Zbigniew Ziobro został zauważony w Stanach Zjednoczonych. Marcin Romanowski opuścił budapeszteńskie mieszkanie. A sprawa Funduszu Sprawiedliwości nagle przestała być tylko polskim śledztwem — stała się polityczno-dyplomatycznym serialem z Węgrami, USA i „paszportem genewskim” w tle.
Co jest pewne?
Pewne jest jedno: Zbigniew Ziobro nie przebywa już na Węgrzech. TVN24 ujawnił zdjęcie byłego ministra sprawiedliwości wykonane na lotnisku Newark w New Jersey, a jego obecność w USA potwierdziły również media prawicowe.
Pewne jest także to, że Marcin Romanowski nie mieszka już w dotychczasowym lokalu w Budapeszcie. PAP podała, że umowa najmu wygasła z końcem kwietnia, a 1 maja mieszkanie było już puste.
Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama

I tu zaczyna się polityczna mgła. Taka gęsta, że nawet reflektory Republiki i TVN-u świecą w niej w różne strony.
Paszport genewski, czyli boczne drzwi?
Według adwokata Ziobry, były minister miał wyjechać do USA na podstawie tzw. paszportu genewskiego, czyli dokumentu podróży wydawanego osobom objętym ochroną międzynarodową. Podobny dokument miał uzyskać również Romanowski.
To ważny szczegół. Taki dokument może zastąpić paszport kraju pochodzenia, ale nie jest magiczną różdżką. Do USA sama „książeczka uchodźcy” nie wystarcza — potrzebna jest jeszcze wiza. I właśnie wokół tej wizy pojawiają się najgorętsze pytania.
Dlaczego Węgry przestały być bezpieczne?
Przez wiele miesięcy Węgry Viktora Orbána były dla polityków Suwerennej Polski politycznym schronem. Romanowski uzyskał tam azyl w grudniu 2024 roku, a sprawa była tłumaczona przez obóz prawicy jako ochrona przed „politycznymi prześladowaniami” w Polsce.
Tyle że ten schron zaczął przeciekać. Po zwycięstwie Pétera Magyara i końcu 16-letnich rządów Orbána nowa władza w Budapeszcie zapowiadała zmianę kursu wobec polskich polityków objętych azylem. Magyar mówił wprost, że jeśli Ziobro i Romanowski nie wyjadą, mogą zostać wydani Polsce.
I wygląda na to, że przynajmniej jeden z nich zdążył.
Gdzie jest Romanowski?
Tu trzeba postawić wyraźną granicę między faktem a sugestią.
Fakt: mieszkanie Romanowskiego w Budapeszcie jest puste. Fakt: wobec niego obowiązuje Europejski Nakaz Aresztowania. Fakt: prawicowe media twierdzą, że mógł dołączyć do Ziobry w USA. Ale niezależnego potwierdzenia jego pobytu w Stanach Zjednoczonych nadal brak.
Reklama
g(26124802)a(3459702))
Reklama

Reklama
g(25882096)a(3459702))
Reklama

Romanowski jest więc politycznie „w drodze”. Tylko nikt poza jego otoczeniem nie wie, dokąd ta droga naprawdę prowadzi.
Immunitety, azyle i polityczna ekwilibrystyka
Sprawa Romanowskiego od początku była prawnym labiryntem. Najpierw chronił go immunitet poselski, potem pojawił się immunitet delegata do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Ten drugi utrudnił działania prokuratury w 2024 roku, ale został uchylony 2 października 2024 roku.
To nie był immunitet europosła. Romanowski nie był członkiem Parlamentu Europejskiego. Był posłem na Sejm i delegatem do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W tej sprawie nazwy instytucji mają znaczenie, bo jeden skrót potrafi zrobić z tekstu prawniczą sałatkę jarzynową.
Co dalej?
Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada działania zmierzające do sprowadzenia Ziobry do Polski. W przypadku USA oznaczałoby to procedurę ekstradycyjną — długą, politycznie wrażliwą i daleką od automatyzmu.
W przypadku Romanowskiego sprawa może być jeszcze bardziej skomplikowana, bo najpierw trzeba ustalić, gdzie naprawdę przebywa. Bez tego nawet najlepszy nakaz aresztowania jest jak list polecony wysłany na pusty adres.
Dlaczego ta sprawa jest większa niż Ziobro i Romanowski?
Bo pokazuje, że afera Funduszu Sprawiedliwości przestała być tylko sporem o pieniądze, konkursy i polityczne wpływy. Stała się testem państwa.
Czy Polska potrafi skutecznie ścigać byłych członków własnego rządu?
Czy azyl polityczny może stać się narzędziem ochrony przed odpowiedzialnością karną?
Czy zagraniczne sojusze partyjne są silniejsze niż procedury prawne?
Na razie odpowiedź brzmi: sprawdzamy.
I to właśnie jest najbardziej niepokojące. Bo w państwie prawa obywatele powinni widzieć proces, dokumenty i sąd. A nie polityczny thriller z lotniskiem w Newark, pustym mieszkaniem w Budapeszcie i pytaniem, kto następny zdążył do samolotu.