Ścieki, których „nie było”. Jak gmina próbowała przeczekać problem w Lubnowie

niby nic a jednak cos dzial niby gmina w sprawie lubnowa
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Najpierw cisza. Potem „nie dotyczy”. Na końcu: „trwają czynności”

To nie jest już tylko historia o ściekach przy budynku komunalnym w Lubnowie.
To zaczyna być historia o sposobie zarządzania problemami w gminie Oborniki Śląskie.

Mechanizm wygląda znajomo.
Najpierw problem jest ignorowany. Potem minimalizowany. Następnie urzędowo rozmywany. A gdy sprawa zaczyna żyć publicznie — pojawiają się „czynności”, „kontrole”, „działania” i język proceduralnego uspokajania sytuacji.

Dokumenty dotyczące nieruchomości przy ul. Obornickiej 12 pokazują ten proces niemal krok po kroku.

I trudno nie zauważyć, że w centrum tej historii pojawia się ta sama osoba — kierownik Wydziału Inwestycji, Remontów i Funduszy Dominika Łasica, podpisująca odpowiedzi zarówno dla radnego Marka Mańczaka, jak i dla Radia DTR. ilustracja do artykulu o scieku w lubnowie ilustracja do artykułu o ścieku w Lubnowie

Marzec: mieszkańcy alarmują, radny opisuje sytuację

9 marca 2026 roku radny Marek Mańczak kieruje oficjalne zapytanie do władz gminy.
Opisuje wizję lokalną. Padają bardzo poważne sformułowania:

  • ścieki i treści szambowe mają trafiać do rowu melioracyjnego,
  • zanieczyszczenia mają płynąć dalej do Lubnówki i Odry,
  • mieszkańcy od dawna zgłaszają problem,
  • przy rowie widoczne są fekalia i odpady.

To nie brzmi jak drobna awaria kanalizacji.

To brzmi jak potencjalny problem sanitarny i środowiskowy dotyczący nieruchomości należącej do gminy.

Co ważne — radny wskazuje też, że mieszkańcy mieli wcześniej wielokrotnie zgłaszać sprawę burmistrzowi i sołtysowi, ale według ich relacji nie dochodziło do skutecznych działań.

I tutaj zaczyna się najciekawszy etap tej historii.

Kwiecień: urząd praktycznie wszystko wygasza

23 kwietnia przychodzi odpowiedź podpisana przez Dominikę Łasicę.
Krótka. Chłodna. Minimalistyczna.

Najważniejsze fragmenty:

  • „Nie zlecono” — w sprawie wykonania przekopu.
  • „Nie dotyczy” — kto wydał polecenie wykonania wykopu.
  • „Nie zlecono” — oceny ryzyka skażenia.
  • „Gmina nie posiada planu i harmonogramu natychmiastowych działań naprawczych.”
  • „Nie zarejestrowano oficjalnych zgłoszeń.”

Czyli:

  • nie ma działań,
  • nie ma planu,
  • nie ma zgłoszeń,
  • nie ma odpowiedzialnych,
  • nie ma procedur,
  • właściwie… nie ma problemu.

A przecież w tym samym czasie istnieją zdjęcia, opis wizji lokalnej i relacje mieszkańców.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, które może być dla władz bardzo niewygodne:

Czy urząd rzeczywiście nie widział problemu?
Czy może próbował go przeczekać możliwie najniższym kosztem?

To wygląda jak klasyczna polityka „doraźnego gaszenia”

Nie ma decyzji strategicznych.
Nie ma kompleksowego rozwiązania.
Nie ma transparentnego planu.

Jest za to coś, co mieszkańcy lokalnych samorządów znają aż za dobrze:
„zobaczymy, czy temat sam nie umrze”.

To bardzo charakterystyczny model działania:

  1. ograniczyć odpowiedzialność,
  2. nie tworzyć dokumentów,
  3. nie przyznawać ryzyka,
  4. nie uruchamiać kosztownych procedur,
  5. reagować dopiero wtedy, gdy pojawia się presja społeczna lub medialna.

I właśnie dlatego odpowiedzi z maja są tak interesujące.

Bo nagle okazuje się, że:

  • jednak była kontrola,
  • jednak podjęto „konieczne działania”,
  • jednak trwają czynności wyjaśniające,
  • jednak prowadzone są działania związane z infrastrukturą ściekową.

To już zupełnie inna narracja niż miesiąc wcześniej.

Reklama
Reklama
Reklama

Co wydarzyło się między kwietniem a majem?

Czy problem nagle pojawił się sam?

Nie.

Zmieniła się skala zainteresowania sprawą.

Pojawiły się pytania. Dokumenty. Zdjęcia. Wnioski o informację publiczną.
Temat zaczął wychodzić poza poziom lokalnych rozmów mieszkańców.

I wtedy urząd zaczął mówić inaczej.

To rodzi kolejne pytanie:
czy działania były prowadzone dlatego, że problem uznano za poważny…
czy dlatego, że zrobiło się wokół niego głośno?

„Brak zgody współwłaścicieli” jako wygodna tarcza?

W odpowiedzi dla radnego pojawia się jeszcze jeden istotny element:

Brak zgody współwłaścicieli.”

To może być realny problem formalny.

Ale jednocześnie taki argument bywa w samorządach bardzo wygodny:
pozwala tłumaczyć wieloletni brak inwestycji, odwlekanie decyzji i brak kosztownych działań modernizacyjnych.

Bo jeśli sytuacja wymagałaby:

  • nowej infrastruktury,
  • szczelnego zbiornika,
  • przebudowy instalacji,
  • dokumentacji,
  • uzgodnień,
  • albo pełnej modernizacji gospodarki ściekowej,

to oznaczałoby konkretne wydatki.

A tych — jak wynika z dokumentów — gmina przez długi czas starała się unikać.

Najbardziej niepokojące jest coś jeszcze

W kwietniu urząd twierdzi:

  • brak planu działań,
  • brak oceny ryzyka,
  • brak zgłoszeń.

W maju:

  • są już działania,
  • są kontrole,
  • są czynności wyjaśniające.

To wygląda nie jak konsekwentne zarządzanie problemem, ale jak reagowanie pod presją.

I właśnie to może być sednem całej sprawy.

Nie sam wyciek.
Nie sam rów.
Nie nawet same ścieki.

Tylko pytanie:
czy gmina realnie rozwiązuje problemy mieszkańców…
czy najpierw próbuje je wyciszyć, przeczekać i ugasić możliwie najtańszym sposobem?

Bo jeśli nie byłoby radnego, dokumentów i pytań mediów — bardzo możliwe, że dziś nadal słyszelibyśmy wyłącznie:
„nie dotyczy”.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 5/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Zostań przy sprawie

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry