Czy strata spółki komunalnej to „koszt systemu”, czy wygodna wymówka, by nie rozliczać decyzji? I dlaczego pytania o pieniądze traktowane są jak przeszkoda w obradach?
Strata, która „nie jest problemem”
Na komisji z 17 grudnia 2025 r. padło wprost: Zakład Gospodarki Komunalnej w Obornikach Śląskich zamknął rok stratą – ok. 230 tys. zł. W normalnej firmie to sygnał alarmowy. W spółce komunalnej – jak usłyszeliśmy – „zysk nie jest priorytetem”. To zdanie wybrzmiało jak klamra zamykająca dyskusję, zanim ta na dobre się zaczęła.
A przecież pytania były konkretne: o 3 mln zł „usług obcych”, o zmianę wyniku z plusa na minus, o działania naprawcze. Odpowiedź? „Nie ten punkt”, „nie mam dokumentów”, „to system”, „to taryfy”. Problem istnieje, ale rozmowa o nim – już nie.
In-house bez kontroli?
Gmina kontynuuje model in-house: ZGK realizuje zimowe i letnie utrzymanie dróg, sprzątanie, kosze uliczne, przystanki, zieleń cmentarną, toalety gminne, a w tym roku także inwentaryzację podatkową. Lista jest długa i brzmi jak uzasadnienie dla stabilności. Tyle że stabilność bez kontroli kosztów szybko zamienia się w stałe dokładanie z podatków.
„Zadania muszą się bilansować. My na nich nie zarabiamy” – padło na komisji.
Tyle że bilansowanie w praktyce oznacza przerzucenie kosztów na budżet gminy, czyli na mieszkańców.
Burmistrz „wie najlepiej” – a spółka dalej tonie
Tu pojawia się wątek kluczowy. Burmistrz – członek zarządu spółki, były prezes ZGK – deklaruje, że zna firmę „na wylot” i jej potrzeby. Jeśli tak, to dlaczego spółka generuje stratę, a plan wyjścia z minusa nie pada nawet w zarysie? Dlaczego narracja prezesa o „systemie” i „taryfach” idzie w parze z brakiem decyzji właścicielskich?
To nie jest spór o sympatie. To pytanie o odpowiedzialność właściciela. Jeżeli władza mówi: „wiemy najlepiej”, a jednocześnie nie bierze odpowiedzialności za wynik, to mieszkańcy słyszą jedno: płaćcie, bo tak musi być.
Pytania niepożądane
Najbardziej wymowny moment komisji? Starcie burmistrza z radnym Markiem Mańczakiem. Radny dopytuje o liczby, sprzęt, sens decyzji. W odpowiedzi dostaje lekceważenie, zbywanie, skracanie wątku. To publiczny sygnał: dociekliwość nie jest mile widziana.
„To nie teraz”, „to nie ten punkt” – te formuły powracają jak refren.
Komisja opiniuje bez danych, a pytający zostaje „ustawiony do pionu”.
Sprzęt jest… tylko nie dla gminy
Symbol całej sytuacji? Koparki. Są w gminnych strukturach, ale „przypisane” do innego zakładu i nie do użycia przy pracach, o które pytają sołectwa. Zasoby istnieją, dostęp nie. Metafora idealna: pieniądze są, decyzji brak; odpowiedzi są, nie na tej komisji.
Co z tego wynika?
Nie chodzi o jedną stratę i jedną komisję. Chodzi o model rządzenia, w którym:
strata staje się „kosztem systemu”,
kontrola kosztów jest „nie na teraz”,
odpowiedzialność rozpływa się między „procedurami”,
a rachunek płacą mieszkańcy.
Jeśli zysk „nie jest priorytetem”, to rozliczalność musi nim być. Bez niej in-house zamienia się w wygodny parawan dla decyzji, których nikt nie chce tłumaczyć.
Autor: Rafał Chwaliński
Źródło: nagranie audio z posiedzenia komisji Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich z dnia 17.12.2025 r.







