Zanim w Obornikach Śląskich ktoś z rozmachem narysuje na mapie „nową strefę”, policzy parkomaty, a potem – jak mantrę – powtórzy, że „abonamenty same wszystko pokryją”, warto zrobić jedną, podstawową rzecz: przeczytać wyroki sądów. Najlepiej te, które już rozjechały podobne pomysły w innych miastach. Bo prawo nie jest plasteliną. Nie da się go ugniatać pod doraźną narrację finansową.
Wyrok, który powinien wisieć w sali sesyjnej
W wyroku Naczelny Sąd Administracyjny z 17 września 2025 r. (II GSK 1007/22) sąd nie zostawił suchej nitki na samorządowej kreatywności w sprawie stref płatnego parkowania i abonamentów.
Sedno? Rada nie może różnicować praw mieszkańców według uznaniowych kryteriów, które nie mają oparcia w ustawie.
„Różnicowanie uprawnień do abonamentów parkingowych ze względu na tytuł prawny do pojazdu narusza zasadę równości wobec prawa” – wskazał NSA, utrzymując w mocy wyrok WSA.
To nie jest opinia publicysty. To orzeczenie, które działa ex tunc – czyli od początku, jakby wadliwych przepisów nigdy nie było.
Łódź: instrukcja obsługi porażki
Sprawa dotyczyła uchwały Rada Miejska w Łodzi – nr XLI/1273/21. Mechanizm był prosty i bardzo znajomy:
wyznaczono strefę,
wprowadzono abonamenty,
zaczęto różnicować uprawnienia mieszkańców (w zależności od statusu pojazdu),
dorobiono do tego uzasadnienie „porządkowe” i „finansowe”.
Sądy administracyjne powiedziały jasno: nie tędy droga.
Ustawa o drogach publicznych nie daje radom miast prawa do dowolnego konstruowania ulg i abonamentów, jeśli naruszają one zasadę równości (art. 32 Konstytucji RP).
„Organ stanowiący gminy nie może w drodze uchwały kreować dodatkowych, nieprzewidzianych ustawą kryteriów różnicujących sytuację adresatów norm” – to już linia orzecznicza, nie jednostkowy wybryk.
Abonamenty nie są magicznym workiem z pieniędzmi
W Obornikach coraz częściej słychać argument: „abonamenty pokryją koszty strefy”.
Brzmi ładnie. Problem w tym, że prawo nie zna pojęcia „bilansowania się pomysłu burmistrza”.
Strefa płatnego parkowania:
nie jest przedsięwzięciem biznesowym,
nie służy łatania budżetu,
nie może być uzasadniana rachunkiem zysków i strat.
Jej sens – zgodnie z ustawą – to organizacja ruchu i rotacja miejsc parkingowych, a nie kreatywna księgowość samorządowa. Jeżeli motywem wprowadzenia strefy jest „bo się opłaci”, to już na starcie mamy problem prawny, nie techniczny.
Rada nie jest maszynką do głosowania
Najgroźniejsze w całej tej historii nie są parkomaty. Najgroźniejsze jest bezrefleksyjne podnoszenie rąk.
Radny:
nie głosuje „bo burmistrz prosi”,
nie głosuje „bo inne miasta mają”,
nie głosuje „bo ekspertyza zamówiona przez urząd tak mówi”.
Radny odpowiada osobiście za uchwałę. Politycznie – przed mieszkańcami. Prawnie – przed organem nadzoru i sądem.
Wyrok NSA z 17.09.2025 r. to żółta kartka dla wszystkich rad, które mylą władzę uchwałodawczą z wolną amerykanką.
Abonament? Bez gwarancji, bez bilansu i z problemem na starcie
Burmistrz sam przyznaje, że abonament parkingowy nie był pierwotnie elementem projektu i od początku budził jego wątpliwości.
„W projekcie pierwotnym ja w ogóle nie wrzucałem tematu stałych abonamentów. Nie do końca byłem przekonany do tego, żeby te abonamenty robić.”
Decyzja o ich wprowadzeniu nie wynikała więc z gotowej koncepcji systemowej, lecz z wniosku politycznego, który – jak wynika z nagrania – dopiero uruchomił dyskusję o szczegółach.
„Wpłynął do mnie wniosek od radnych z mojego klubu. To wymaga uściśnienia, bo to nie jest sytuacja, że po prostu będzie abonament.”
Kluczowy problem, który burmistrz artykułuje wprost, dotyczy braku gwarancji miejsca – a więc podstawowej cechy, jakiej mieszkańcy intuicyjnie oczekują od abonamentu.
„Jak nie będzie gwarancji miejsca, to mieszkańcy będą mieli do nas pretensje, że wykupili abonament, a nigdy się nie mogą załapać.”
To nie jest drobna wątpliwość techniczna. To fundamentalny konflikt między nazwą a treścią abonamentu – opłata stała bez prawa do miejsca, bez rezerwacji, bez pewności.
Burmistrz jednocześnie podkreśla, że abonament nie może być powszechny i musi być ograniczany kryteriami, które dopiero miałyby zostać ustalone.
„To nie jest sytuacja, że abonament będzie dla wszystkich. Trzeba określić: dla kogo, na jakich zasadach.”
W tym miejscu pojawia się kolejna bariera – ryzyko nadmiaru abonamentów, które mogą faktycznie zablokować rotację miejsc.
„Może być taka sytuacja, że będzie taka ilość abonamentów, że osoby, które przyjadą, nie znajdą miejsca.”
Co istotne, burmistrz jednoznacznie odcina abonament od narracji finansowej. Wbrew pojawiającym się publicznie sugestiom, nie przedstawia go jako narzędzia bilansowania systemu.
„Nie ma takiej opcji, żeby gmina na tym zarabiała. Raczej będziemy do tego dokładać, bo system się nie zbilansuje.”
Ta wypowiedź podważa kluczowy argument używany w debacie publicznej: abonament nie jest remedium na koszty strefy, lecz elementem, który sam generuje ryzyka – prawne, społeczne i organizacyjne.
W konsekwencji burmistrz decyduje się wycofać projekt uchwały, przyznając, że temat abonamentów nie jest domknięty.
„Dlatego tę uchwałę jutro wycofam. Ten temat wymaga jeszcze przegadania, żebyśmy jakiejś gafy nie popełnili.”
Wniosek? Prosty i brutalny
Zanim radni Obornik Śląskich sfinansują kolejny „genialny” pomysł burmistrza:
niech przeczytają wyroki,
niech sprawdzą podstawę ustawową,
niech zapytają, co się stanie po skardze mieszkańca,
niech przestaną wierzyć w bajki o samofinansujących się strefach.
Bo sądy już te bajki czytały. I odrzuciły je bez sentymentu.
Autor: Rafał Chwaliński
Źródło informacji:
Wyrok NSA z 17.09.2025 r.
uchwały Rada Miejska w Łodzi – nr XLI/1273/21
Nagranie z komisji Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich z dnia 17 grudnia 2025






