Mogiła nienawiści. Wołyń nie był jedynym miejscem zbrodni

mogila nienawisci
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Wołyń był zbrodnią. Był ludobójstwem dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach. Ale jeśli chcemy mówić o prawdzie, a nie o politycznym plakacie, musimy zobaczyć także drugą część tej historii: polskie akcje odwetowe na ukraińskich cywilach, powojenne mordy dokonywane przez część podziemia oraz akcję „Wisła”, w której państwo zastosowało odpowiedzialność zbiorową. Ta historia nie jest wygodna dla nikogo. I właśnie dlatego trzeba ją opowiedzieć.

Wołyń stał się symbolem jednej z największych tragedii w relacjach polsko-ukraińskich. Według IPN w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści z OUN-UPA zamordowali od 80 do 120 tysięcy Polaków. Celem tej zbrodni było usunięcie polskiej ludności z ziem uznawanych przez nacjonalistów ukraińskich za ukraińskie. IPN określa tę zbrodnię jako antypolską czystkę etniczną mającą charakter ludobójstwa.

Tego nie wolno pomniejszać. Nie wolno rozmywać. Nie wolno przykrywać wygodnym zdaniem: „wojna była okrutna”. Bo nie każda okrutność jest przypadkiem wojny. Czasem jest planem.

Ale Wołyń nie był jedyną mogiłą. ilustracja do artykulu mogila nienawisci ilustracja do artykułu mogiła nienawiści

Bieszczady: UPA mordowała cywilów

Południowo-wschodnia Polska, w tym Bieszczady, także była obszarem przemocy. Oddziały UPA atakowały polską ludność cywilną, administrację i wojsko. Przykładem jest Baligród. IPN opisuje, że 6 sierpnia 1944 roku miejscowość została otoczona przez banderowców, którzy po porannej mszy rozpoczęli mordowanie mieszkańców. W opracowaniach IPN pojawia się liczba 39 zamordowanych Polaków i jednego Ukraińca, zabitego z powodu wpisanej w dokumencie polskiej narodowości.

To nie była wyłącznie walka z wojskiem. To była wojna prowadzona również przeciw cywilom. I dlatego nie da się uczciwie mówić o UPA bez nazw: mord, czystka, odpowiedzialność za śmierć niewinnych.

Polacy też mordowali Ukraińców

Tu zaczyna się część, której polska pamięć publiczna bardzo często nie chce widzieć. Bo łatwiej jest postawić jedną świecę przy jednej mogile i udawać, że reszta cmentarza nie istnieje.

10 marca 1944 roku doszło do ataku oddziałów AK i BCh na Sahryń. IPN pisał, że Sahryń został okrążony o świcie, wykorzystano efekt zaskoczenia, a żołnierze AK weszli do wsi po krótkiej wymianie ognia. W informacji IPN wskazano również na problem zastosowania odpowiedzialności zbiorowej wobec ukraińskiej ludności.

Pawłokoma to kolejny przykład. IPN prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa ponad 368 obywateli narodowości ukraińskiej w dniach 1–3 marca 1945 roku. W materiałach śledztwa wskazywano, że zbrodni prawdopodobnie dokonały polskie oddziały partyzanckie.

Wierzchowiny — 6 czerwca 1945 roku. Według wypowiedzi prof. Grzegorza Motyki cytowanej przez Dzieje.pl, zbrodni dopuściła się grupa żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Zamordowano ponad 190 ukraińskich mieszkańców wsi.

To nie oznacza symetrii win. To oznacza symetrię bólu cywilów. A to różnica zasadnicza.

Nie można mówić: skoro UPA mordowała Polaków, to mordowanie ukraińskich dzieci, kobiet i starców przez polskie oddziały było „odwetem historycznie zrozumiałym”. Zrozumieć mechanizm zemsty to jedno. Usprawiedliwić mord na cywilach — to drugie. Tu nie ma znaku równości. Jest tylko cmentarz.

„Żołnierze wyklęci” i problem mitu

Do tej historii trzeba dołożyć jeszcze jeden element: mit „żołnierzy wyklętych”. Nie każdy żołnierz podziemia był zbrodniarzem. Wielu walczyło z systemem komunistycznym, który niszczył Polskę. Ale z tego faktu nie wynika, że każda formacja, każdy dowódca i każda akcja zasługują na bezkrytyczną chwałę.

Przykład Romualda Rajsa „Burego” pokazuje, jak niebezpieczne jest robienie z historii religii narodowej. IPN informował o śledztwie dotyczącym pozbawienia życia 79 osób — mieszkańców powiatu bielskiego, w tym 30 furmanów w lesie koło Puchał Starych, w okresie od 29 stycznia do 2 lutego 1946 roku.

To nie jest wątek ukraiński, ale jest ważny dla rozumienia mechanizmu: gdy zbrodnię przykrywa legenda, ofiary giną drugi raz. Najpierw fizycznie, potem w pamięci.

Akcja „Wisła”: państwo zastosowało odpowiedzialność zbiorową

W 1947 roku komunistyczne państwo polskie przeprowadziło akcję „Wisła”. Według IPN ponad 140 tysięcy osób narodowości ukraińskiej wysiedlono z południowo-wschodniej Polski na Ziemie Zachodnie i Północne. Operacja miała pozbawić UPA zaplecza kadrowego i żywnościowego.

Muzeum Historii Polski podaje, że do 31 lipca 1947 roku wysiedlono około 140 tysięcy osób, a w kolejnych miesiącach kolejne 10 tysięcy. Dzieje.pl wskazuje dane Sztabu Generalnego WP: 140 575 wysiedlonych Ukraińców, w tym Łemków i członków rodzin mieszanych.

Reklama
Reklama

Czytaj dalej

Powiązany temat

Reklama
Reklama

Senat RP już 3 sierpnia 1990 roku potępił akcję „Wisła”. W uchwale podkreślano potrzebę wzajemnego poznania, zrozumienia i pojednania Polaków i Ukraińców. W późniejszych projektach sejmowych wskazywano wprost, że w czasie akcji zastosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej właściwą systemom totalitarnym.

I tu trzeba mówić precyzyjnie: była to decyzja komunistycznego państwa polskiego, działającego w logice sowieckiej. Deportacja, rozproszenie, podejrzenie jako wyrok. Nie szukano wyłącznie winnych. Uderzono w całe społeczności.

Małżeństwa mieszane, czyli dowód, że nienawiść nie była odwieczna

Najbardziej przejmujący w tej historii jest fakt, że wcześniej ci ludzie często żyli obok siebie. Nie w idealnym świecie, nie bez konfliktów, ale jednak razem. Były wsie mieszane. Były sąsiedztwa. Były małżeństwa polsko-ukraińskie.

W materiałach dotyczących Pawłokomy IPN wskazywał, że przed tragedią we wsi istniały liczne małżeństwa mieszane polsko-ukraińskie. Podobnie w opisie Palikrów IPN podaje, że mieszkały tam małżeństwa mieszane polsko-ukraińskie.

To jest najstraszniejszy dowód. Nienawiść nie zawsze przychodzi z zewnątrz jako piorun. Czasem sączy się przez lata: przez propagandę, politykę, ambonę, gazetę, organizację, mundur, plotkę i strach. A potem sąsiad przestaje być sąsiadem. Zostaje „Polakiem”, „Ukraińcem”, „banderowcem”, „Lachem”, „zdrajcą”, „obcym”.

Tak rodzi się język, który pozwala zabić człowieka, zanim jeszcze ktoś podniesie broń.

Kto coś zyskał?

Zwykli ludzie nie zyskali nic.

Polacy stracili rodziny, wsie, bezpieczeństwo i świat, którego nie dało się już odbudować. Ukraińcy stracili ludzi, domy, ziemię, ciągłość osadniczą i prawo do niewinności, bo po akcji „Wisła” podejrzenie objęło całe społeczności. Łemkowie i Bojkowie zostali wrzuceni do jednego worka z winą, której wielu z nich nie ponosiło.

Zyskały ideologie. Zyskała propaganda. Zyskało państwo, które mogło uprościć mapę etniczną. Zyskali politycy, którzy na grobach budowali własną opowieść.

A dzisiaj? Dzisiaj zyskują ci, którzy znów chcą mówić językiem zbiorowej winy. Jedni wyciągają wyłącznie Wołyń i przemilczają Sahryń, Pawłokomę, Wierzchowiny oraz akcję „Wisła”. Drudzy chcieliby mówić o polskich zbrodniach tak, jakby Wołyń był tylko „trudnym epizodem wojny”. Obie postawy są fałszywe. Obie są wygodne. Obie są niebezpieczne.

Prawda nie jest przeciwko pamięci

Pamięć o Wołyniu jest obowiązkiem. Ale pamięć nie może być pałką. Nie może służyć do produkowania nowej nienawiści. Nie może być używana jak polityczny kij do okładania współczesnych Ukraińców, którzy nie odpowiadają za zbrodnie OUN-UPA, tak jak współcześni Polacy nie odpowiadają osobiście za Sahryń, Pawłokomę, Wierzchowiny czy akcję „Wisła”.

Odpowiedzialność historyczna polega na czymś innym: na nazwaniu sprawców, opisaniu mechanizmów, pochowaniu ofiar i zatrzymaniu języka, który prowadził do mordów.

Bo jeśli z tej historii wyciągniemy tylko jedno zdanie: „oni mordowali naszych”, to niczego nie zrozumieliśmy.

Prawdziwe zdanie powinno brzmieć inaczej:

Nacjonalizm, zemsta i polityczna kalkulacja zamieniły sąsiadów w wrogów, a wsie w cmentarze. Wołyń był wielką zbrodnią na Polakach, ale nie był jedyną mogiłą tej nienawiści. Jeśli dziś chcemy być uczciwi wobec ofiar, musimy widzieć wszystkie groby — także te, które psują narodowy komfort.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry