Daniel Miciuła ma dość. Burmistrz Krasnegostawu publicznie wezwał swoich krytyków, by przestali ograniczać się do komentarzy i przeprowadzili referendum w sprawie jego odwołania. Brzmi efektownie. Tyle że za internetową awanturą stoją realne inwestycje, realne miliony i realne pytania mieszkańców oraz radnych. Dlatego zamiast liczyć lajki i epitety, policzyliśmy budżet, dług, wykonanie inwestycji i głosy potrzebne do referendum.
„Hej, Hejterzy! Najczęściej Anonimowi” – tak Daniel Miciuła rozpoczął wpis, który kilka dni temu wywołał polityczną burzę w Krasnymstawie.
Potem zaproponował rozwiązanie radykalnie prostsze od kolejnej awantury na Facebooku:
„Zróbcie referendum”.
I zakończył jeszcze mocniej:
„Do dzieła! Ja mam dość! Koniec”.
Według relacji „Super Tygodnia” burmistrz jednocześnie zadeklarował, że jest gotów ponownie poddać się ocenie mieszkańców. W swoim wpisie wymienił cały katalog spraw, za które – według niego – jest krytykowany: basen, lodowisko, most, ulicę Kaczą, remonty dróg, bezpłatną komunikację, miejskie imprezy, promocję, kąpielisko, staw przy ul. Lwowskiej, amfiteatr, boiska, place zabaw, kawiarnię CIS, toalety publiczne oraz wyjazd na Forum Ekonomiczne w Karpaczu.
Problem w tym, że na tej liście znajdują się obok siebie rzeczy bardzo różne.
Anonimowa obelga w internecie to jedno.
Pytanie mieszkańca o poziom nowej drogi względem jego domu jest czymś zupełnie innym.
A pytanie radnego o pieniądze, harmonogram inwestycji czy miejską dotację jest jeszcze czymś innym.
Nie każdy krytyk jest hejterem. I nie każde pytanie jest atakiem.
Zaczęło się dużo wcześniej niż wpis o referendum
Najbardziej spektakularnym przykładem jest ulica Kacza.
W lipcu sprawa trafiła nawet do ogólnopolskich mediów. Mieszkańcy ustawili przy inwestycji taczkę przeznaczoną dla burmistrza. Ich zarzut był konkretny: po przebudowie jezdnia miała znaleźć się znacznie wyżej niż sąsiednie posesje, co – według mieszkańców – może zwiększać ryzyko problemów z wodą podczas intensywnych opadów lub wezbrania Wieprza. TVN24 opisywał również wcześniejszą deklarację Miciuły, który miał żartować, że jeśli inwestycja zostanie źle wykonana, mieszkańcy mogą wywieźć go na taczce.
Można dyskutować o formie protestu. Można uważać taczkę za przesadę.
Ale nie można udawać, że pod nią nie ma pytania dotyczącego konkretnej inwestycji.
I właśnie dlatego wrzucenie wszystkich krytyków do worka z napisem „hejterzy” byłoby zbyt łatwe.
Burmistrz bez własnej większości
Żeby zrozumieć temperaturę obecnego konfliktu, trzeba wrócić do wyborów 2024 roku.
Daniel Miciuła wygrał drugą turę zdecydowanie. Otrzymał 3302 głosy, czyli 59,52 proc., podczas gdy Robert Kościuk dostał 2246 głosów. Oficjalne dane KBW wskazują, że w głosowaniu uczestniczyło 5576 wyborców spośród 14 537 uprawnionych.
Ale wybory do rady stworzyły zupełnie inny układ.
Komitet Krasnostawianie 2024 zdobył 11 z 15 mandatów, komitet Miciuły tylko trzy, a jeden mandat przypadł komitetowi Roberta Kościuka.
To ważne: burmistrz ma silny mandat z wyborów bezpośrednich, ale nie dysponuje własną większością w radzie.
Nie oznacza to jednak, że rada działa przeciwko niemu.
Wręcz przeciwnie.
W czerwcu 2026 roku Miciuła otrzymał wotum zaufania – 11 radnych głosowało za, czterech wstrzymało się. Następnie rada jednogłośnie zatwierdziła wykonanie budżetu za 2025 rok i jednogłośnie udzieliła burmistrzowi absolutorium. Podczas tej samej debaty radni zadawali jednak trudne pytania dotyczące inwestycji, pozyskiwania środków i sposobu prezentowania miejskich osiągnięć.
To bardzo istotny szczegół.
Bo z faktów nie wynika obraz burmistrza otoczonego przez radę, która chce go obalić.
Wynika raczej obraz burmistrza, którego rada potrafi poprzeć, a jednocześnie kontrolować i pytać.
A dokładnie do tego rada jest przecież powołana.
Skoro burmistrz wymienił inwestycje, zajrzeliśmy do budżetu
I tu zaczyna się część znacznie ciekawsza od Facebooka.
Według oficjalnego sprawozdania Rb-NDS Krasnystaw planował w 2026 roku:
140,75 mln zł dochodów,
164,01 mln zł wydatków,
a więc 23,26 mln zł deficytu.
Po pierwszym półroczu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Miasto wykonało 66,65 mln zł dochodów i 57,38 mln zł wydatków, wykazując 9,27 mln zł nadwyżki.
Czy to znaczy, że Krasnystaw ma nagle prawie dziesięć milionów nadprogramowych pieniędzy?
Nie.
Tu trzeba spojrzeć głębiej.
55,7 miliona inwestycji. Po półroczu wykonano 4,17 miliona
Plan wydatków majątkowych wynosił na koniec czerwca 55 662 893,93 zł.
Wykonanie?
4 166 951,50 zł.
To około 7,5 procent planu.
To jedna z najważniejszych liczb w całej tej historii.
Nie dowodzi sama w sobie, że inwestycje są opóźnione. W samorządach duża część faktur za roboty budowlane trafia do zapłaty w drugiej połowie roku, a wykonanie kasowe nie pokazuje całego zaawansowania rzeczowego.
Ale daje pełne prawo do zadania pytania:
ile spośród inwestycji wymienianych przez burmistrza jako dowód działania miasta było 30 czerwca rzeczywiście zrealizowanych, a ile pozostawało jeszcze na etapie realizacji, umów lub planowania?
Zwłaszcza że sam dział transportu i łączności miał plan wydatków przekraczający 44,21 mln zł, podczas gdy do końca czerwca wykonano niespełna 2,98 mln zł. Dokument wykazuje również bardzo duże kwoty „zaangażowania”, czyli podpisanych lub planowanych zobowiązań, które dopiero później zamieniają się w wydatki.
Tu właśnie powinna zaczynać się kontrola publicznych pieniędzy, a nie kończyć dyskusja słowem „hejt”.
Dług: 26,35 miliona złotych
Na koniec pierwszego kwartału zadłużenie Krasnegostawu wynosiło 27,025 mln zł.
Na koniec czerwca spadło do 26,35 mln zł.
Składało się z:
10 mln zł papierów wartościowych oraz
16,35 mln zł kredytów i pożyczek.
Co istotne, miasto nie wykazywało zobowiązań wymagalnych. To oznacza, że według sprawozdania nie miało przeterminowanych zobowiązań zaliczanych do tej kategorii.
To ważny fakt i trzeba go powiedzieć wyraźnie.
Dokumenty, które przeanalizowaliśmy, nie dają podstaw do twierdzenia, że Krasnystaw znajduje się dziś w kryzysie finansowym.
Ale jest coś, co należy obserwować.
Miasto planuje ponad 25 milionów złotych przychodów dłużnych
Budżet zakłada 25,76 mln zł przychodów, wykazanych jako kredyty, pożyczki lub emisja papierów wartościowych.
Do końca czerwca wykonano z tego 3 mln zł.
Jeżeli wraz z przyspieszeniem inwestycji w drugiej części roku będą uruchamiane kolejne transze finansowania, obecne 26,35 mln zł zadłużenia nie musi być poziomem, z jakim miasto zakończy rok.
I to jest kolejne zupełnie zwyczajne pytanie do burmistrza oraz skarbnik:
ile nowego długu miasto faktycznie zamierza zaciągnąć do 31 grudnia?
Nie hejt.
Arytmetyka.
Z 9,5 miliona zostało 1,2 miliona
Ciekawie wygląda również stan gotówki i depozytów.
Na koniec marca Krasnystaw wykazywał 9,51 mln zł gotówki i depozytów.
Trzy miesiące później było to 1,23 mln zł.
Różnica przekracza 8,2 mln zł.
Ponownie: samo zmniejszenie stanu rachunków nie świadczy o problemie. Finanse JST są sezonowe – wpływają dotacje, subwencje, podatki, a później schodzą wielomilionowe płatności.
Ale w mieście realizującym duży program inwestycyjny warto obserwować również płynność, nie tylko zdjęcia z kolejnych budów.
Ponad 5,3 miliona złotych, których miasto nie może odzyskać w terminie
Na koniec czerwca Krasnystaw wykazywał 5 368 522,27 zł należności wymagalnych.
To pieniądze należne miastu, których termin zapłaty już minął.
Ponad 4 mln zł tych należności przypadało na gospodarstwa domowe, a około 1,35 mln zł na przedsiębiorstwa niefinansowe.
Na koniec marca należności wymagalne wynosiły 5,33 mln zł.
To prowadzi do kolejnego pytania, którego dotychczasowa awantura referendalna w ogóle nie dotyka:
z czego wynika ponad pięć milionów złotych zaległości wobec miasta i jaka część tych pieniędzy jest realnie możliwa do odzyskania?
Rb-N nie daje odpowiedzi wystarczającej do rozstrzygnięcia tej kwestii. Do tego potrzebna jest analiza Rb-27S oraz szczegółowych danych miasta.
I właśnie tutaj słowo „hejter” zaczyna przeszkadzać
Hejt istnieje. Anonimowe wyzwiska, groźby i personalne poniżanie nie są kontrolą społeczną.
Zwrócił na to uwagę również prezydent Zamościa Rafał Zwolak, który w dyskusji wokół wpisu Miciuły podkreślał, że trzeba rozdzielić prawo do krytyki od obrażania i przemocy słownej.
Tyle że działa to w obie strony.
Jeżeli mieszkaniec pyta o drogę, radny o dotację, dziennikarz o wykonanie inwestycji, a obywatel o dług – nie mamy do czynienia automatycznie z hejtem.
Mamy do czynienia z kontrolą władzy.
Władza publiczna nie jest kontem prywatnym na Facebooku. Zarządza pieniędzmi mieszkańców i z tego powodu musi znosić znacznie więcej pytań niż przeciętny użytkownik internetu.
Burmistrz powiedział: referendum. Sprawdźmy więc referendum
Tu akurat Miciuła wskazał instrument całkowicie realny.
Ustawa o referendum lokalnym przewiduje, że z inicjatywą mieszkańców gminy można wystąpić po uzyskaniu poparcia co najmniej 10 procent uprawnionych do głosowania. Inicjator ma później 60 dni od formalnego powiadomienia burmistrza na zebranie wymaganych podpisów.
Dokładnej liczby podpisów nie należy dziś wyliczać na podstawie spisu wyborców z 2024 roku. Ustala się ją według aktualnej liczby uprawnionych.
Możemy natomiast policzyć próg ważności ewentualnego referendum.
W II turze wyborów burmistrza w 2024 roku wzięło udział 5576 osób.
Ustawa stanowi, że referendum odwoławcze dotyczące organu wybieranego bezpośrednio jest ważne, jeśli uczestniczy w nim co najmniej 3/5 liczby osób, które brały udział w wyborze tego organu.
Trzy piąte z 5576 to 3345,6.
Czyli potrzeba byłoby co najmniej 3346 uczestników referendum, żeby spełnić próg frekwencyjny wynikający z tych danych.
I tu pojawia się ciekawa proporcja.
Miciuła został burmistrzem dzięki 3302 głosom.
Próg ważności potencjalnego referendum byłby więc liczbowo bardzo zbliżony do liczby ludzi, którzy dali mu urząd.
To nie mówi nam nic o wyniku przyszłego referendum.
Pokazuje jedynie skalę społecznej mobilizacji, która musiałaby się wydarzyć.
Referendum nie jest jednak odpowiedzią na każde pytanie
I tutaj dochodzimy do sedna.
Można przeprowadzić referendum i pozostawić burmistrza.
Można przeprowadzić referendum i burmistrza odwołać.
Można też referendum w ogóle nie organizować.
Ale żadna z tych możliwości nie odpowiada na pytania:
dlaczego inwestycja została wykonana w określony sposób,
ile kosztuje,
czy harmonogram jest dotrzymany,
ile miasto pożyczy,
dlaczego wykonanie wydatków majątkowych po półroczu wynosiło około 7,5 proc.,
co składa się na 5,37 mln zł należności wymagalnych,
ani jak zostanie sfinansowana druga połowa ambitnego programu inwestycyjnego.
Referendum odpowiada na pytanie, kto ma być burmistrzem.
Nie zastępuje kontroli wykonywania budżetu.
A może właśnie nie referendum jest tu najważniejsze?
Daniel Miciuła dostał w 2024 roku silny mandat mieszkańców.
Dwa lata później otrzymał również wotum zaufania rady i jednogłośne absolutorium za poprzedni rok.
Jednocześnie istnieją realne konflikty dotyczące inwestycji, mieszkańcy protestują w sprawie ulicy Kaczej, radni zadają pytania, a półroczne wykonanie budżetu pokazuje ogromną różnicę między planowanymi inwestycjami a wydatkami faktycznie zaksięgowanymi do końca czerwca.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie:
„Czy mieszkańcy chcą odwołać Miciułę?”
Znacznie wcześniej trzeba zadać inne:
„Które zarzuty wobec Miciuły są internetowym hejtem, a które można potwierdzić dokumentami?”
Burmistrz sam podał nam listę.
Basen. Lodowisko. Most. Kacza. Drogi. Komunikacja. Promocja. Kąpielisko. Staw. Amfiteatr. Boiska. Place zabaw. CIS. Toalety. Karpacz.
Więc zamiast referendum na Facebooku można zrobić coś znacznie prostszego.
Otworzyć dokumenty.
Bo w samorządzie ostatecznie nie rozstrzyga ani najbardziej złośliwy komentarz, ani najbardziej efektowny wpis burmistrza.
Rozstrzygają umowy, faktury, projekty, uchwały, wykonanie budżetu i odpowiedzi na pytania mieszkańców.
A te – w przeciwieństwie do komentarzy – można policzyć.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






