„Tak, tak, tak, tak, tak”. Urząd odpowiedział radnemu. Obywatelu, nie zadawaj pytań, skoro możesz dostać odpowiedź

Oceń materiał

Są pisma urzędowe długie, są krótkie, są konkretne i są takie, po których człowiek zaczyna podejrzewać, że administracja publiczna odkryła właśnie nową dziedzinę nauki: informowanie bez przekazywania informacji. W Obornikach Śląskich osiągnięto w tej konkurencji rezultat godny odnotowania. Na pięć pytań radnego padło pięć odpowiedzi: „Tak”. I właściwie można byłoby już rozejść się do domów. Tylko po co radny pytał?

Wyobraźmy sobie scenę.

Petent wchodzi do urzędu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

– Dzień dobry.

– Tak.

– Chciałbym się czegoś dowiedzieć.

– Tak.

– O wydatkach publicznych.

– Tak.

– Mogę?

– Tak.

– To ile wydaliście?

I tu kończy się skecz, ponieważ takich pytań scenariusz już nie przewiduje.

A przecież nie wymyśliliśmy tej historii. Dokumenty istnieją.

Obywatel pisze dwie strony

19 sierpnia 2026 roku radny Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich Marek Mańczak skierował do przewodniczącej rady zapytanie dotyczące wypłacania diet osobom, które jednocześnie sprawowały mandat radnego i pełniły funkcję sołtysa.

Wymienił pięć przypadków i zapytał, czy wskazane osoby pobierały dietę również z tytułu pełnienia funkcji sołtysa.

Ale na tym pismo się nie kończyło.

Radny napisał również, po co o to pyta. Chodziło o ustalenie sposobu wydatkowania pieniędzy z budżetu gminy. Zaznaczył, że diety radnych i sołtysów finansowane są ze środków publicznych, dlatego — jak napisał — ich „wysokość, częstotliwość oraz podstawa prawna powinny być możliwe do zweryfikowania przez radnych i mieszkańców.

Czyli pytający nie urządzał konkursu:

„Zgadnij, czy sołtys dostał dietę”.

Interesowały go publiczne pieniądze i możliwość ich skontrolowania.

Pismo miało dwie strony.

Urząd potrzebował czasu.

I 17 września nadeszła odpowiedź.

Nadeszła wiedza

Dokument ma numer BR.0003.50.2026.

Jest data.

Jest adresat.

Jest podstawa prawna.

Jest nawet informacja, kto sporządził pismo.

A pomiędzy całą tą administracyjną infrastrukturą znajduje się intelektualne jądro odpowiedzi:

1. Tak.
2. Tak.
3. Tak.
4. Tak.
5. Tak.

Nie żartujemy.

Dokładnie tak brzmi merytoryczna część pisma z 17 września.

Człowiek czyta i przez chwilę zastanawia się, czy następna strona się nie załadowała.

Załadowała się.

To wszystko.

Miesiąc pracy. Pięć razy „tak”

Pismo radnego datowane jest na 19 sierpnia. Odpowiedź — na 17 września.

Prawie miesiąc.

Nie wiemy oczywiście, ile rzeczywiście czasu zajęło przygotowanie odpowiedzi. Dokumenty tego nie pokazują, więc nie będziemy urzędnikom odbierać możliwości, że odpowiedź powstała błyskawicznie, a następnie przez kilka tygodni nabierała mocy urzędowej.

Jak ogórek w słoiku.

W każdym razie efekt końcowy jest imponująco skondensowany.

Gdyby administracja państwowa stosowała tę metodę wszędzie, można byłoby dokonać gigantycznych oszczędności na papierze.

– Czy droga zostanie wyremontowana?

Tak.

– Kiedy?

Proszę nie komplikować.

– Ile będzie kosztowała?

Przecież odpowiedzieliśmy.

– Kto wygrał przetarg?

Czy obywatel zawsze musi być taki dociekliwy?

Bo trzeba umieć pytać

Oczywiście można urzędu bronić.

Radny zadał pięć pytań zaczynających się od „czy”. Na każde można odpowiedzieć „tak” albo „nie”.

I urząd najwyraźniej odkrył tę furtkę.

To trochę tak, jakby żona zapytała męża:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

– Wydałeś naszą wypłatę?

– Tak.

– A chciałbyś powiedzieć na co?

– Tego pytania nie było.

Formalizm osiąga tutaj stan niemal doskonały. Odpowiedź istnieje. Pismo istnieje. Numer sprawy istnieje. Nadawca istnieje. Adresat istnieje.

Brakuje tylko tego drobiazgu, dla którego cały ten system istnieje:

informacji pozwalającej coś rzeczywiście ustalić.

Bo po odpowiedzi wiemy, że wskazane osoby pobierały diety sołtysów.

Nie dowiadujemy się natomiast z tego pisma, ile pieniędzy wypłacono, za jakie okresy, z jaką częstotliwością ani jaka była podstawa i sposób naliczania poszczególnych świadczeń.

A właśnie możliwość zweryfikowania wysokości, częstotliwości i podstawy prawnej wypłat radny wskazał w uzasadnieniu swojego zapytania.

Urząd odpowiedział. Problem pozostał

I tutaj komedia zamienia się w coś znacznie ciekawszego.

Bo można dyskutować, czy urząd miał obowiązek wyjść poza literalne brzmienie pięciu pytań. Można analizować konstrukcję zapytania radnego i sposób sformułowania odpowiedzi.

Ale z punktu widzenia mieszkańca rezultat jest kapitalny.

Było pytanie o wydawanie publicznych pieniędzy.

Jest odpowiedź.

A żeby dowiedzieć się, ile publicznych pieniędzy wydano, trzeba będzie zadać następne pytanie.

To jest administracyjne perpetuum mobile.

Obywatel pisze do urzędu, urząd odpowiada obywatelowi, a odpowiedź powoduje konieczność napisania kolejnego pisma.

Dzięki temu korespondencja nigdy nie ustaje, administracja pracuje, numery spraw się mnożą, segregatory puchną, a demokracja lokalna może spokojnie obserwować swoje odbicie w pieczątce wpływu.

Następne pytanie trzeba będzie sformułować ostrożnie

Radny zdobył już jednak bezcenną wiedzę.

Następnym razem nie należy pytać:

– Czy wypłaciliście pieniądze?

Bo odpowiedź znamy.

Tak.

Trzeba będzie napisać mniej więcej:

„Proszę podać kwotę wyrażoną w złotych i groszach, osobno dla każdej osoby, każdego miesiąca i każdego tytułu wypłaty, ze wskazaniem podstawy prawnej oraz okresu, którego świadczenie dotyczy”.

Najlepiej jeszcze dopisać:

„Proszę nie odpowiadać: tak”.

Chociaż nie lekceważylibyśmy potencjału administracji.

– Czy podane kwoty mają być wyrażone w złotych?

– Tak.

I koło może ruszyć ponownie.

Tak, obywatelu

Ta historia jest zabawna tylko do pewnego momentu.

Bo pieniądze, o które pytał radny, nie są pieniędzmi urzędu.

To środki publiczne.

Radny w swoim piśmie napisał wprost, że uzyskanie informacji jest mu potrzebne do wykonywania mandatu, w tym sprawowania funkcji kontrolnej i kontroli prawidłowości gospodarowania środkami publicznymi.

I właśnie dlatego pięć słów odpowiedzi robi takie wrażenie.

Nie dlatego, że urząd napisał coś nieprawdziwego. Z dokumentów, które mamy, tego nie wynika.

Nie dlatego nawet, że pięć razy „tak” nie odpowiada literalnie na pięć pytań. Odpowiada.

Cały absurd polega na czymś innym.

Można odpowiedzieć na wszystkie pytania i jednocześnie zrobić bardzo niewiele, żeby pytający dowiedział się tego, czego chciał się dowiedzieć.

Bareja potrzebował do podobnej sceny scenariusza, aktorów, kamery i kierownika produkcji.

Tutaj wystarczyło Biuro Rady.

A więc, obywatelu, kiedy następnym razem będziesz pisał do urzędu, pamiętaj:

pytaj precyzyjnie.

Pytaj o kwotę.

Pytaj o datę.

Pytaj o dokument.

Pytaj o podstawę.

Pytaj o każdą złotówkę osobno.

Bo jeżeli zapytasz tylko:

„Czy?”

może nadejść odpowiedź godna administracji XXI wieku:

Tak.

I jeszcze cztery razy, żeby nie było wątpliwości.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.