Jeszcze kilka lat temu opłata reprograficzna kojarzyła się głównie z kasetami VHS, płytami CD albo magnetowidami. Dziś państwo mówi wprost: smartfon, laptop czy pendrive to także urządzenia służące do utrwalania i kopiowania utworów.
I właśnie ta zmiana może okazać się ważniejsza niż sama podwyżka cen elektroniki.
Ministerstwo Kultury opublikowało nowe rozporządzenie dotyczące urządzeń objętych opłatą reprograficzną. Na liście znalazły się m.in. smartfony od 32 GB pamięci, tablety, komputery, dyski SSD, telewizory z funkcją nagrywania czy pendrive’y.
Czy smartfon stał się oficjalnie „kopiarką treści”?
To pytanie może brzmieć prowokacyjnie, ale właśnie taki kierunek pokazują nowe przepisy.
Dotąd smartfon był traktowany głównie jako urządzenie komunikacyjne. Dziś państwo zaczyna postrzegać go również jako narzędzie do przechowywania, odtwarzania i kopiowania muzyki, filmów, zdjęć czy dokumentów.
Nie chodzi wyłącznie o piractwo. Wręcz przeciwnie.
Podstawą nowych regulacji jest założenie, że użytkownik ma prawo do tzw. dozwolonego użytku prywatnego — czyli np. zapisania filmu, muzyki albo zdjęć na własnym urządzeniu. Skoro więc urządzenia umożliwiają kopiowanie treści, twórcy mają otrzymywać rekompensatę.
W praktyce oznacza to, że część ceny nowych urządzeń będzie pośrednio trafiała do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, takich jak ZAiKS, ZPAV czy SAWP.
ilustracja do artykułu zmiana rozporządzenia o nośnikach i prawach autorskich
Co może zdrożeć?
Rozporządzenie obejmuje m.in.:
- smartfony,
- tablety,
- laptopy i komputery,
- dyski HDD i SSD,
- pendrive’y,
- telewizory z funkcją nagrywania,
- drukarki i kopiarki.
Opłaty wynoszą od 0,01 do 2 procent ceny netto urządzenia. Dla smartfonów przewidziano 1 proc.
Formalnie płaci producent lub importer. Rynek zwykle działa jednak prosto — część kosztów trafia później do klienta.
Czy użytkownik odczuje to mocno? Prawdopodobnie nie przy pojedynczym zakupie. Ale przy droższej elektronice różnice mogą już być zauważalne.
Dlaczego temat budzi emocje?
Bo dotyka czegoś znacznie większego niż kilka procent ceny telefonu.
Nowe przepisy pokazują zmianę myślenia państwa o cyfrowym świecie. Smartfon przestaje być jedynie telefonem. Staje się centrum życia cyfrowego — miejscem przechowywania kultury, pracy, dokumentów, zdjęć i mediów.
Dla jednych to naturalne dostosowanie prawa do rzeczywistości 2026 roku.
Dla innych — symboliczne otwarcie furtki do kolejnych opłat związanych z cyfrowym stylem życia.
Pojawia się też pytanie: skoro dziś opłata obejmuje smartfon jako urządzenie do kopiowania treści, to gdzie kończy się granica? Chmura? AI? Dyski online? Serwisy streamingowe?
I właśnie dlatego ten temat może dopiero się rozpędzać.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


