Wymagamy wiedzy, cierpliwości, sprawiedliwości, umiejętności wychowawczych i indywidualnego podejścia do każdego dziecka. Oczekujemy, że nauczyciel dostrzeże problemy psychiczne ucznia, rozwiąże konflikt w klasie, utrzyma dyscyplinę i jeszcze zainteresuje młodego człowieka nauką. A kiedy pada pytanie, kto sam chciałby wykonywać ten zawód, entuzjazm wyraźnie słabnie. Najnowszy raport Centrum Edukacji Obywatelskiej pokazuje, że polska szkoła znalazła się pomiędzy ogromnymi oczekiwaniami społecznymi a coraz trudniejszą rzeczywistością zawodową. Problem dotyczy nie tylko nauczycieli. Dotyczy nas wszystkich.
Zawód trudny, ale czy rzeczywiście szanowany?
14 października, w Dniu Edukacji Narodowej, Centrum Edukacji Obywatelskiej opublikowało raport „Szkoła do życia. O nauczycielach”. Wyniki badania przeprowadzonego przez Minds & Roses w marcu 2026 roku pozwalają przyjrzeć się temu, jak Polacy oceniają pracę pedagogów, czego od nich oczekują i jak wyglądają relacje pomiędzy szkołą a społeczeństwem.
W badaniu uczestniczyło 1000 osób w wieku od 18 do 65 lat. W analizach uwzględniono również odpowiedzi 596 rodziców dzieci w wieku szkolnym, pochodzące z próby głównej i dodatkowej próby celowej.
60 proc. badanych uważa zawód nauczyciela za bardzo trudny. Wśród osób z wyższym wykształceniem taką opinię wyraża 72 proc., natomiast wśród respondentów z wykształceniem zasadniczym zawodowym – 46 proc.
Różnice występują także między pokoleniami. W grupie wiekowej 54–65 lat trudność zawodu podkreśla 70 proc. ankietowanych, a wśród osób w wieku 26–34 lat – 50 proc.
63 proc. respondentów dostrzega szczególne wyzwanie związane z pracą z uczniami o zróżnicowanych potrzebach.
Wnioski są interesujące. Znaczna część społeczeństwa rozumie, że praca nauczyciela jest wymagająca. Ale świadomość trudności nie musi oznaczać ani zaufania do pedagogów, ani uznania dla ich codziennej pracy.
Można przecież uważać, że ktoś wykonuje trudny zawód, a jednocześnie bardzo krytycznie oceniać sposób, w jaki to robi.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się najważniejsza część naszej opowieści.
Chcemy nauczyciela idealnego. Najlepiej od wszystkiego
W badaniu CEO rodzice oceniali znaczenie trzynastu kompetencji dobrego nauczyciela. Każdą z nich za ważną uznało co najmniej 78 proc. respondentów z tej grupy.
87 proc. wskazywało na znaczenie interesującego przekazywania wiedzy. Taki sam odsetek podkreślał sprawiedliwe traktowanie uczniów i umiejętność rozpoznawania potrzeby dodatkowego wsparcia.
85 proc. uznawało za ważne wiedzę przedmiotową, a także umiejętność angażowania i motywowania uczniów. 84 proc. oczekiwało dobrej współpracy z rodzicami, a 83 proc. – skutecznego utrzymywania dyscypliny.
Nawet wykorzystywanie nowoczesnych technologii znalazło uznanie 78 proc. badanych rodziców.
Trudno zakwestionować którekolwiek z tych oczekiwań. Dziecko powinno być traktowane sprawiedliwie. Nauczyciel musi znać swój przedmiot. Powinien potrafić zainteresować uczniów i reagować na ich potrzeby.
Ale co dzieje się wtedy, gdy wszystkie te wymagania trzeba spełniać jednocześnie?
Nauczyciel ma przekazywać wiedzę, wychowywać, wspierać emocjonalnie, mediować, diagnozować trudności edukacyjne, współpracować z rodzicami, prowadzić dokumentację i realizować program nauczania.
W praktyce oczekujemy więc połączenia kompetencji pedagoga, wychowawcy, mediatora, organizatora i specjalisty od nowoczesnej komunikacji.
Warto przy tym rozróżnić dwie rzeczy. Nauczyciel powinien rozpoznawać sygnały problemów ucznia i odpowiednio reagować, ale nie zastępuje psychologa, psychiatry ani innych specjalistów.
Gdzie kończy się odpowiedzialność nauczyciela, a zaczyna odpowiedzialność całego systemu?
To pytanie, na które w debacie o edukacji wciąż brakuje satysfakcjonującej odpowiedzi.
Pamiętamy dobrych nauczycieli. Rzadko im o tym mówimy
Raport przynosi również wynik, który na chwilę pozwala oderwać się od sporów o zarobki, programy nauczania i szkolną dyscyplinę.
Aż 75 proc. Polaków deklaruje, że spotkało w swoim życiu nauczyciela, który wywarł na nich pozytywny wpływ.
To niezwykle ważna informacja.
Wiele lat po opuszczeniu szkolnej ławki pamiętamy ludzi, którzy potrafili nas zainteresować światem, zauważyć talent, dodać odwagi albo po prostu potraktować poważnie.
Niekiedy jedno zdanie nauczyciela pozostaje z człowiekiem na całe życie.
Jednocześnie tylko 23 proc. badanych przyznało, że powiedziało kiedyś swojemu nauczycielowi, jak ważną odegrał rolę.
Potrafimy więc przez dziesięciolecia pamiętać dobrego pedagoga, ale znacznie rzadziej okazujemy mu wdzięczność bezpośrednio.
Co ciekawe, 32 proc. ankietowanych deklarowało krytykowanie nauczyciela w rozmowach z innymi osobami, a 22 proc. wyrażało krytykę bezpośrednio wobec pedagoga.
Nie oznacza to, że krytyka była nieuzasadniona. Pokazuje jednak, jak wiele zależy od jakości komunikacji.
Czy łatwiej nam opowiadać znajomym o złym nauczycielu niż powiedzieć dobremu, że zrobił coś ważnego?
A może po prostu w naszej kulturze szkolnej pochwała wciąż jest traktowana jako coś wyjątkowego, podczas gdy krytyka stała się codziennością?
Ilu z nas chciałoby stanąć po drugiej stronie biurka?
Wśród wyników raportu szczególną uwagę zwraca stosunek Polaków do ewentualnego wyboru zawodu nauczyciela.
Zaledwie 16 proc. badanych rozważyłoby taką pracę.
Przy założeniu, że mogliby zarabiać tyle samo, ile obecnie, odsetek wzrasta do 19 proc.
To niewielka zmiana.
Nie jest to dowód, że wynagrodzenia nie mają znaczenia. Badanie dotyczy deklaracji osób o różnych zawodach, predyspozycjach i sytuacji życiowej, a nie rzeczywistych decyzji kandydatów do pracy w oświacie.
Wskazuje jednak, że pieniądze nie wyjaśniają wszystkiego.
W grę mogą wchodzić odpowiedzialność za dzieci, obciążenie psychiczne, kontakty z rodzicami, ograniczona swoboda organizacyjna czy przekonanie o niewystarczającym społecznym uznaniu.
To prowadzi do niewygodnej refleksji.
Jako społeczeństwo potrafimy dokładnie opisać, jak powinien pracować dobry nauczyciel. Znacznie trudniej przekonać nas samych, żebyśmy chcieli nim zostać.
Szkoła to nie tylko lekcje. To również relacje, konflikty i odpowiedzialność
Międzynarodowe badanie TALIS 2024 pozwala spojrzeć na sprawę z perspektywy nauczycieli.
Aż 92 proc. polskich pedagogów uczących w klasach V–VIII deklarowało, że lubi pracę w swojej szkole. 88 proc. było ogólnie zadowolonych z pracy.
Jednocześnie tylko 20 proc. wyrażało zadowolenie z wynagrodzenia, a 30 proc. przyznało, że gdyby ponownie podejmowało decyzję zawodową, nie wybrałoby nauczycielstwa.
To nie jest obraz środowiska, które powszechnie nie lubi swojej pracy.
To raczej obraz ludzi, którzy często dostrzegają sens wykonywanego zawodu, ale niekoniecznie akceptują wszystkie warunki jego wykonywania.
Do tego dochodzi obciążenie psychiczne.
Według TALIS 2024 znaczny lub duży stres związany z odpowiedzialnością za osiągnięcia uczniów odczuwało 46 proc. nauczycieli. Problemy zgłaszane przez rodziców były źródłem takiego stresu dla 44 proc., podobnie jak nadmiar zadań administracyjnych.
42 proc. odczuwało znaczną presję wynikającą z odpowiedzialności za dobrostan społeczny i emocjonalny uczniów.
W czerwcu 2026 roku poznaliśmy wyniki kolejnego badania, przygotowanego przez zespół Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wśród blisko 1800 uczestników ponad połowa zgłaszała długotrwały stres i towarzyszące mu dolegliwości, takie jak bezsenność, wyczerpanie czy przewlekłe bóle.
Oczywiście badania te mają odmienne metodologie. Nie wolno ich wyników dodawać ani traktować jako jednego pomiaru.
Ale trudno zignorować zjawisko, na które wskazują.
Nauczyciel ma troszczyć się o dobrostan ucznia, podczas gdy jego własny dobrostan coraz częściej wymaga wsparcia.
Kto powinien je zapewnić?
Dyrektor szkoły? Organ prowadzący? Ministerstwo? A może każdy z tych podmiotów, ale w granicach swoich kompetencji?
Rodzic ma prawo wymagać. Nauczyciel ma prawo stawiać granice
W dyskusji o nauczycielach bardzo łatwo popaść w jedną z dwóch skrajności.
Pierwsza polega na idealizowaniu pedagogów. Zakłada, że skoro wykonują ważny społecznie zawód, powinni być chronieni przed krytyką.
Druga sprowadza szkołę do usługi, której odbiorcą jest rodzic, a nauczyciel ma spełniać wszystkie jego oczekiwania.
Oba podejścia są błędne.
Rodzic ma prawo oczekiwać, że jego dziecko będzie bezpieczne, właściwie traktowane i rzetelnie nauczane. Ma prawo zgłaszać zastrzeżenia, domagać się wyjaśnień i krytykować nieprawidłowości.
Nauczyciel ma natomiast prawo do profesjonalnego szacunku, jasno określonych obowiązków i warunków pozwalających wykonywać pracę bez ciągłej presji.
Nie można wymagać, aby był dostępny o każdej porze, natychmiast rozwiązywał każdy problem rodzinny albo ponosił odpowiedzialność za wszystkie trudności wychowawcze ucznia.
Ale nie można również zasłaniać się trudnymi warunkami pracy, gdy dochodzi do lekceważenia dziecka, niesprawiedliwego oceniania czy unikania kontaktu z rodzicami.
Raport CEO pokazuje, jak trudne są te relacje.
58 proc. respondentów uważa, że rodzice często krytykują nauczycieli. Zaledwie 21 proc. jest zdania, że rodzice dostatecznie często ich doceniają.
To oceny zachowań społecznych, a nie pomiar rzeczywistej liczby skarg czy pochwał.
Mimo to wskazują na atmosferę, w której relacje między szkołą a domem mogą coraz bardziej przypominać wzajemną kontrolę zamiast współpracy.
Szkoła nie jest jednak przedsiębiorstwem, w którym zadowolenie klienta stanowi jedyną miarę jakości.
Jej zadaniem jest także stawianie wymagań, uczenie odpowiedzialności i przygotowywanie młodego człowieka do sytuacji, w których nie zawsze otrzyma to, czego oczekuje.
Nauczyciel odpowiada za edukację. Ale kto odpowiada za nauczyciela?
Tu dochodzimy do kolejnej sprzeczności.
Z jednej strony wymagamy coraz lepszego przygotowania nauczycieli do wykonywania zawodu. Z drugiej – wielu pedagogów nie ma poczucia, że ich doświadczenie jest wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji dotyczących systemu edukacji.
Według TALIS 2024 zaledwie 15 proc. polskich nauczycieli uważało, że decydenci cenią ich opinie.
Jeszcze mniej, bo 9 proc., zgadzało się ze stwierdzeniem, że nauczyciele mają wpływ na politykę edukacyjną.
Jednocześnie aż 95 proc. deklarowało znaczną lub pełną autonomię w planowaniu i przygotowywaniu lekcji oraz wyborze metod nauczania.
Ten kontrast jest wymowny.
Nauczyciele mają dużą swobodę w codziennej organizacji własnych zajęć, ale znacznie mniejsze poczucie wpływu na kierunek zmian całego systemu.
Państwo ustala zasady. Samorząd finansuje i organizuje znaczną część funkcjonowania szkół. Dyrektor zarządza placówką. Rodzice formułują oczekiwania.
A nauczyciel ma sprawić, żeby wszystkie te elementy zadziałały w klasie.
Nie zawsze jest to możliwe.
Najlepiej pokazuje to kwestia przygotowania do pracy z uczniami o zróżnicowanych potrzebach.
W TALIS 2024 jedynie 53 proc. nauczycieli stwierdziło, że ich kształcenie zawodowe dobrze przygotowało ich do zarządzania zachowaniem uczniów.
Z drugiej strony 84 proc. uczestniczyło w ciągu roku poprzedzającego badanie w doskonaleniu zawodowym dotyczącym pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
Nie jest więc tak, że nauczyciele pozostają obojętni wobec nowych wyzwań.
Pytanie brzmi, czy system dostatecznie pomaga im wykorzystywać zdobywane kompetencje.
Problem przyszłości: kto będzie uczył nasze dzieci?
Raport CEO dotyczy przede wszystkim społecznego postrzegania nauczycieli, ale jego wyniki trzeba rozpatrywać również w kontekście sytuacji kadrowej.
W badaniu TALIS 2024 średni wiek nauczyciela klas V–VIII w Polsce wynosił 48 lat.
45 proc. pedagogów miało co najmniej 50 lat, natomiast zaledwie 4 proc. nie ukończyło trzydziestego roku życia.
To jeden z najbardziej niepokojących sygnałów dotyczących przyszłości zawodu.
Doświadczenie starszej kadry jest ogromną wartością. Problem pojawia się wtedy, gdy nie ma wystarczającej liczby młodych osób gotowych stopniowo ją zastępować.
Dane Ministerstwa Edukacji Narodowej pokazują dodatkowo, że 29 lipca 2026 roku w bazach kuratoriów figurowało 15 729 ofert pracy odpowiadających 10 895 wolnym etatom nauczycielskim.
Nie oznacza to automatycznie, że każda oferta dotyczyła pełnego etatu albo że wszystkie te stanowiska pozostawały nieobsadzone po rozpoczęciu roku szkolnego. Pokazuje jednak skalę potrzeb rekrutacyjnych zgłaszanych przez placówki.
Polska szkoła stoi więc przed pytaniem, które wykracza poza dzisiejsze spory o program nauczania czy podwyżki.
Jak sprawić, żeby młodzi ludzie chcieli zostać nauczycielami?
Samo przekonywanie, że jest to piękny i potrzebny zawód, może nie wystarczyć.
A jak wygląda sytuacja w powiecie trzebnickim?
Ogólnopolskie wyniki powinny stać się początkiem lokalnej debaty.
W powiecie trzebnickim funkcjonują szkoły prowadzone przez gminy oraz placówki, za które odpowiada samorząd powiatowy. Ich sytuacja może być bardzo zróżnicowana.
Inne wyzwania ma niewielka szkoła wiejska, inne duża placówka podstawowa, a jeszcze inne szkoła ponadpodstawowa.
Dlatego Radio DTR chce postawić pytania przedstawicielom samorządów Trzebnicy, Obornik Śląskich, Wiszni Małej, Zawoni, Żmigrodu i Prusic, a także władzom powiatu trzebnickiego.
Ilu nauczycieli brakuje w naszych szkołach? Których przedmiotów dotyczą wakaty? Jak wygląda dostępność psychologów i pedagogów specjalnych? Ilu nauczycieli pracuje w kilku placówkach? Jakie działania samorządy podejmują, aby zatrzymać doświadczonych pedagogów i zachęcić młodych do pracy?
Chcemy również zapytać, czy dyrektorzy i nauczyciele otrzymują rzeczywiste wsparcie w rozwiązywaniu konfliktów z rodzicami oraz problemów wychowawczych.
Nie zakładamy z góry, że sytuacja w lokalnych szkołach jest zła. Nie mamy też podstaw, aby twierdzić, że wszystko funkcjonuje prawidłowo.
Odpowiedź powinny przynieść konkretne dane i rozmowy z osobami, których ten problem dotyczy.
Nowa umowa społeczna. Tylko kto ma ją podpisać?
Autorzy raportu Centrum Edukacji Obywatelskiej proponują stworzenie nowej umowy społecznej z nauczycielami.
Chodzi o trwałe porozumienie dotyczące oczekiwań wobec pedagogów, zakresu ich odpowiedzialności oraz warunków, jakie powinno im zapewnić państwo i społeczeństwo.
To interesująca propozycja.
Ale każda umowa wymaga zobowiązań wszystkich stron.
Nauczyciele muszą odpowiadać za jakość pracy, rozwijać umiejętności i traktować uczniów z szacunkiem.
Rodzice powinni współpracować ze szkołą, nie rezygnując z prawa do krytyki i kontroli.
Dyrektorzy muszą zapewniać sprawiedliwą organizację pracy, reagować na konflikty i wspierać kadrę.
Samorządy powinny rzetelnie wykonywać swoje zadania związane z prowadzeniem szkół, a państwo tworzyć stabilne przepisy i warunki finansowania systemu edukacji.
Nie da się bowiem zbudować dobrej szkoły, przenosząc odpowiedzialność wyłącznie na jedną grupę zawodową.
Zwłaszcza że w centrum całego systemu pozostaje uczeń.
To jego rozwój, bezpieczeństwo i przyszłość powinny być najważniejszym kryterium oceny skuteczności edukacji.
Pytania do nauczycieli, rodziców i mieszkańców
Radio DTR zaprasza do rozmowy o tym, jak rzeczywiście funkcjonują nasze szkoły.
Nauczycieli pytamy: czego najbardziej potrzebujecie, aby dobrze wykonywać swoją pracę? Czy większym problemem są wynagrodzenia, biurokracja, zachowanie uczniów, kontakty z rodzicami czy brak wpływu na decyzje?
Rodziców pytamy: czego oczekujecie od nauczycieli? Czy szkoła odpowiada na potrzeby Waszych dzieci? Czy macie możliwość spokojnego rozwiązywania konfliktów i otrzymywania wyjaśnień?
Uczniów pytamy: jaki powinien być dobry nauczyciel? Co sprawia, że chcecie się uczyć, a co powoduje, że tracicie motywację? Czy czujecie, że Wasze zdanie jest traktowane poważnie?
Samorządowców pytamy: czy znacie rzeczywiste potrzeby nauczycieli pracujących w prowadzonych przez Was szkołach? Jakie działania podjęliście w odpowiedzi na te potrzeby?
Nie chodzi o szukanie winnych. Chodzi o ustalenie, gdzie rzeczywiście znajdują się problemy i kto ma możliwość ich rozwiązania.
Szacunek nie zastąpi dobrych warunków. A dobre warunki nie zastąpią odpowiedzialności
Wyniki raportu Centrum Edukacji Obywatelskiej nie są ani aktem oskarżenia wobec rodziców, ani świadectwem bezradności nauczycieli.
Pokazują, że oczekiwania wobec szkoły są ogromne, a społeczne relacje wokół edukacji wymagają przemyślenia.
Możemy oczywiście nadal prowadzić dobrze znane spory: czy nauczyciele zarabiają za mało, czy mają za dużo wolnego, czy rodzice są roszczeniowi, a uczniowie mniej zdyscyplinowani niż dawniej.
Tyle że takie dyskusje często kończą się wzajemnym przerzucaniem odpowiedzialności.
Tymczasem problem jest poważniejszy.
Jeśli chcemy, żeby w polskich szkołach pracowali dobrze przygotowani, zaangażowani i odpowiedzialni nauczyciele, musimy zapewnić im warunki pozwalające realizować te oczekiwania.
A jeżeli domagamy się wysokiej jakości nauczania, musimy również stworzyć mechanizmy jej rzetelnej oceny.
Nie wystarczy szanować nauczyciela za to, że jest nauczycielem. Nie wystarczy także wymagać od niego wszystkiego, nie zastanawiając się, czy ma możliwości sprostania tym wymaganiom.
Bo pozostaje pytanie, którego nie rozwiąże żadna kampania społeczna:
Skoro tak dobrze wiemy, jak powinien wyglądać idealny nauczyciel, dlaczego tak niewielu z nas chciałoby zająć jego miejsce?
A może jeszcze ważniejsze jest inne pytanie:
Czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi wziąć odpowiedzialność za szkołę, której tak wiele wymagamy? Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy






