Fałszywe zdjęcie wystarczyło, by setki osób uwierzyły, że Ukraińcy sprzedają siekiery z groźbą powtórzenia rzezi wołyńskiej. Nikt nie pytał o źródło, producenta ani autentyczność fotografii. Wystarczyło, że obraz pasował do wcześniej ułożonej opowieści.
Na ostrzu siekiery miały znajdować się napisy: „43 możemy powtórzyć” oraz „Historia się powtarza”. Zdjęcia przedstawiano jako fotografie produktu oferowanego w ukraińskim sklepie. Przekaz był prosty, brutalny i znakomicie dopasowany do mediów społecznościowych: Ukraińcy nie tylko nie żałują zbrodni wołyńskiej, lecz także otwarcie grożą Polakom jej powtórzeniem.
Problem w tym, że taka siekiera nie istniała.
Najpierw gniew, później pytania
Zdjęcia prawdziwego, ręcznie wykonanego przedmiotu zostały przerobione za pomocą sztucznej inteligencji. Zmieniono ostrze, dodano napisy i stworzono fałszywe oferty sprzedaży. Właściciel ukraińskiego sklepu, którego produkt wykorzystano do manipulacji, zaprzeczył, by kiedykolwiek wykonywał lub sprzedawał taką siekierę.
„Nigdy byśmy nie zrobili czegoś tak absurdalnego. To nasza siekiera, ale sztuczna inteligencja bardzo nieudolnie ją przetworzyła. Taka siekiera nie istnieje. To jakaś prowokacja” — przekazał przedsiębiorca autorom analizy Demagoga.
Nie przeszkodziło to jednak tysiącom odbiorców w natychmiastowym wydaniu wyroku.
Pod wpisami pojawiły się komentarze sugerujące możliwość ponownego mordowania Polaków przez Ukraińców. Inni odpowiadali nawoływaniem do odwetu, przywoływali „Akcję Wisła 2.0” albo pisali o konieczności rozprawienia się z Ukraińcami.
Fałszywa była siekiera. Prawdziwa okazała się nienawiść.
Dezinformacja głupich ludzi?
Określenie „dezinformacja głupich ludzi” jest ostre. Być może niesprawiedliwe wobec części osób, które po prostu zostały oszukane. Nie każdy człowiek udostępniający nieprawdziwą informację musi być głupi.
Głupotą jest jednak świadoma rezygnacja z myślenia.
Głupotą jest uznanie anonimowego obrazka za dowód tylko dlatego, że wywołuje złość.
Głupotą jest wydawanie wyroków wobec całego narodu na podstawie fotografii, której pochodzenia nikt nie sprawdził.
W przypadku „ukraińskich siekier” wystarczyło wykonać wsteczne wyszukiwanie obrazem. Można było odnaleźć pierwotne fotografie przedmiotu, na których nie było ani gróźb, ani odwołań do 1943 roku. Można było także zauważyć błędy graficzne: zmienione tło, niespójności w kształcie ostrza i różnice pomiędzy rzekomymi ujęciami obu stron siekiery.
Ale sprawdzenie informacji wymaga czasu. Nienawiść działa natychmiast.
Obraz, który potwierdza uprzedzenia
Najskuteczniejsza dezinformacja nie tworzy emocji od podstaw. Ona wykorzystuje emocje, które już istnieją.
Pamięć o zbrodni wołyńskiej pozostaje w Polsce żywa. Jest historią masowych mordów, cierpienia ludności cywilnej, wieloletniego przemilczania i sporów dotyczących odpowiedzialności. Dla wielu rodzin nie jest abstrakcyjnym rozdziałem w podręczniku, lecz częścią osobistej pamięci.
Dlatego właśnie ten temat idealnie nadaje się do manipulacji.
Dezinformator nie musi szczegółowo tłumaczyć kontekstu. Wystarczy mu rok 1943, siekiera, ukraiński symbol i krótka groźba. Resztę odbiorca dopowiada sam.
Jeżeli wcześniej uważał Ukraińców za wrogów, spreparowane zdjęcie staje się dla niego „dowodem”. Nie potrzebuje potwierdzenia, ponieważ obraz nie służy mu do poznania prawdy. Obraz ma potwierdzić to, w co już wierzył.
To jedna z podstawowych zasad współczesnej propagandy: nie przekonuje się wszystkich. Wystarczy uruchomić tych, którzy są gotowi uwierzyć.
Politycy i influencerzy dostarczają zasięgu
Według analizy Demagoga identyczne materiały krążyły w komunikatorze Telegram, a jednym z najstarszych publicznych wpisów odnalezionych przez organizację była publikacja Marianny Schreiber. Na platformie X pojawiło się zdanie: „Na Ukrainie takie siekiery sprzedają…”.
Nie oznacza to, że osoba udostępniająca fałszywy materiał musi być jego autorem. Oznacza jednak, że osoby posiadające duże zasięgi mają większą odpowiedzialność za sprawdzanie informacji.
Zwykły użytkownik może oszukać kilkunastu znajomych. Polityk, celebryta albo popularny komentator może w ciągu kilku godzin dostarczyć fałszywy przekaz setkom tysięcy odbiorców.
Późniejsze sprostowanie nie ma już podobnej siły.
Fałszywa informacja jest prosta: „Ukraińcy grożą Polakom”.
Wyjaśnienie wymaga opisania źródła zdjęcia, znalezienia producenta, porównania fotografii i wskazania śladów ingerencji AI. Prawda jest dłuższa, mniej emocjonująca i zdecydowanie gorzej mieści się w jednym poście.
Kłamstwo zdąży w tym czasie objechać pół internetu.
Sztuczna inteligencja nie stworzyła nienawiści
Czytaj dalej
Powiązany temat
Łatwo byłoby uznać, że problemem jest AI. To jednak uproszczenie.
Sztuczna inteligencja była w tej historii jedynie narzędziem. Takim samym jak wcześniej program graficzny, fotomontaż, fałszywy dokument albo wyrwany z kontekstu fragment nagrania.
AI obniża jednak koszt produkcji kłamstwa. Osoba bez dużych umiejętności może w krótkim czasie zmienić zdjęcie, stworzyć pozornie wiarygodny produkt, dodać napisy i przygotować kilka wariantów materiału. Następnie wystarczy wrzucić grafikę do odpowiednio dobranej grupy odbiorców.
Technologia nie wymyśliła uprzedzeń. Dała im tylko lepszą oprawę graficzną.
Najbardziej niebezpieczny pozostaje człowiek, który nie chce sprawdzać, ponieważ wersja fałszywa bardziej mu odpowiada.
Oburzenie jako waluta
Media społecznościowe premiują materiały wywołujące silne reakcje. Gniew, przerażenie i poczucie zagrożenia zwiększają liczbę komentarzy, udostępnień oraz wyświetleń.
Ktoś krzyczy: „Zobaczcie, co Ukraińcy sprzedają!”.
Kolejny użytkownik dodaje: „Media wam tego nie pokażą”.
Następny udostępnia bez sprawdzenia, ponieważ chce „ostrzec Polaków”.
W ten sposób każdy uczestnik łańcucha może uważać się za człowieka działającego w dobrej wierze. W rzeczywistości wszyscy wspólnie budują zasięg prowokacji.
Dezinformator nie potrzebuje już własnej telewizji ani gazety. Ma darmową armię ochotników, którzy wykonują pracę za niego — komentują, powielają i bronią fałszu.
Prawda przegrywa z potrzebą odwetu
Najbardziej przerażające w tej historii nie jest to, że ktoś stworzył fałszywe zdjęcie.
Przerażające jest to, jak niewiele potrzeba, aby część ludzi zaczęła mówić o zbiorowej karze, wypędzeniach albo przemocy.
Jedna spreparowana siekiera wystarczyła, by spod cienkiej warstwy cywilizowanego języka wyszły prawdziwe uprzedzenia. Ludzie, którzy rano mogli rozmawiać o rodzinie, pracy i wakacjach, po południu pisali o odwecie wobec całego narodu.
Nie dlatego, że poznali nowe fakty.
Dlatego, że dostali obrazek pozwalający im nazwać własną nienawiść „patriotyzmem”.
Zanim udostępnisz
Nie trzeba być specjalistą od informatyki, aby ograniczyć ryzyko uczestniczenia w dezinformacji.
Wystarczy zatrzymać się na minutę.
Sprawdzić, kto pierwszy opublikował materiał. Poszukać informacji w kilku źródłach. Zobaczyć, czy zdjęcie występowało wcześniej w innym kontekście. Przyjrzeć się literom, dłoniom, perspektywie i elementom tła. Zastanowić się, czy materiał nie został przygotowany wyłącznie po to, by wywołać określoną reakcję.
Najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej:
Czy udostępniam tę informację dlatego, że jest prawdziwa, czy dlatego, że chciałbym, aby była prawdziwa?
Fałszywa siekiera została już zdemaskowana. Nie wiadomo jednak, ile podobnych grafik powstanie jutro. Możliwe, że będą wyglądały znacznie lepiej. Nie zobaczymy na nich błędów, rozmazanych szczegółów ani nienaturalnych kształtów.
Wówczas jedyną ochroną pozostanie nie technologia, lecz rozum.
A właśnie z nim dezinformatorzy walczą najskuteczniej.
Na Ukrainie takie siekiery sprzedają… pic.twitter.com/gxzI2n3w1S
— Marianna Schreiber (@MSchreiberM) July 3, 2026
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.




