Przejdź do treści
środa 21 października 2026
21/10/2026Autor

Sejm obronił ministra finansów, premier zapowiedział jego awans, a politycy po raz kolejny przekonywali, kto lepiej zarządza polską gospodarką. Tymczasem najważniejsza odpowiedź kryje się nie w sejmowych wystąpieniach, lecz w budżetowych tabelach. Polska gospodarka rośnie, wpływy podatkowe zwiększają się, a deficyt po dziewięciu miesiącach 2026 roku jest mniejszy niż przed rokiem. Mimo to rząd planuje w 2027 roku wydać niemal 978 miliardów złotych, mając do dyspozycji około 696 miliardów złotych dochodów. Czy to cena bezpieczeństwa i rozwoju, czy sygnał, że państwo zaczyna mieć coraz większy problem z finansowaniem własnych zobowiązań?

Minister obroniony. Problem pozostaje

20 października 2026 roku Sejm odrzucił wniosek Prawa i Sprawiedliwości o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego. Za jego odwołaniem głosowało 204 posłów, przeciw było 234.

Premier Donald Tusk nie poprzestał na politycznej obronie ministra. Zapowiedział również wystąpienie do prezydenta o powołanie Domańskiego na stanowisko wicepremiera.

Reklama

To ważna deklaracja. Oznacza bowiem, że premier nie tylko akceptuje dotychczasową politykę finansową swojego rządu, ale zamierza jeszcze mocniej związać ją z osobą ministra.

W polityce taki gest jest czytelny. Domański otrzymał pełne poparcie szefa rządu.

Tyle że sejmowe głosowanie rozstrzyga o politycznym zaufaniu, a nie o kondycji finansów publicznych.

Można obronić ministra przed odwołaniem. Nie można jednak przegłosować deficytu, zmniejszyć długu parlamentarną większością ani sprawić, że odsetki od obligacji przestaną obciążać budżet.

I właśnie tutaj zaczyna się znacznie poważniejsza rozmowa.

Gospodarka rośnie. Dlaczego więc państwu brakuje pieniędzy?

Polska nie znajduje się w gospodarczej recesji. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego realny produkt krajowy brutto w drugim kwartale 2026 roku zwiększył się o 3,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.

To wynik świadczący o stosunkowo dobrej dynamice gospodarczej.

Jednocześnie wrześniowa inflacja wyniosła 4,1 proc. rok do roku. Oznacza to, że ceny nadal rosły, choć znacznie wolniej niż podczas wcześniejszego kryzysu inflacyjnego.

Rząd może więc wskazywać na rzeczywiste sukcesy gospodarcze. Problem pojawia się wtedy, gdy dobre wyniki całej gospodarki zaczynają być przedstawiane jako dowód równie dobrej sytuacji budżetu państwa.

A to dwie różne sprawy.

Produkt krajowy brutto pokazuje wartość dóbr i usług wytwarzanych w gospodarce. Budżet państwa opisuje natomiast dochody i wydatki centralnych instytucji publicznych.

Gospodarka może się rozwijać, przedsiębiorstwa mogą zwiększać produkcję, a pracownicy otrzymywać wyższe wynagrodzenia, podczas gdy państwo nadal wydaje znacznie więcej, niż uzyskuje.

I właśnie tak wygląda obecna sytuacja Polski.

172 miliardy złotych deficytu. Ale jest również dobra wiadomość

Według szacunkowego wykonania budżetu za okres od stycznia do września 2026 roku dochody państwa wyniosły 438,8 miliarda złotych, a wydatki 611 miliardów złotych.

Różnica to 172,2 miliarda złotych deficytu.

Oznacza to, że na każde 100 złotych dochodów budżetowych przypadało około 139 złotych wydatków.

Taki wynik może budzić niepokój, ale wymaga uczciwego porównania z poprzednim rokiem.

W analogicznym okresie 2025 roku deficyt wynosił 201,4 miliarda złotych. A zatem w ciągu roku zmniejszył się o 29,2 miliarda złotych, czyli około 14,5 proc.

Dochody budżetowe wzrosły z 415,6 do 438,8 miliarda złotych, natomiast wydatki zmniejszyły się z około 617 do 611 miliardów złotych.

To poprawa, której nie wolno pomijać.

Nie oznacza jednak automatycznie trwałego uzdrowienia finansów państwa. Wykonanie budżetu zależy również od harmonogramu wydatków, rozliczeń podatkowych i transferów związanych z wcześniejszymi zobowiązaniami, między innymi instrumentami finansowymi wykorzystywanymi w poprzednich latach.

Ponadto dziewięć miesięcy nie przesądza o wyniku całego roku.

Można więc powiedzieć, że sytuacja budżetowa w tym konkretnym porównaniu się poprawiła. Nie można jeszcze stwierdzić, że problem wysokiego deficytu został rozwiązany.

Budżet 2027. Państwo planuje wydać 140 złotych na każde 100 złotych dochodów

Jeszcze bardziej wymowny jest projekt budżetu na 2027 rok.

Rząd przewidział w nim 696,4 miliarda złotych dochodów oraz 977,6 miliarda złotych wydatków.

Planowany deficyt wynosi 281,2 miliarda złotych.

To kwota odpowiadająca mniej więcej 40 proc. planowanych dochodów budżetowych.

Innymi słowy, państwo planuje wydać około 140 złotych na każde 100 złotych, które zamierza uzyskać.

Oczywiście budżet państwa nie działa tak samo jak budżet gospodarstwa domowego. Państwo może emitować obligacje, refinansować wcześniejsze zobowiązania i prowadzić politykę fiskalną wspierającą rozwój gospodarczy.

Samo występowanie deficytu nie oznacza więc niewypłacalności.

Istotne jest jednak jego tempo, struktura i perspektywa ograniczenia.

Jeżeli wysoki deficyt utrzymuje się podczas wzrostu gospodarczego, powstaje pytanie, co wydarzy się wtedy, gdy gospodarka zacznie rozwijać się wolniej.

Czy rząd ograniczy inwestycje? Podniesie podatki? Zmniejszy część wydatków? A może będzie zaciągał kolejne zobowiązania?

Na te pytania obywatele powinni otrzymać odpowiedzi znacznie bardziej konkretne niż zapewnienia, że gospodarka ma się dobrze.

Dług państwa. Jeden problem, dwie metodologie

Debata o polskim zadłużeniu ma jeszcze jedną słabość. Politycy często posługują się różnymi definicjami długu, nie wyjaśniając tego odbiorcom.

Według prognoz przedstawionych w dokumentach budżetowych na koniec 2026 roku państwowy dług publiczny liczony według krajowej metodologii miał wynieść około 53,8 proc. PKB.

Tymczasem dług sektora instytucji rządowych i samorządowych według metodologii unijnej prognozowano na poziomie około 66,2 proc. PKB.

Różnica jest znacząca.

Nie oznacza jednak, że jedna z tych liczb jest nieprawdziwa.

Metodologia unijna obejmuje szerszy zakres instytucji i zobowiązań, w tym określone mechanizmy finansowania realizowane poza klasycznym budżetem państwa.

To szczególnie ważne w Polsce, gdzie w ostatnich latach część zadań publicznych finansowano za pośrednictwem funduszy i instytucji takich jak Bank Gospodarstwa Krajowego czy Polski Fundusz Rozwoju.

Dlatego do oceny całkowitego zadłużenia sektora publicznego warto wykorzystywać przede wszystkim dane unijne, zachowując jednocześnie rozróżnienie od krajowej definicji długu, stosowanej między innymi przy konstytucyjnych ograniczeniach zadłużenia.

Nie należy również mylić sumy kolejnych deficytów budżetu państwa z przyrostem całego długu publicznego.

To wielkości powiązane, ale nie identyczne.

Koszt długu. Pieniądze, których nie widać na nowych drogach

Jednym z najważniejszych, a zarazem najrzadziej omawianych problemów są koszty obsługi zadłużenia.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku obsługa długu Skarbu Państwa kosztowała około 55,2 miliarda złotych.

To średnio ponad 6 miliardów złotych miesięcznie.

Nie chodzi tutaj o spłatę całego zadłużenia, lecz przede wszystkim o koszt jego finansowania.

Państwo emituje obligacje, za które inwestorzy oczekują wynagrodzenia. Im większa skala zadłużenia oraz wyższe oprocentowanie, tym większe obciążenie dla finansów publicznych.

Oczywiście zadłużenie może służyć finansowaniu potrzebnych inwestycji. Jeżeli środki przeznaczone na infrastrukturę, energetykę czy nowoczesne technologie zwiększają przyszłą produktywność gospodarki, mogą przynosić korzyści przez wiele lat.

Inaczej należy oceniać dług zaciągany na finansowanie bieżących zobowiązań, które nie tworzą bezpośrednio nowych źródeł dochodów.

Dlatego nie wystarczy wiedzieć, ile państwo pożycza.

Trzeba również wiedzieć, na co przeznacza pożyczone pieniądze i jakie efekty gospodarcze mają przynieść.

W tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie do ministra Domańskiego: jaka część obecnego zadłużenia finansuje przyszły rozwój, a jaka służy utrzymaniu już istniejących zobowiązań?

Obrona narodowa, zdrowie i świadczenia. Wydatki nie biorą się znikąd

Rząd wskazuje na ogromne potrzeby finansowe państwa, zwłaszcza związane z bezpieczeństwem.

W planach na 2027 rok nakłady na obronność, obejmujące również odpowiedni fundusz, mają wynieść około 198,1 miliarda złotych.

Łączne nakłady na ochronę zdrowia zaplanowano na poziomie 274,1 miliarda złotych.

Na program Rodzina 800+ przewidziano około 60,8 miliarda złotych, a na trzynaste i czternaste emerytury około 32,1 miliarda złotych.

Są to środki pochodzące z różnych części systemu finansów publicznych, dlatego nie można ich po prostu sumować jako wydatków samego budżetu państwa.

Pokazują jednak skalę zobowiązań, które rząd musi uwzględniać.

Wydatki obronne są związane z sytuacją bezpieczeństwa w Europie. Ochrona zdrowia mierzy się z rosnącymi kosztami leczenia, wynagrodzeń i starzeniem się społeczeństwa. Świadczenia społeczne wynikają z obowiązujących ustaw i decyzji politycznych.

Problem polega na tym, że każde nowe zobowiązanie staje się częścią wieloletniego systemu finansowego.

Łatwo ogłosić program, trudniej wskazać jego stabilne źródło finansowania.

Dotyczy to wszystkich rządów, niezależnie od politycznych barw.

VAT rośnie wolniej niż gospodarka. Co dzieje się z dochodami?

Kolejny sygnał wymagający uwagi pochodzi z dochodów podatkowych.

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku wpływy z VAT wyniosły około 244,1 miliarda złotych. Oznaczało to wzrost o zaledwie 1,6 proc. rok do roku.

Jednocześnie łączne dochody podatkowe wzrosły o około 6,4 proc.

Dlaczego wpływy z podatku od towarów i usług zwiększają się tak wolno w gospodarce, która notuje stosunkowo szybki wzrost PKB?

Nie ma jednej oczywistej odpowiedzi.

Znaczenie mogą mieć zmiany struktury konsumpcji, import, zwroty podatku, terminy rozliczeń oraz stosowane stawki i preferencje podatkowe.

Nie można również automatycznie utożsamiać realnego wzrostu PKB z dynamiką wpływów z VAT.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jednak przy planowaniu budżetu na 2027 rok rząd zakłada dochody z tego podatku na poziomie około 363,7 miliarda złotych.

To oznacza, że prognoza podatkowa powinna zostać poddana szczególnie uważnej ocenie.

Jeżeli dochody okażą się niższe od zakładanych, rząd będzie musiał zareagować po stronie wydatków, finansowania deficytu albo innych dochodów.

Rada Fiskalna. Ważniejsza od politycznej awantury?

W cieniu sejmowego sporu znalazła się opinia Rady Fiskalnej dotycząca projektu budżetu na 2027 rok.

To instytucja, której oceny powinny być szczególnie istotne dla debaty o wiarygodności polityki finansowej.

Rada pozytywnie oceniła część założeń makroekonomicznych oraz zgodność projektu z określoną ścieżką wydatków netto.

Jednocześnie wskazywała na kwestie wymagające wyjaśnienia, w tym założenia dotyczące dochodów podatkowych, reguł wydatkowych i ryzyk fiskalnych.

Ministerstwo Finansów przedstawiło swoje stanowisko wobec tych uwag.

Nie oznacza to, że eksperci zakwestionowali cały projekt budżetu. Nie oznacza też, że wszystkie wątpliwości zostały definitywnie rozstrzygnięte.

Warto jednak zauważyć różnicę między dwiema debatami.

W Sejmie politycy spierają się o odpowiedzialność i stanowiska.

W dokumentach fiskalnych toczy się rozmowa o założeniach, prognozach, ryzyku i metodologii.

Dla przyszłości finansów państwa ta druga debata może mieć znacznie większe znaczenie.

Polska pod unijną kontrolą. Problem nie zaczął się wczoraj

Polska od lipca 2024 roku pozostaje objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

Jej podstawą był deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wynoszący 5,1 proc. PKB w 2023 roku.

Oznacza to, że problem nierównowagi finansów publicznych nie rozpoczął się wraz z budżetem na 2026 rok.

Jednocześnie odpowiedzialność obecnego rządu nie kończy się na wskazywaniu decyzji poprzedników.

Każdy kolejny budżet jest bowiem również wyborem aktualnie rządzących: które wydatki utrzymać, które zwiększyć, a które ograniczyć.

Rada Unii Europejskiej zaleciła Polsce zlikwidowanie nadmiernego deficytu do 2028 roku.

To istotny termin, ponieważ oznacza konieczność prowadzenia polityki ograniczającej nierównowagę finansów publicznych.

Komisja Europejska ma oceniać przestrzeganie ustalonej ścieżki wydatków. Sama procedura nie oznacza automatycznego nałożenia kary finansowej, ale stanowi mechanizm nadzoru nad polityką fiskalną państwa.

Dla polskiego rządu będzie to test wiarygodności deklaracji dotyczących stabilizacji finansów.

Tusk mówi o sukcesach. Opozycja o zadłużeniu. Kto ma rację?

W politycznej debacie obie strony wykorzystują argumenty, które mają rzeczywiste podstawy.

Donald Tusk może wskazywać na wzrost gospodarczy, poprawę części wskaźników makroekonomicznych i zwiększające się dochody budżetowe.

Prawo i Sprawiedliwość może zwracać uwagę na wysokie deficyty, tempo narastania zadłużenia i rosnące koszty jego finansowania.

Problem zaczyna się wtedy, gdy każda ze stron przedstawia tylko tę część obrazu, która pasuje do jej politycznej narracji.

Dobre tempo wzrostu PKB nie unieważnia problemu zadłużenia.

Wysoki deficyt nie oznacza automatycznie gospodarczej katastrofy.

Wzrost wpływów podatkowych nie dowodzi sam w sobie skuteczności wszystkich decyzji rządu.

Podobnie zwiększenie długu nie oznacza, że wszystkie finansowane nim wydatki są niepotrzebne.

Do rzetelnej oceny potrzebne jest jednoczesne spojrzenie na gospodarkę, budżet, zadłużenie, inwestycje i przyszłe zobowiązania.

Jest jeszcze jeden element.

Opozycja krytykująca deficyt powinna przedstawić wiarygodną alternatywę. Nie wystarczy wskazać wielkości zadłużenia. Trzeba również powiedzieć, jakie wydatki należałoby ograniczyć albo skąd pozyskać dodatkowe dochody.

To samo dotyczy rządu. Zapewnienie, że gospodarka dobrze się rozwija, nie zastępuje konkretnego planu zmniejszania deficytu.

Co z tego ma mieszkaniec Trzebnicy, Obornik Śląskich czy Prusic?

Debata o setkach miliardów złotych może sprawiać wrażenie odległej od codziennych problemów mieszkańców.

Tymczasem decyzje dotyczące finansów państwa mają znaczenie również na poziomie lokalnym.

Samorządy realizują zadania związane z edukacją, transportem, infrastrukturą, gospodarką komunalną i pomocą społeczną.

Powiaty odpowiadają za określone zadania publiczne, a część z nich jest również związana z funkcjonowaniem szpitali.

Jeżeli koszty realizacji tych zadań rosną szybciej niż dostępne dochody, pojawia się konieczność szukania dodatkowego finansowania, ograniczania inwestycji albo zmiany zakresu usług.

Nie oznacza to jednak, że każdy problem finansowy gminy czy szpitala jest bezpośrednim skutkiem deficytu budżetu państwa.

Lokalne zadłużenie może wynikać również z własnych decyzji inwestycyjnych, struktury dochodów, kosztów działalności i jakości zarządzania.

Warto natomiast zadać pytanie, czy państwo przekazuje samorządom środki odpowiadające rzeczywistym kosztom powierzonych im obowiązków.

W przypadku powiatu trzebnickiego szczególnie ważne byłoby zestawienie sytuacji finansowej powiatu i szpitala z wysokością transferów publicznych oraz kosztami wykonywania zadań.

Dopiero wtedy można uczciwie pokazać, w jaki sposób polityka finansowa państwa wpływa na lokalne instytucje.

A co, jeśli gospodarka zwolni?

Projekt budżetu na 2027 rok opiera się na założeniu realnego wzrostu PKB o 3 proc. i średniorocznej inflacji wynoszącej 2,8 proc.

To prognozy, a nie gwarancje.

Jeżeli gospodarka będzie rozwijać się wolniej, mogą zmniejszyć się wpływy podatkowe względem planu. Jeżeli wzrosną koszty finansowania długu, większa część środków publicznych zostanie przeznaczona na jego obsługę.

Nie każdy taki scenariusz musi prowadzić do kryzysu.

Jednak wysoki deficyt ogranicza przestrzeń do reagowania na nieprzewidziane wydarzenia.

W czasie dobrej koniunktury państwo powinno mieć możliwość odbudowywania bezpieczeństwa finansowego, aby w trudniejszych latach nie być zmuszonym do gwałtownych decyzji.

Dlatego najważniejszym testem dla obecnego rządu nie jest wyłącznie osiągnięcie zaplanowanego wzrostu gospodarczego.

Jest nim również zdolność do ograniczenia nierównowagi finansów publicznych bez niszczenia potencjału rozwojowego kraju.

Domański otrzymał polityczny kredyt zaufania. Czy finanse państwa otrzymają plan naprawczy?

Obrona Andrzeja Domańskiego przez Donalda Tuska jest czymś więcej niż gestem lojalności wobec ministra.

To potwierdzenie kierunku polityki gospodarczej obecnego gabinetu.

Premier bierze tym samym polityczną odpowiedzialność za jej rezultaty.

Warto jednak oddzielić ocenę ministra od oceny całego systemu finansów publicznych.

Domański nie stworzył wszystkich obecnych zobowiązań państwa. Nie odpowiada samodzielnie za każdą decyzję wydatkową rządu. Nie kontroluje również wszystkich czynników wpływających na gospodarkę.

Odpowiada jednak za przygotowanie i realizację polityki budżetowej, przedstawianie prognoz oraz informowanie opinii publicznej o zagrożeniach.

Dlatego zamiast ograniczać debatę do pytania, czy minister powinien zostać odwołany, należałoby oczekiwać odpowiedzi na znacznie ważniejsze kwestie.

Kiedy deficyt zacznie trwale maleć? Jak będzie zmieniać się relacja długu do PKB? Ile kosztować będzie obsługa zadłużenia w kolejnych latach? Które wydatki przynoszą gospodarce wymierne korzyści, a które tworzą trwałe obciążenia bez odpowiadających im dochodów?

I wreszcie: czy rząd posiada wiarygodny scenariusz działania na wypadek spowolnienia gospodarczego?

Bez takich odpowiedzi zapewnienia o stabilności finansów państwa pozostaną przede wszystkim deklaracjami politycznymi.

Kto ostatecznie zapłaci rachunek?

Wysoki dług publiczny nie oznacza, że jego całość będzie musiała zostać jednorazowo spłacona przez przyszłe pokolenia.

Państwa regularnie refinansują swoje zobowiązania, a wraz ze wzrostem gospodarki zmienia się relacja zadłużenia do PKB.

Nie zmienia to jednak faktu, że dług ma swoją cenę.

Koszty jego obsługi finansowane są z publicznych środków. Zwiększają konkurencję między różnymi potrzebami państwa i mogą ograniczać możliwości finansowania nowych przedsięwzięć.

Jeżeli zadłużenie finansuje inwestycje zwiększające przyszłe dochody i produktywność, jego ekonomiczna ocena może być korzystna.

Jeżeli natomiast służy przede wszystkim utrzymywaniu wydatków, na które nie zapewniono trwałego finansowania, problem zostaje przesunięty w przyszłość.

I właśnie tego rozróżnienia najbardziej brakuje w obecnej debacie.

Polska gospodarka nie znajduje się w katastrofie. Ale dobre wyniki gospodarcze nie oznaczają, że finanse publiczne są wolne od poważnych zagrożeń.

Tusk może obronić Domańskiego przed sejmową większością przeciwników. Domański może przekonywać o sukcesach gospodarczych. Opozycja może wskazywać na kolejne miliardy długu.

Żaden z tych politycznych gestów nie zastąpi jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak długo państwo może utrzymywać tak wysoką różnicę między dochodami a wydatkami, nie ograniczając własnych możliwości działania w przyszłości?

Bo ostatecznie rachunku nie płaci ani premier ze swojej kieszeni, ani minister z własnego wynagrodzenia.

Płacony jest z pieniędzy publicznych – dzisiaj i w kolejnych latach.

A najważniejsza odpowiedzialność polityczna polega nie na tym, by umieć obronić ministra, lecz na tym, by umieć obronić stabilność finansową państwa.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *