Społeczna ślepota, czyli jak Oborniki Śląskie przegapiły decyzję, która zmieni centrum miasta

Obornicka spoleczna slepota

Społeczna ślepota, czyli jak Oborniki Śląskie przegapiły decyzję, która zmieni centrum miasta

W ostatnich dniach w Obornikach Śląskich zawrzało. Ale nie dlatego, że ktoś uderzył w dzwon. Po prostu zadziała się rzecz typowa dla wielu małych miast: ważna decyzja przeszła bokiem, a mieszkańcy zorientowali się, gdy było już niemal za późno.

Przez Biuletyn Informacji Publicznej, cicho, bez promocji, bez posta na Facebooku czy wzmianki w oficjalnych komunikatach gminnych, opublikowano wniosek inwestora o zmianę planu miejscowego w trybie tzw. specustawy mieszkaniowej, znanej szerzej jako „lex deweloper”. Dotyczył terenów po dawnym zakładzie MIŚ, w samym sercu Obornik Śl..

Większość mieszkańców nie wiedziała. Nie wiedzieli radni, a przynajmniej nie mówili. Burmistrz się nie pochwalił. Dział promocji milczał. I co najważniejsze: termin zgłaszania uwag do inwestycji minął, zanim temat trafił do opinii publicznej.

Gdy Radio DTR opublikowało artykuł na temat skali inwestycji, reakcji było wiele. Ale nie takiej, jakiej byśmy się spodziewali. Nie dominowało pytanie: „Dlaczego nas nie poinformowano?”, tylko raczej: „Po co robicie aferę?”, „To tylko kilka bloków”, „Zamiast rudery będzie coś nowego”.

Czyli mamy problem. Nie tylko urbanistyczny. Społeczny.

Z setek komentarzy wyłania się obraz mieszkańców zmęczonych, pasywnych, obojętnych. Wygodnie jest uwierzyć, że skoro ktoś buduje, to „na pewno to policzył”. Że „urzędnicy wiedzą co robią”. A jak ktoś zada pytanie – to „sieje ferment” albo „robi burzę z niczego”.

To nie tekst przeciwko inwestycji. To tekst o tym, że miasto to my wszyscy. A jeśli przestajemy się interesować, kto, gdzie i dlaczego zmienia zasady gry – to potem mamy pretensje, gdy szkoły są przepełnione, kanalizacja nie wytrzymuje, a korki blokują dojazd do przedszkola.

Najbardziej uderzająca jest skala bagatelizacji. „To tylko bloki”. „A co, miała dalej straszyć ruina?”. „Nie przesadzajcie z tą analizą”. „To pewnie AI pisało”. „A może po prostu zazdrości, że ktoś inwestuje?”.

Świadczy to o czymś jeszcze głębszym – braku poczucia wpływu. Skoro nic nie mogę zmienić, to przynajmniej nie będę podważać decyzji. Niech robią co chcą. Nie mam czasu. Niech będzie.

To podejście niestety widać również na głównej ulicy miasta i w jego otoczeniu:

  • nowy żłobek z pękającymi ścianami, gdzie problem „niestabilnego gruntu” rzekomo jest jedynie maskowany,
  • grzybek widokowy zarastający chwastami, z którego nie widać już perspektywy gór ani Wrocławia, tylko niebo,
  • centrum z korkami przy rondzie, gdzie wyjazd z bocznych ulic graniczy z cudem,
  • OSiR i jego śmierdząca hala, nieczynne ogrzewanie wody na basenie,
  • maszty pod kryty kort, który nigdy nie powstał,
  • oraz kamping w ruinie, który zamiast promować rekreację, odstrasza turystów.

W tej atmosferze głębokiej obojętności pada jednak pytanie: dlaczego tylko jedno lokalne medium – Radio DTR – podjęło temat? Czy inne redakcje nie uważają tego za temat wart uwagi? Czy może, jak mawiają niektórzy, „Wrocław za daleko, a Trzebnica za górkami?”.

Oby nie. Bo jeśli media lokalne nie będą pilnować takich tematów, to nikt tego za nie nie zrobi. A jeśli mieszkańcy dalej będą wierzyć w to, że „skoro nic nie widać na Facebooku, to znaczy, że nic się nie dzieje” – to obudzimy się w mieście, które ktoś zaprojektował za nas. I niekoniecznie z myślą o nas.

Autor: Rafał Chwaliński

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry