rady wskazała cztery szczególnie problematyczne sektory: mleko, wieprzowinę, wołowinę i cukier.

W przypadku części z nich problem widać bardzo wyraźnie w danych o cenach skupu. Do tego dochodzą skutki suszy, niższe plony roślin paszowych i ograniczone możliwości wypasu.

To prowadzi do sytuacji paradoksalnej.

Producent może mieć zwierzęta, budynki, ziemię, maszyny i wieloletnie doświadczenie, a mimo to znaleźć się pod coraz większą presją finansową nie dlatego, że produkuje mniej efektywnie, lecz dlatego, że zmieniły się proporcje między ceną sprzedaży a kosztem wytworzenia.

I właśnie dlatego państwa domagają się elastyczniejszych mechanizmów interwencji.

Rezerwa na kryzys już istnieje. Pytanie, czy wystarczy

Rada przypomniała, że część instrumentów kryzysowych została już w 2026 roku rozszerzona.

Zwiększono rezerwę rolną, przyjęto mechanizm wsparcia płynnościowego, zwiększono elastyczność wypłacania zaliczek, a państwom członkowskim umożliwiono korygowanie części alokacji płatności bezpośrednich na 2027 rok.

Problem polega więc nie na tym, że Unia nie ma żadnych narzędzi.

Problem brzmi inaczej:

czy narzędzia stworzone na pojedynczy kryzys wystarczą, jeżeli kryzysy stają się stanem permanentnym?

Pandemia, wojna, energia, gaz, nawozy, susza, transport, zmiany handlowe — rolnictwo od kilku lat porusza się od jednego zakłócenia do następnego.

System tworzony kiedyś jako zabezpieczenie awaryjne coraz częściej musi pełnić funkcję normalnego elementu rynku.

Nawozy stają się kwestią bezpieczeństwa

Dlatego podczas roboczego lunchu ministrów nawozy nie były traktowane wyłącznie jako temat handlowy.

Polska przekonywała, że ich dostępność powinna być traktowana jako element bezpieczeństwa państwa — podobnie jak energia czy żywność.

To podejście ma swoją logikę.

Bez nawozu można ograniczyć jego zużycie, można stosować precyzyjniejsze dawkowanie, można częściowo zastępować nawozy mineralne innymi źródłami składników pokarmowych.

Ale nie da się w nieskończoność produkować wysokich plonów bez dostarczania roślinom potrzebnego azotu, fosforu czy potasu.

Europa chce więc jednocześnie utrzymywać własną produkcję nawozów, zapewnić dostęp do surowców i ograniczać zależność od kierunków obarczonych ryzykiem geopolitycznym.

I tu zaczyna się konflikt między bezpieczeństwem a ceną.

Najtańszy nawóz nie zawsze pochodzi z kierunku, od którego Europa chce być uzależniona.

Europa chce niezależności, ale niezależność kosztuje

Produkcja nawozów azotowych jest wyjątkowo mocno związana z ceną energii i gazu.

Jeśli europejski gaz jest drogi, europejski nawóz również trudno produkować tanio.

Jeżeli jednocześnie ograniczany jest import z części kierunków zewnętrznych, bezpieczeństwo dostaw może się poprawiać, ale cena nie musi spadać.

Rolnik staje więc przed problemem, którego sam nie jest w stanie rozwiązać.

Może lepiej nawozić.

Może kupować wspólnie.

Może korzystać z nowych technologii.

Nie może jednak negocjować ceny gazu dla Europy ani geopolitycznej sytuacji na światowym rynku nawozów.

Gnojowica zamiast części nawozu mineralnego?

Jednym z rozwiązań ma być RENURE.

To nawozy uzyskiwane z odpowiednio przetworzonego obornika i gnojowicy, z których odzyskiwany jest azot. Mogą częściowo zastępować nawozy mineralne.

9 lutego 2026 r. Komisja Europejska przyjęła zmianę przepisów dotyczących stosowania RENURE, otwierając państwom członkowskim możliwość szerszego wykorzystywania takich produktów przy zachowaniu zabezpieczeń środowiskowych.

To ciekawy przypadek, bo jeden problem może stać się częścią rozwiązania innego problemu.

Gnojowica, która w regionach intensywnej hodowli może być obciążeniem środowiskowym i logistycznym, po odpowiednim przetworzeniu może stać się źródłem odzyskanego azotu.

Nie oznacza to jednak, że od jutra nawozy mineralne przestaną być potrzebne.

Żeby RENURE stał się rozwiązaniem na większą skalę, potrzebne są instalacje, kapitał, technologia i logistyka.

Dron nie załatwi wszystkiego, ale może oszczędzić nawóz

Polska wskazuje również na rolnictwo precyzyjne, cyfryzację, drony i dane satelitarne.

W tym przypadku technologia nie jest modnym dodatkiem do prezentacji.

Jeżeli rolnik potrafi dokładniej określić, w której części pola roślina potrzebuje większej dawki nawozu, a w której mniejszej, może ograniczyć koszt i jednocześnie zmniejszyć straty azotu.

To jeden z niewielu przypadków, w których interes ekonomiczny gospodarstwa i interes środowiskowy mogą iść w tym samym kierunku.

Ale również tutaj pozostaje problem inwestycyjny.

Dron, system analityczny, czujniki, odpowiedni rozsiewacz i oprogramowanie kosztują.

Najpierw trzeba mieć pieniądze, żeby później zacząć oszczędzać.

Susza zmienia charakter dyskusji

Ministrowie omawiali również skutki tegorocznych fal upałów i suszy w wielu państwach członkowskich.

Rada mówi już nie tylko o doraźnych rekompensatach, ale również o konieczności dostosowywania praktyk rolniczych i gospodarki wodnej do coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych.

To ważna zmiana.

Dotychczas można było potraktować suszę jako wydarzenie nadzwyczajne.

Jeżeli jednak ekstremalne warunki powtarzają się regularnie, trudno budować system wyłącznie na odszkodowaniach wypłacanych po stracie.

Trzeba zacząć inwestować przed stratą.

I jeszcze Ukraina

W pierwszej części rozmów o sytuacji rynkowej uczestniczył również ukraiński minister polityki rolnej i żywności Taras Wysocki.

Ministrowie omawiali sytuację ukraińskiego rolnictwa i deklarowali dalsze wsparcie dla Ukrainy.

Dla Polski temat ma jeszcze jeden wymiar.

Jeżeli Ukraina w przyszłości stanie się członkiem Unii Europejskiej, wspólna polityka rolna będzie musiała uwzględnić rolnictwo o bardzo dużym potencjale produkcyjnym i zupełnie innej strukturze gospodarstw.

Na obecnym posiedzeniu nie przesądzano jeszcze, jak miałoby wyglądać finansowanie ukraińskiego rolnictwa w przyszłej WPR.

Ale trudno udawać, że tego pytania nie ma.

Rolnictwo potrzebuje dziś nie tylko dopłaty, ale przewidywalności

Najważniejszy wniosek z brukselskiego posiedzenia jest więc mniej efektowny niż konferencyjne deklaracje.

Nie podjęto decyzji, która od jutra zmieni sytuację gospodarstw.

Nie ustalono jeszcze ostatecznego kształtu WPR.

Nie rozwiązano problemu nawozów, suszy ani spadających cen skupu.

Zarysował się natomiast kierunek sporu o europejskie rolnictwo na kolejne lata.

Komisja chce prostszego i bardziej elastycznego systemu. Państwa chcą zachować możliwość reagowania na własne problemy. Rolnicy oczekują przede wszystkim tego, żeby system nie działał dopiero wtedy, kiedy gospodarstwo stoi już na krawędzi opłacalności.

Bo obecny problem można sprowadzić do jednego zdania:

rolnik coraz częściej sprzedaje w warunkach rynku, którego nie kontroluje, i kupuje środki produkcji po cenach, których również nie kontroluje.

Pomiędzy jednym a drugim pozostaje jego marża.

A kiedy ta marża znika, nawet najlepsza strategia rolna przestaje być dokumentem o rozwoju.

Staje się instrukcją ratunkową.

Październikowe posiedzenie AGRIFISH pokaże, które z dzisiejszych deklaracji zaczną zmieniać się w konkretne zapisy przyszłej Wspólnej Polityki Rolnej.

I dopiero wtedy będzie można odpowiedzieć na najważniejsze pytanie:

czy Europa projektuje system dla rolnictwa, które ma się rozwijać — czy coraz sprawniejszy system rekompensowania rolnikom kolejnych kryzysów?

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.