Wokół przetargu w Zawoni pojawiają się nowe pytania
Oficjalne przyznanie wycieku danych
Gmina Zawonia potwierdziła, że na platformie zakupowej Open Nexus doszło do ujawnienia danych osobowych mieszkańców. W opublikowanym oświadczeniu wójt przyznał, że w dokumentacji przetargowej „nie dokonano anonimizacji numeru PESEL 32 mieszkańców”.
To już nie są domysły ani relacje anonimowych świadków. Sam urząd przyznaje, że dane mieszkańców były publicznie dostępne.
Problem polega jednak na tym, że wraz z publikacją oświadczenia pojawiły się kolejne pytania. I to być może jeszcze poważniejsze niż sam wyciek.
Pod oświadczeniem gminy Zawonia brak podpisu.
Brak podpisu pod dokumentem urzędowym jest znamiennym przykładem kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy.
W kolejnym artykule przedstawimy , kto odpowiada za wyciek danych RODO.
Siedem miesięcy publicznego dostępu
Postępowanie oznaczone numerem GPI.PZP.10.2025 dotyczące budowy ścieżki rowerowej między Zawonią a Złotówkiem zostało opublikowane 1 października 2025 roku. Dokumentacja była dostępna publicznie na platformie zakupowej przez wiele miesięcy.
Według ustaleń oraz relacji osób, które analizowały załączniki, w dokumentacji znajdowały się uproszczone wypisy z rejestru gruntów zawierające:
- imiona i nazwiska mieszkańców,
- adresy,
- numery PESEL.
- numery ksiąg wieczystych
Dane miały być dostępne praktycznie do maja 2026 roku.
To oznacza, że potencjalnie przez około siedem miesięcy każdy użytkownik internetu mógł pobrać dokumenty zawierające dane osobowe mieszkańców.
Co zniknęło z platformy?
Po nagłośnieniu sprawy część dokumentów została usunięta lub zmieniona. I właśnie tutaj zaczyna się najbardziej niepokojący fragment całej historii.
Redakcja przeanalizowała aktualny stan dokumentacji postępowania na platformie zakupowej.
W wykazie załączników nadal widnieje:
„Zał nr 12 do SWZ – Oświadczenie o aktualności informacji.docx”.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie. Problem pojawia się dopiero po otwarciu pliku.
Załącznik od ścieżki rowerowej… dotyczy samochodu
Aktualna zawartość dokumentu nie dotyczy budowy ścieżki rowerowej.
Plik zawiera treść odnoszącą się do zupełnie innego postępowania:
„Zakup 9 osobowego samochodu przystosowanego do przewozu niepełnosprawnych uczniów dla Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Zawoni” oraz numeru sprawy GPI.PZP.8.2025.
To rodzi bardzo poważne pytania.
Czy:
- plik został podmieniony po publikacji artykułów?
- ktoś nadpisał zawartość załącznika?
- do postępowania przypięto inny dokument?
- czy może próbowano w pośpiechu „uprzątnąć” dokumentację po wybuchu afery?
Bo w dokumentacji przetargowej standardem jest zachowanie integralności dokumentów. Nawet po zakończeniu postępowania nie podmienia się treści załączników bez pozostawienia śladu zmian, komunikatu lub formalnej korekty.
Tymczasem tutaj nazwa pliku pozostała ta sama, ale jego zawartość dotyczy innego przetargu.
Dokumentacja przetargowa to nie prywatny dysk
Eksperci od zamówień publicznych zwracają uwagę, że dokumentacja przetargowa ma charakter archiwalny i dowodowy. Platforma zakupowa nie jest miejscem do „porządkowania” niewygodnych załączników po medialnym nagłośnieniu sprawy.
Każda zmiana dokumentów po czasie może budzić pytania:
- kto ją wykonał,
- kiedy,
- na jakiej podstawie,
- i czy zachowano historię zmian.
Zwłaszcza że mówimy o postępowaniu publicznym współfinansowanym ze środków europejskich.
Gmina mówi o „błędzie ludzkim”
W swoim oświadczeniu urząd tłumaczy sprawę „błędem ludzkim”. Poinformowano także, że:
- mieszkańcy zostali powiadomieni,
- wdrożono mechanizm podwójnej weryfikacji dokumentów,
- odpowiednie instytucje zostały poinformowane.
Nie podano jednak:
- ilu użytkowników pobrało pliki,
- jak długo urząd wiedział o problemie,
- czy zabezpieczono logi pobrań,
- kto odpowiadał za publikację dokumentów,
- oraz dlaczego dokumentacja postępowania wygląda dziś inaczej niż wcześniej.
Czy sprawą zajmie się UODO?
Wyciek numerów PESEL w publicznej dokumentacji przetargowej może zostać uznany za incydent wysokiego ryzyka dla praw i wolności obywateli.
W praktyce oznacza to możliwość:
- kontroli UODO,
- żądania wyjaśnień od administratora danych,
- sprawdzenia procedur bezpieczeństwa,
- a nawet nałożenia administracyjnych kar finansowych.
Ale dziś pojawia się jeszcze jeden wątek.
Nie tylko sam wyciek danych, ale również to, co wydarzyło się z dokumentacją po nagłośnieniu sprawy.
I właśnie to może być dla tej historii najbardziej niewygodne.
Magazynu Radio DTR 5/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.








