Trump nie odpuszcza. Europa ma być wasalem?

europa i trump
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Donald Trump nie pozwala światu o sobie zapomnieć. Kilka tygodni po zawieszeniu broni z Iranem amerykański prezydent znów dyktuje warunki Europie. Tym razem ton jest jeszcze ostrzejszy. Na Starym Kontynencie coraz częściej odbiera się go nie jako apel o solidarność, lecz jako żądanie podporządkowania.

„Płaciliście za wasze bezpieczeństwo za mało i za długo. Teraz czas na rozliczenie” – taki przekaz miał trafić w ostatnich dniach do europejskich partnerów USA.

Trump żąda nie tylko wyższych wydatków na obronność. Domaga się także aktywnego wsparcia w regionie Zatoki Perskiej, większego udziału w patrolowaniu cieśniny Ormuz oraz „pełnej solidarności” z amerykańską polityką wobec Iranu.

Reklama

Kto się waha – ryzykuje.

Groźby wycofania wojsk z Niemiec, nałożenia ceł na europejskie samochody czy „zostawienia Europy z Putinem” padają coraz częściej. I coraz mniej przypominają negocjacje sojusznicze.

Król Karol i szpila w aksamitnej rękawiczce

Na tym tle szczególnie wymownie wypadła wizyta i rozmowa z królem Karolem III. Brytyjski monarcha rozegrał ją po mistrzowsku: komplementy, królewski splendor, pochwały „silnego przywództwa” i cały ceremoniał, który Trump wyraźnie lubi.

Ale pod warstwą uprzejmości pojawiła się też subtelna riposta.

„Z głębin Atlantyku po topniejące czapy lodowe Arktyki… zobowiązanie i doświadczenie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników leżą w sercu NATO, które ślubowało wzajemną obronę, chroniąc naszych obywateli i interesy, utrzymując w bezpieczeństwie zarówno Amerykanów Północnych, jak i Europejczyków przed naszymi wspólnymi przeciwnikami.”

— król Karol III w przemówieniu do Kongresu USA, 28 kwietnia 2026 r.

Padło też zdanie, które zabrzmiało jak elegancka odpowiedź na hasło „America First”:

„Nie możemy stać się jeszcze bardziej zwróceni do wewnątrz.”

W tle pojawił się również żart: „Gdyby nie my, mówilibyście po francusku” – delikatna korekta trumpowskiej narracji o historii. Trump chłonął blask monarchii i nie zareagował na polityczną szpilę.

To była klasyczna brytyjska soft power: pochlebstwo, dystans i stalowy kręgosłup pod aksamitną marynarką.

Europa patrzyła na to z mieszaniną zazdrości i irytacji. Bo niewielu przywódców może pozwolić sobie na taki ton wobec Trumpa.

Wojna z Iranem obnażyła słabość strategii

Największym problemem Trumpa nie jest jednak Europa. Są nim własne zapasy.

Wojna z Iranem, prowadzona od lutego do kwietnia 2026 roku, pochłonęła ogromne ilości precyzyjnej amunicji: pocisków manewrujących, Tomahawków, rakiet Patriot i systemów THAAD. Pentagon miał przyznać, że odbudowa magazynów zajmie lata.

Reklama
Reklama
Reklama

W efekcie Europa – w tym Polska – zaczyna otrzymywać ostrzeżenia o możliwych opóźnieniach w dostawach zamówionego uzbrojenia.

I tu pojawia się paradoks całej strategii „America First”.

Trump żąda od sojuszników udziału w konfliktach. Jednocześnie USA nie są w stanie szybko odtworzyć tego, co same zużyły. Europa ma płacić, wspierać i słuchać – choć sama czuje się coraz bardziej zagrożona ze strony Rosji.

„To nie z USA. To z Trumpem”

Właśnie dlatego w stolicach od Rzymu przez Berlin po Warszawę coraz wyraźniej rozdziela się dwa pojęcia: Stany Zjednoczone i Donald Trump.

Giorgia Meloni, jeszcze niedawno opisywana jako jedna z bliższych sojuszniczek amerykańskiego prezydenta, odmówiła dalszego angażowania Włoch. Emmanuel Macron, Olaf Scholz i Donald Tusk mówią w bardziej dyplomatycznej formule, ale sens jest podobny: Europa pozostaje lojalna wobec sojuszu z USA, nie wobec osobistej polityki jednego prezydenta.

To rozróżnienie jest dziś kluczowe.

Europa nie chce zostać sama. Strach przed Rosją i niestabilnością na Bliskim Wschodzie jest realny. Jednocześnie nie chce otwartej wojny politycznej z Trumpem, bo wie, że bez amerykańskiego parasola nadal jest zbyt słaba.

Dlatego gra na dwa fronty.

Z jednej strony przyspiesza budowę europejskiego filaru NATO i własnych zdolności obronnych. Z drugiej – czeka na zmianę polityczną w Białym Domu. W 2028 roku. A jeśli nie wtedy, to później.

Polska między parasolem a zakładnictwem

Polska, podobnie jak kraje bałtyckie i nordyckie, jest w szczególnie trudnym położeniu.

Chce silnej obecności wojsk USA w Europie. Potrzebuje jej bardziej niż Francja, Hiszpania czy Włochy. Ale nie może opierać swojego bezpieczeństwa wyłącznie na kaprysach jednego człowieka.

Dlatego dywersyfikacja dostaw uzbrojenia – Korea Południowa, własna produkcja, PGZ, współpraca europejska – przestaje być opcją. Staje się koniecznością.

Trump nie odpuszcza. Pytanie brzmi, czy Europa wreszcie przestanie jedynie reagować i zacznie grać własną, dorosłą grę.

Na razie wygląda na to, że czeka. Ale już nie bezczynnie.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 5/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry