Zapłacone, ale tajne. Dlaczego Starostwo w Trzebnicy ukrywa przemówienia?
Zapłacone z publicznych pieniędzy.
Rozliczone fakturami.
Z przeniesieniem praw autorskich na urząd.
A jednak – niedostępne dla obywatela.
Starostwo Powiatowe w Trzebnicy odmawia udostępnienia treści przemówień zamawianych dla starosty na podstawie umów o dzieło. Odpowiedź urzędu jest obszerna, pełna cytatów z orzecznictwa. Problem w tym, że nie dotyczy ona tego, o co faktycznie zapytano.
I to jest sedno sprawy.
O co naprawdę zapytała redakcja?
Wniosek był precyzyjny.
Nie dotyczył notatek, maili ani „roboczych przemyśleń”.
Dotyczył konkretnych treści przemówień i mów okolicznościowych:
zamówionych przez Starostwo,
opłaconych z budżetu,
z przeniesieniem autorskich praw majątkowych na urząd.
Wskazano nawet konkretne rachunki i daty umów z lat 2022–2023.
To nie było pytanie „jak powstawało”.
To było pytanie: co kupiono za publiczne pieniądze.
Dlaczego odpowiedź urzędu rozmija się z wnioskiem?
Starostwo przez kilka stron wyjaśnia, że:
„projekty mów i dokumentów nie stanowią informacji publicznej”.
Tyle że redakcja nie wnioskowała o projekty w sensie roboczym.
Wnioskowała o rezultaty umów o dzieło, które zostały:
przyjęte,
opłacone,
i wykorzystane w działalności publicznej.
To zasadnicza różnica, której urząd w ogóle nie analizuje.
Zamiast tego zmienia temat.
Czy opłacone dzieło może być „dokumentem wewnętrznym”?
To kluczowe pytanie.
„Dokument wewnętrzny” w orzecznictwie sądów to:
notatka służbowa,
roboczy mail,
materiał pomocniczy w procesie decyzyjnym.
Nie jest nim natomiast:
produkt zamówiony, opłacony i nabyty przez organ władzy publicznej, przeznaczony do publicznego wykorzystania.
Nie da się jednocześnie twierdzić, że:
coś było na tyle oficjalne, by zapłacić za to z budżetu,
ale na tyle „wewnętrzne”, by to ukryć.
To się nie spina. Ani logicznie, ani prawnie.
„Wystąpienie” czy „występ”? Po co to rozróżnienie?
W odpowiedzi urzędu pojawia się próba rozróżnienia:
„wystąpienia” jako aktu woli organu,
od „występu” o charakterze okolicznościowym.
Problem polega na tym, że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie zna takiego podziału.
Starosta:
nie przestaje być starostą na scenie,
nie zawiesza mandatu przy mikrofonie,
nie działa prywatnie na publicznym wydarzeniu.
Każde takie przemówienie jest elementem komunikacji władzy z obywatelami.
A komunikacja władzy – zwłaszcza finansowana publicznie – podlega kontroli społecznej.
Prawnicy: błąd czy wygodna interpretacja?
Starostwo dysponuje:
prawnikami zatrudnionymi na etacie,
wsparciem zewnętrznej kancelarii prawnej,
pełną dokumentacją umów i faktur.
Mimo to w odpowiedzi:
pominięto kluczowy element: przeniesienie praw autorskich,
nie odniesiono się do konkretnych rachunków wskazanych we wniosku,
zbudowano odpowiedź na tezach, których nikt nie postawił.
Czy to:
brak wiedzy,
czy świadome konstruowanie pisma w sposób maksymalnie niekorzystny dla jawności?
To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Ale sam dokument takie pytanie uzasadnia.
A gdzie w tym wszystkim odpowiedzialność starosty?
Pisma urzędowe nie wychodzą „same”.
To starosta ponosi odpowiedzialność za treść odpowiedzi udzielanych obywatelom – także wtedy, gdy przygotowują je prawnicy.
Jeżeli w oficjalnym piśmie:
zmienia się sens wniosku,
pomija się fakt wydatkowania środków publicznych,
i przedstawia obywatelowi zawężającą interpretację jego praw,
to nie jest to drobna nieścisłość.
To jest problem standardów transparentności władzy.
I problem zaufania.
Zapłaciliśmy. Dlaczego nie możemy przeczytać?
Na koniec zostaje pytanie najprostsze – i najtrudniejsze dla urzędu:
Skoro zapłaciliśmy za te przemówienia z publicznych pieniędzy,
dlaczego nie możemy poznać ich treści?
Nie chodzi o ciekawość.
Chodzi o zasadę.
Bo jeśli dziś można ukryć przemówienie,
jutro można ukryć analizę,
a pojutrze – decyzję.
A wtedy jawność staje się fikcją.
Starostwo Powiatowe w Trzebnicy nie odpowiedziało na treść wniosku redakcji.
Zamiast tego urząd przedstawił własną interpretację, opartą na tezach, których wniosek w ogóle nie zawierał.
Redakcja pytała o treści przemówień opłaconych z publicznych pieniędzy, nabytych przez urząd na podstawie umów o dzieło z przeniesieniem praw autorskich.
Odpowiedź dotyczy natomiast „projektów roboczych” i „dokumentów wewnętrznych”.
🔹 To zmiana przedmiotu sprawy.
🔹 To manipulacja zakresem wniosku.
🔹 To uniknięcie odpowiedzi na pytanie o jawność wydatków publicznych.
Pismo przygotowali prawnicy, a podpisała je osoba działająca z upoważnienia starosty.
Czy była to świadoma strategia, czy błąd wynikający z braku znajomości prawa – tego urząd nie wyjaśnia.






