Portret sprzed niemal wieku wraca do domu. Wyjątkowy dar dla Wrocławia

muzeum narodowe we wroclawiu z nowym nabytkiem
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Są dzieła sztuki, które mają wartość muzealną. I są takie, które mają jeszcze coś więcej – pamięć, biografię i osobisty gest. Do Muzeum Narodowe we Wrocławiu trafił właśnie niezwykły portret autorstwa Stanisław Ignacy Witkiewicz, znanego jako Witkacy. To „Portret sześcioletniej Bożeny Steinborn” z 1936 roku – obraz, który łączy historię rodzinną z historią polskiego muzealnictwa.

Kim była dziewczynka z portretu?

W chwili pozowania miała pięć i pół roku. Siedzi przy stoliku, przed nią kałamarz, pióro, otwarta książka i owoce. Motyw pisania w dziecięcych portretach Witkacego to rzadkość. Co więcej – jak po latach przyznawała sama bohaterka – w tym wieku nie umiała jeszcze pisać.

A jednak. Z perspektywy czasu ten detal nabiera niemal symbolicznego znaczenia. Bożena Steinborn została wybitną muzealniczką, historyczką sztuki, osobą współtworzącą powojenną tożsamość wrocławskiego muzeum. Przypadek? Być może. A może artysta miał intuicję, której nie da się wpisać w żaden regulamin „Firmy Portretowej”.

Reklama

Witkacy w swoim żywiole

Portret powstał w warszawskiej siedzibie „Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz” przy ul. Brackiej 23. Był częścią rodzinnego zamówienia z 1936 roku obejmującego rodziców i dwie córki Steinbornów. Dzieła te były później prezentowane w warszawskim Muzeum Narodowym, m.in. w katalogu opracowanym przez Irenę Jakimowicz.

Technika? Charakterystyczna dla Witkacego: ołówek i pastel na ciemnobeżowym papierze. Sygnatura – jak zawsze – rozbudowana i niemal kryptograficzna:
N π Ignacy Witkiewicz/ 1936/ I/ (T.B.+E)/NP+herb.

Znawcy twórczości artysty wiedzą, że to nie przypadkowy zapis. Oznacza m.in., że portret powstał bez alkoholu i bez używek, przy herbacie. Typ T.B.+E wskazuje na formułę stosowaną najczęściej przy portretach dzieci – z większą wiernością rysunku, ale zachowaniem ekspresji twarzy.

Dziecięce portrety wcale nie były dla niego łatwiejsze. Wymagały koncentracji, cierpliwości, a czasem – jak wspominał – specyficznej energii twórczej.

Reklama
Reklama
Reklama

Muzeum i jego architektka

Dr Bożena Steinborn związała się z wrocławskim muzeum w 1952 roku. Zaczynała w dziale oświatowym jako młodszy asystent. Później kierowała działem malarstwa, była wicedyrektorką – zarówno we Wrocławiu (do 1983 r.), jak i w Warszawie (do 1990 r.).

Współtworzyła profil instytucji, budowała zaplecze intelektualne, prowadziła badania nad sztuką Dolnego Śląska – od malarstwa XVI wieku po twórczość Michaela Willmanna. To pokolenie muzealników, które pracowało bez fleszy, ale z ogromnym poczuciem misji.

W 2022 roku muzeum wydało książkę „Przeminęło?” w serii „Przypadki Wrocławskich Muzealników”, przypominającą jej drogę zawodową. Teraz do tej historii dołącza materialny ślad z dzieciństwa.

Dar, który jest znakiem

Ofiarowany portret to nie tylko wzbogacenie kolekcji o dzieło Witkacego. To osobisty gest – symbol więzi z instytucją, której poświęciła najważniejsze lata swojego życia.

Wrocław zyskuje więc nie tylko obraz. Zyskuje opowieść. O dziewczynce z piórem, która jeszcze nie umiała pisać. O artyście, który zostawił po sobie więcej niż pastelowy ślad. I o muzeum, które potrafi pamiętać. img 2430 Foto: Arkadiusz Podstawka


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry