Jeszcze kilka miesięcy temu była gigantyczna transakcja, zapowiedź ponad dwóch tysięcy mieszkań i zapewnienia o pomocy dla dotychczasowych mieszkańców. Dziś konflikt wokół poznańskiego Osiedla Maltańskiego wchodzi w znacznie ostrzejszą fazę. Z opublikowanych 12 sierpnia nagrań wynika, że podczas działań na osiedlu doszło do interwencji policji, przepychanek z mieszkańcami i dziennikarzami, a Bronisława Waszkiewicz, prezeska stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom”, miała zostać zabrana do szpitala.
To już nie jest wyłącznie spór o dokumenty, własność ziemi i przyszłą inwestycję deweloperską.
To konflikt o ludzi, którzy od dziesięcioleci na tym terenie mieszkają.
Ziemia za ponad 421 milionów złotych
Pod koniec stycznia 2026 roku spółka JHM Development kupiła nieruchomość o powierzchni ponad 12 hektarów w obrębie Komandoria w Poznaniu. Cena wskazana w oficjalnym raporcie giełdowym MIRBUD-u wyniosła dokładnie 421,18 mln zł netto.
Na terenie ma powstać inwestycja obejmująca ponad 2000 mieszkań. JHM Development jest w całości kontrolowana przez giełdową Grupę MIRBUD.
Problem polega na tym, że działka nie była pustym polem przygotowanym pod inwestycję.
Było tam Osiedle Maltańskie.
Domy. Rodziny. Ludzie, którzy w części przypadków związani są z tym miejscem od kilku pokoleń.
W reportażu „Uwagi!” TVN mieszkańcy mówili już w lutym, że o sprzedaży dowiedzieli się praktycznie w momencie zawarcia transakcji. Bronisława Waszkiewicz deklarowała wówczas, że mieszka tam od 40 lat, a jej rodzina związana jest z osiedlem jeszcze dłużej.
Kościół sprzedał. Ale mieszkańcy nie zniknęli
Archidiecezja Poznańska informowała po zawarciu transakcji, że właścicielem nieruchomości została spółka JHM Development, a zarządcą terenu pozostaje spółka Komandoria.
Jednocześnie padło bardzo istotne zapewnienie: przekazanie nieruchomości nabywcy miało nastąpić dopiero po zakończeniu procesu przeprowadzek mieszkańców, którzy porozumieli się z zarządcą.
Kościelna strona konfliktu podkreśla również, że od 2023 roku realizowany jest program pomocy osobom przebywającym na nieruchomości bez tytułu prawnego, a część rodzin otrzymała możliwość przeprowadzki do lokali komunalnych.
Tyle oficjalna narracja.
Mieszkańcy i reprezentujące ich stowarzyszenie opisują sytuację zupełnie inaczej. Informują o pozwach eksmisyjnych, wyburzeniach, sporach sądowych i postępowaniach dotyczących zasiedzenia oraz możliwości wykupu gruntów.
I właśnie pomiędzy tymi dwiema wersjami od miesięcy narasta konflikt.
W lipcu była już koparka
Sierpniowe wydarzenia nie są pierwszym ostrym incydentem na osiedlu.
2 lipca podczas prac na jednej z parceli koparka wjechała na teren posesji, na której znajdowała się starsza kobieta. Stowarzyszenie „Maltańskie Nasz Dom” mówiło wówczas o nielegalnej eksmisji.
Zarządca przedstawiał zupełnie inną wersję.
Spółka Komandoria twierdziła, że parcela została wcześniej przekazana na podstawie protokołu zdawczo-odbiorczego, a dodatkowo istniało prawomocne orzeczenie sądu z klauzulą wykonalności. Według spółki nie była to eksmisja, lecz porządkowanie przekazanej wcześniej działki.
To pokazuje, jak zasadniczo różnią się interpretacje wydarzeń na Maltańskim.
Jedna strona mówi o wykonywaniu prawa własności i realizacji prawomocnych orzeczeń.
Druga — o wysiedlaniu społeczności, która mieszka tam od dziesięcioleci.
12 sierpnia pojawia się policja
Teraz sytuacja ponownie się zaostrzyła.
Według relacji opublikowanej 12 sierpnia pierwszą osobą, wobec której podjęto działania, miała być Bronisława Waszkiewicz — prezeska Stowarzyszenia „Maltańskie Nasz Dom” i jedna z twarzy protestu mieszkańców.
Na nagraniach widoczni są liczni policjanci oraz zgromadzeni mieszkańcy. Według autorów relacji policjanci mieli odciągać Waszkiewicz od wejścia do budynku. Inne osoby próbowały stanąć w jej obronie, po czym miało dojść do przepychanek.
Autorzy materiału twierdzą również, że policjanci popychali dziennikarzy dokumentujących zdarzenie, a Waszkiewicz została następnie zabrana przez karetkę do szpitala.
Na chwilę publikacji nie znaleźliśmy jednak oficjalnego komunikatu policji ani niezależnego źródła, które potwierdzałoby wszystkie szczegóły przebiegu zdarzenia. Dlatego relacji tej nie przedstawiamy jako ostatecznie ustalonego przebiegu interwencji.
To bardzo ważne rozróżnienie.
Nagranie pokazuje, że sytuacja była napięta. Nie odpowiada jednak samo w sobie na pytanie, jaka dokładnie czynność była wykonywana i na jakiej podstawie prawnej.
Co właściwie robiła tam policja?
I tutaj zaczynają się pytania, na które powinny odpowiedzieć odpowiednie służby.
Czy 12 sierpnia wykonywana była eksmisja?
Czy na miejscu znajdował się komornik?
Czy czynności odbywały się na podstawie prawomocnego wyroku i tytułu wykonawczego?
Jaką dokładnie rolę pełniła policja?
Czy wobec Bronisławy Waszkiewicz użyto środków przymusu bezpośredniego?
Czy została zatrzymana, czy jedynie usunięta z określonego miejsca?
Dlaczego konieczna była interwencja pogotowia?
Czy ktoś odniósł obrażenia?
I wreszcie: czy policja podejmowała działania wobec dziennikarzy dokumentujących wydarzenia?
To są pytania, na które powinny paść konkretne odpowiedzi.
W tle cały czas są setki milionów
Nie sposób przy tym abstrahować od ekonomicznego wymiaru całej historii.
Nieruchomość została kupiona za ponad 421 mln zł netto, a inwestor zamierza wybudować tam ponad 2000 mieszkań.
To nie jest więc konflikt dotyczący kilku starych domków na obrzeżach miasta.
Mówimy o ponad 12 hektarach niezwykle wartościowego terenu w jednym z największych polskich miast i przedsięwzięciu deweloperskim o ogromnej potencjalnej wartości.
Dlatego każde działanie prowadzące do opróżnienia tego terenu musi być przejrzyste nie tylko prawnie, ale również społecznie.
Bo nawet jeśli właściciel ma prawo do swojej nieruchomości, pozostaje pytanie o sposób rozwiązania problemu ludzi, którzy mieszkali tam przez dziesięciolecia.
Prawo własności nie kończy dyskusji
Sprawy Maltańskiego nie da się uczciwie opowiedzieć prostym zdaniem: „Kościół sprzedał swoją ziemię i miał do tego prawo”.
Owszem — prawo własności jest fundamentalne.
Ale istnieją także postępowania sądowe, roszczenia mieszkańców, kwestie zasiedzenia, postępowania eksmisyjne oraz obowiązki miasta związane z pomocą mieszkaniową.
Do tego dochodzi historia samego osiedla i fakt, że państwo oraz samorząd przez wiele lat tolerowały istniejący tam stan faktyczny.
Dlatego dziś najważniejszym pytaniem nie jest już tylko:
kto jest właścicielem ziemi?
Pytanie brzmi:
jak państwo, Kościół, samorząd i prywatny inwestor zamierzają rozwiązać konflikt z ludźmi, którzy na tej ziemi zbudowali swoje życie?
Jeżeli odpowiedzią mają być kolejne radiowozy, przepychanki i karetki pogotowia, to trudno mówić o dobrze przeprowadzonym procesie społecznym.
421 milionów złotych można wpisać do aktu notarialnego.
Ludzi znacznie trudniej wpisać w rubrykę „teren do przekazania inwestorowi”.
Radio DTR zwróci się do policji, zarządcy nieruchomości oraz pozostałych stron konfliktu o szczegółowe wyjaśnienie wydarzeń z 12 sierpnia. Do sprawy wrócimy.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



