Agata Lisiewicz-Kaleta od 1 listopada będzie dyrektorem Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Dostaje placówkę z około 46 mln zł zobowiązań i ponad 11 mln zł zobowiązań wymagalnych. To wystarczający powód, żeby zapytać, dlaczego doświadczona menedżerka zdecydowała się podjąć właśnie tego zadania. Jej zawodowa droga podsuwa kolejne pytania. Strzelin — ograniczanie działalności przejętego szpitala. Strzelce Opolskie — analiza konsolidacji zadłużonej placówki. Trzebnica — teraz sama będzie dyrektorem. W dodatku właśnie trwa państwowy program finansujący konsolidacje szpitali kwotą nawet 70 mln zł. Nie mamy żadnego dowodu, że trzebnicki szpital ma zostać połączony z USK albo inną placówką. Mamy za to wystarczająco dużo powodów, żeby zapytać, czy taki wariant był analizowany i jaki właściwie plan Agata Lisiewicz-Kaleta przedstawiła, startując w konkursie.
Jeszcze dwa dni temu nazwisko nowej dyrektor podawaliśmy nieoficjalnie. Dzisiaj najważniejsza informacja jest już potwierdzona.
Agata Lisiewicz-Kaleta wygrała konkurs. Zarząd Powiatu Trzebnickiego powołał ją na sześcioletnią kadencję, a pracę rozpocznie 1 listopada 2026 roku. W konkursie złożono pięć ofert, do rozmów zaproszono trzy osoby, przed komisją pojawiły się dwie.
To zamyka jedno pytanie.
Kto będzie dyrektorem?
Otwiera jednak znacznie ważniejsze:
Po co do Trzebnicy przychodzi właśnie Agata Lisiewicz-Kaleta i jaki plan przedstawiła na sześć lat zarządzania szpitalem?
To nie jest szpital, który bierze się „w ciemno”
Według dokumentów analizowanych wcześniej przez Radio DTR zobowiązania Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej wynoszą około 46,2 mln zł. Ponad 11 mln zł stanowią zobowiązania wymagalne. Strata wynosi ponad 7,2 mln zł, a fundusz własny około minus 26,8 mln zł.
To nie są liczby, które doświadczony menedżer ochrony zdrowia powinien odkrywać dopiero po pierwszym dniu pracy.
Dlatego przed oceną samego wyboru trzeba odpowiedzieć na pytanie pozornie banalne:
co Agata Lisiewicz-Kaleta wiedziała o rzeczywistym stanie trzebnickiego szpitala, kiedy zgłaszała swoją kandydaturę?
Czy otrzymała aktualny bilans?
Czy znała strukturę 46 mln zł zobowiązań?
Czy wiedziała, komu szpital zalega ponad 11 mln zł?
Czy znała wysokość zobowiązań wobec ZUS, dostawców, banków i pracowników?
Czy widziała aktualne wykonanie kontraktu NFZ?
Czy dostała dane dotyczące kosztów poszczególnych oddziałów?
Czy znała program naprawczy?
Czy otrzymała wyniki audytów?
Jeżeli tak, to kolejne pytanie jest jeszcze ciekawsze:
co zobaczyła w tych dokumentach, że zdecydowała się przejąć odpowiedzialność za szpital na sześć lat?
Bo Lisiewicz-Kaleta nie jest osobą przypadkową
Starosta trzebnicka Małgorzata Matusiak, potwierdzając jej wybór, sama zwróciła uwagę na wcześniejsze doświadczenie nowej dyrektor.
Lisiewicz-Kaleta kierowała SP ZOZ MSWiA we Wrocławiu, następnie została zastępcą dyrektora ds. operacyjnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Starosta wymieniła również jej związki ze szpitalami w Strzelinie i Strzelcach Opolskich.
I właśnie te dwa ostatnie miejsca wymagają znacznie dokładniejszego przyjrzenia się.
Nie dlatego, żeby tworzyć teorię o tym, co wydarzy się w Trzebnicy.
Dlatego, że pokazują problemy, z którymi przyszła dyrektor miała zawodowo do czynienia.
Strzelin. Szpital przejęty przez USK
Historia Strzelina jest niezwykle pouczająca.
W styczniu 2021 roku Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu kupił za ponad 8,3 mln zł znajdujące się w upadłości Strzelińskie Centrum Medyczne.
Założenie było atrakcyjne: mieszkańcy mieli zachować lokalny szpital, a USK rozszerzyć działalność.
Późniejsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli pokazała jednak, jak poważne błędy popełniono na początku.
Nie przygotowano odpowiedniego biznesplanu. Nie wykonano właściwych prognoz ekonomiczno-finansowych. Nie przygotowano szczegółowej oceny technicznej budynków ani rzetelnego oszacowania kosztów niezbędnych prac.
Remont, który początkowo szacowano na około 5 mln zł, według ustaleń NIK miał kosztować co najmniej 76 mln zł.
Piętnaście razy więcej.
I tutaj trzeba bardzo mocno zaznaczyć jedną rzecz.
Agata Lisiewicz-Kaleta nie podejmowała decyzji o zakupie Strzelińskiego Centrum Medycznego.
Do kierownictwa USK przyszła później.
Kiedy w 2023 roku uczestniczyła w rozmowach Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, sama wskazywała, że decyzję o zakupie podjął poprzedni zarząd USK.
Dostała więc problem, którego sama nie stworzyła.
Ale musiała uczestniczyć w jego rozwiązywaniu.
A rozwiązanie oznaczało również zamykanie działalności
USK zamknął w Strzelinie oddział pediatryczny i chirurgię ogólną. Zawieszono położnictwo i ginekologię wraz z blokiem porodowym. W ich miejsce uruchomiono m.in. rehabilitację ogólnoustrojową oraz medycynę paliatywną i hospicyjną.
Mieszkańcy, samorządowcy i organizacje społeczne protestowali.
Problem był szczególnie poważny, ponieważ przy zakupie szpitala USK zobowiązał się do zachowania określonego zakresu działalności.
Na posiedzeniu WRDS Lisiewicz-Kaleta reprezentowała stanowisko obecnego kierownictwa USK: fatalny stan techniczny obiektu miał uniemożliwiać prowadzenie działalności w pierwotnie ustalonym zakresie. Starosta strzelińska i syndyk przedstawiali stanowisko przeciwne — ich zdaniem nowy zarząd USK był zobowiązany do wykonania umowy zawartej przez poprzedników.
Późniejsza kontrola NIK częściowo potwierdziła argumentację dotyczącą fatalnego stanu obiektów.
Jednocześnie NIK stwierdziła, że USK nie dotrzymał wszystkich zobowiązań zawartych w umowie sprzedaży.
To ważne rozróżnienie.
Nie mamy tutaj prostej historii o „likwidowaniu szpitala”.
Mamy konflikt pomiędzy ekonomią, bezpieczeństwem technicznym, wcześniejszymi zobowiązaniami i oczekiwaniem mieszkańców, że lokalny szpital nadal będzie lokalnym szpitalem.
I właśnie dlatego Strzelin powinien interesować mieszkańców Trzebnicy.
Czy można uratować szpital i jednocześnie zmienić go nie do poznania?
To pytanie nie dotyczy wyłącznie Agaty Lisiewicz-Kalety.
Dotyczy całego systemu.
Szpital może poprawić wynik finansowy, likwidując nierentowną działalność.
Może zmniejszyć liczbę łóżek.
Może połączyć oddziały.
Może przesunąć część leczenia do większego ośrodka.
Może zamienić leczenie ostre na rehabilitację albo opiekę długoterminową.
Ekonomicznie takie rozwiązanie może mieć uzasadnienie.
Tylko że mieszkaniec może wtedy zapytać:
czy nadal mam swój szpital, skoro po część podstawowych świadczeń muszę jechać gdzie indziej?
To jest lekcja Strzelina.
I nie oznacza, że ten sam scenariusz wydarzy się w Trzebnicy.
Potem pojawiają się Strzelce Opolskie
W 2026 roku rola Lisiewicz-Kalety jest już inna.
Nie jest osobą reprezentującą kierownictwo, które dostało problem po poprzednikach.
Występuje jako ekspert ds. lecznictwa, analizujący możliwe rozwiązanie dla zadłużonego szpitala w Strzelcach Opolskich.
Tam sytuacja finansowa również była bardzo trudna.
Dług sięgał około 42 mln zł.
Władze Powiatu Strzeleckiego uznały, że jednym z rozważanych sposobów zatrzymania spirali zadłużenia powinna być konsolidacja z innym podmiotem leczniczym. Rozmowy sondażowe prowadzono m.in. z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Opolu i szpitalem w Kędzierzynie-Koźlu.
Lisiewicz-Kaleta przygotowywała analizę dotyczącą takiego procesu.
I właśnie tutaj trzeba zachować szczególną ostrożność.
Analizowanie konsolidacji nie oznacza rekomendowania konsolidacji.
Dopóki nie zobaczymy przygotowanego przez nią opracowania, nie powinniśmy przypisywać jej stanowiska, którego być może nie zajęła.
Ale jedno wiemy.
Zna taki proces nie tylko z teorii.
42 miliony tam. 46 milionów tutaj
Porównanie jest kuszące.
Strzelce Opolskie — około 42 mln zł długu.
Trzebnica — około 46,2 mln zł zobowiązań.
Ale nie wolno postawić między tymi liczbami znaku równości.
Dług i zobowiązania to nie zawsze to samo. Inna może być struktura należności i zobowiązań, kontrakt NFZ, stan infrastruktury, wynagrodzenia, rentowność oddziałów czy możliwości zwiększenia przychodów.
W Strzelcach pojawił się zresztą bardzo ciekawy spór o samą diagnozę problemu.
Władze powiatu widziały konsolidację jako rozwiązanie warte rozważenia. Dyrekcja szpitala przedstawiała inną diagnozę — wskazywała na poprawę wyniku działalności operacyjnej oraz na koszty obsługi zadłużenia i niedostateczne finansowanie jako istotne źródła problemu.
I dokładnie tego jeszcze nie wiemy o Trzebnicy.
Czy trzebnicki szpital źle działa, czy dusi go dług?
To dwie zupełnie różne diagnozy.
Jeżeli poszczególne oddziały generują trwałe straty, potrzebna może być reorganizacja działalności.
Jeżeli natomiast podstawowa działalność zaczyna się bilansować, a wynik pogarszają stare zobowiązania, odsetki i niedofinansowanie — rozwiązanie powinno być inne.
Dlatego sama kwota 46 mln zł jest niewystarczająca.
Musimy wiedzieć:
ile kosztuje interna?
Ile chirurgia?
Ile ortopedia?
Jakie jest obłożenie?
Jak wyglądają nadwykonania?
Które świadczenia są niedoszacowane?
Ile kosztują kontrakty lekarskie?
Jak wygląda zatrudnienie?
Ile kosztuje obsługa zadłużenia?
Jak stare są zobowiązania wymagalne?
I komu konkretnie szpital jest winien pieniądze?
Dopiero wtedy można rozmawiać o leczeniu finansów szpitala.
Tymczasem państwo właśnie płaci za konsolidację
I tu pojawia się element, którego nie sposób ignorować.
Ministerstwo Zdrowia uruchomiło w 2026 roku program finansowania konsolidacji szpitali. Łączna pula wynosi 1,149 mld zł.
W przypadku konsolidacji między różnymi podmiotami maksymalna dotacja wynosi 70 mln zł. W przypadku reorganizacji wewnątrz jednego podmiotu — 20 mln zł.
Finansowanie może sięgnąć nawet 100 proc. kosztów kwalifikowanych projektu.
Co więcej, resort wprost wskazuje, że reforma szpitalnictwa może obejmować konsolidację, przeprofilowanie oraz zmianę zakresu lub struktury świadczeń.
To nie jest już abstrakcyjna dyskusja ekspertów.
To obecna polityka państwa wobec części publicznych szpitali.
A 22 września rząd przyjął projekt przedłużający funkcjonowanie obecnej sieci szpitali do połowy 2029 roku właśnie po to, by placówki prowadzące restrukturyzację i konsolidację miały bardziej przewidywalne finansowanie.
Czy ktoś rozmawia o połączeniu Trzebnicy z USK?
Nie znaleźliśmy na to dowodu.
I trzeba powiedzieć to jednoznacznie.
Nie znaleźliśmy uchwały.
Nie znaleźliśmy listu intencyjnego.
Nie znaleźliśmy informacji o negocjacjach.
Nie znaleźliśmy dokumentu wskazującego, że Agata Lisiewicz-Kaleta zaproponowała przekazanie szpitala USK.
Dlatego stwierdzenie, że „USK przejmie szpital w Trzebnicy”, byłoby obecnie spekulacją.
Ale po zebraniu wszystkich pozostałych informacji pytanie:
„Czy taki wariant był albo jest analizowany?”
jest całkowicie zasadne.
Zwłaszcza że termin państwowego programu jest bardzo konkretny.
Nabór wniosków trwa do 30 października 2026 roku.
A Lisiewicz-Kaleta rozpocznie pracę…
1 listopada.
I tu pojawia się bardzo ciekawe pytanie o daty
Jeżeli Szpital w Trzebnicy miałby wystąpić o pieniądze w obecnym naborze konsolidacyjnym, decyzje przygotowawcze musiałyby być podejmowane jeszcze przed formalnym rozpoczęciem pracy przez nową dyrektor.
Dlatego chcemy wiedzieć:
Czy Powiat Trzebnicki uczestniczył w konsultacjach dotyczących programu?
Czy szpital przygotowywał wniosek?
Czy prowadził rozmowy z innym podmiotem leczniczym?
Czy kontaktowano się z USK?
Czy kontaktowano się z innymi szpitalami?
Czy którykolwiek z takich wariantów przedstawiono kandydatom podczas konkursu?
I czy Lisiewicz-Kaleta wiedziała o nim, podejmując decyzję o starcie?
Na dziś nie znamy odpowiedzi.
Ale konsolidacja nie musi oznaczać sprzedaży szpitala
To również trzeba jasno powiedzieć.
Samo słowo „konsolidacja” łatwo zamienić w alarmistyczne hasło: „sprzedają szpital”.
Tymczasem rozwiązania organizacyjne mogą przybierać różne formy, a program Ministerstwa Zdrowia rozróżnia nawet konsolidację międzypodmiotową i reorganizację wewnętrzną.
Dlatego pytanie powinno być szersze.
Czy wszystkie obecne oddziały trzebnickiego szpitala mają pozostać?
Czy któryś ma zostać przeprofilowany?
Czy część świadczeń może zostać przeniesiona?
Czy szpital ma rozwijać rehabilitację albo opiekę długoterminową?
Czy ma ograniczyć leczenie ostre?
Co z rehabilitacją w Żmigrodzie?
Czy planowana jest współpraca z większym ośrodkiem?
Czy rozważane jest wejście innego podmiotu?
A może przeciwnie — plan Lisiewicz-Kalety zakłada zachowanie obecnego profilu i samodzielne wyprowadzenie szpitala z problemów finansowych?
Tego właśnie chcemy się dowiedzieć.
Najważniejszy dokument może już istnieć
Bo Lisiewicz-Kaleta nie została przecież wybrana przypadkowo.
Komisja konkursowa musiała ocenić kandydatów.
Dlatego chcemy zobaczyć dokumenty konkursowe, a przede wszystkim koncepcję zarządzania Szpitalem im. św. Jadwigi Śląskiej przedstawioną przez zwycięską kandydatkę, jeżeli taki dokument był elementem postępowania.
To może być najważniejszy dokument całej tej historii.
Czy znajduje się tam słowo „restrukturyzacja”?
„Konsolidacja”?
„Przeprofilowanie”?
„Optymalizacja zatrudnienia”?
„Zmiana struktury świadczeń”?
„Redukcja kosztów”?
„Restrukturyzacja zadłużenia”?
„Partner strategiczny”?
A może żadnego z nich tam nie ma?
Wtedy również warto o tym napisać.
Bo nie chcemy zgadywać, co nowa dyrektor zamierza zrobić.
Chcemy przeczytać, co sama zaproponowała.
Jest jeszcze pytanie o MSWiA
W całej historii Lisiewicz-Kalety łatwo skupić się na Strzelinie i Strzelcach.
Tymczasem najważniejszym miejscem dla oceny jej samodzielnego zarządzania pozostaje SP ZOZ MSWiA we Wrocławiu.
Tam była dyrektorem.
I właśnie ten okres wymaga jeszcze jednego, bardzo konkretnego audytu dziennikarskiego:
w jakiej kondycji przejęła szpital i w jakiej go zostawiła?
Nie wystarczy informacja, że kierowała nim przez kilka lat.
Potrzebujemy liczb.
Przychody.
Koszty.
Wynik netto.
Zobowiązania.
Zobowiązania wymagalne.
Fundusz własny.
Zatrudnienie.
Kontrakt NFZ.
Inwestycje.
Wsparcie właściciela.
Dopiero takie zestawienie pokaże, czy wcześniejsze doświadczenie przyszłej dyrektor oznacza również udokumentowaną zdolność do poprawy kondycji finansowej publicznego szpitala.
Trzy miejsca, ale trzy zupełnie różne role
I właśnie tutaj najłatwiej byłoby popełnić dziennikarski błąd.
Nie można wrzucić MSWiA, USK, Strzelina i Strzelec Opolskich do jednego worka i napisać, że Lisiewicz-Kaleta „zarządzała tymi szpitalami”.
Nie zarządzała wszystkimi.
W MSWiA była dyrektorem — tutaj można analizować jej własny bilans zarządzania.
W USK była zastępcą dyrektora ds. operacyjnych — trzeba ustalić dokładny zakres odpowiedzialności.
W Strzelinie uczestniczyła jako przedstawicielka kierownictwa USK w rozwiązywaniu problemu przejętej wcześniej placówki.
W Strzelcach Opolskich występowała jako ekspert analizujący możliwą konsolidację.
A Trzebnica będzie czymś innym.
Tutaj to ona zostanie dyrektorem.
Strzelin — konsekwencje. Strzelce — analiza. Trzebnica — odpowiedzialność
I chyba właśnie tak najuczciwiej można podsumować jej ostatnie doświadczenia.
Strzelin: uczestniczyła w zarządzaniu konsekwencjami decyzji podjętych wcześniej przez innych.
Strzelce Opolskie: analizowała jeden z możliwych scenariuszy przyszłości zadłużonego szpitala.
Trzebnica: od 1 listopada będzie sama kierowała placówką.
To zasadnicza różnica.
Bo za kilka lat nie wystarczy już powiedzieć:
„taki stan zastaliśmy”.
Będzie można sprawdzić, co wydarzyło się od 1 listopada 2026 roku.
Dlatego 1 listopada powinniśmy zapisać wszystkie liczby
To powinien być bilans otwarcia Agaty Lisiewicz-Kalety.
I trzeba go zrobić zanim rozpocznie pracę.
Stan zobowiązań.
Zobowiązania wymagalne.
Stan środków pieniężnych.
Należności.
Wynik finansowy.
Zatrudnienie.
Liczba lekarzy i pielęgniarek.
Kontrakty.
Liczba hospitalizacji.
Obłożenie oddziałów.
Wartość umowy z NFZ.
Nadwykonania.
Kolejki.
Liczba łóżek.
Stan inwestycji.
Sprawy sądowe.
Pożyczki Powiatu.
Bo za rok, dwa, trzy i sześć lat właśnie do tych danych będzie można wrócić.
I wtedy odpowiedzieć bez politycznych sporów i bez PR:
czy szpital jest w lepszym stanie niż 1 listopada 2026 roku?
Najpierw jednak trzeba odpowiedzieć na prostsze pytanie
Dlaczego doświadczona menedżerka zdecydowała się wejść do szpitala z takim bilansem?
Czy zobaczyła możliwość jego finansowego uzdrowienia?
Czy ma pomysł na zwiększenie kontraktu i przychodów?
Czy planuje restrukturyzację zadłużenia?
Czy chce zmienić strukturę działalności?
Czy uważa, że część oddziałów wymaga przeprofilowania?
Czy widzi możliwość pozyskania dużych pieniędzy z Funduszu Medycznego?
Czy rozważa współpracę z większym szpitalem?
Czy przyszłość Trzebnicy widzi jako samodzielny szpital powiatowy?
A może jako element większego systemu?
Nie znamy jeszcze odpowiedzi.
I właśnie dlatego nie będziemy pisać, że „USK przejmie Trzebnicę”.
Ale nie będziemy również udawać, że po Strzelinie, Strzelcach Opolskich, 46 mln zł zobowiązań w Trzebnicy i uruchomieniu ponad miliarda złotych na konsolidację szpitali takie pytania nie istnieją.
Istnieją.
I powinny zostać zadane, zanim zacznie się podejmowanie najtrudniejszych decyzji.
Bo dla mieszkańców powiatu najważniejsze nie jest to, czy za sześć lat szpital będzie miał inną nazwę w tabeli organizacyjnej.
Najważniejsze jest, czy nadal będą mogli tutaj przyjechać i otrzymać potrzebną pomoc.
Agata Lisiewicz-Kaleta rozpocznie pracę 1 listopada.
Jej kadencja potrwa sześć lat.
Dlatego pierwsze pytanie do nowej dyrektor powinno być bardzo proste:
Pani Dyrektor, jaki Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej chce Pani zostawić mieszkańcom powiatu trzebnickiego w 2032 roku?
A zaraz po nim powinno paść drugie:
i co zamierza Pani zrobić, żeby do tego czasu ten szpital finansowo przetrwał?
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









