Polski sport nie cierpi wyłącznie z powodu braku pieniędzy. Cierpi również z powodu braku strategii, słabego zarządzania i inwestycji realizowanych bez odpowiedzi na podstawowe pytanie: kto właściwie będzie z nich korzystał?
W latach 2021–2025 Centralny Ośrodek Sportu otrzymał niemal 792 mln zł publicznego wsparcia. Za te pieniądze budowano, przebudowywano i modernizowano obiekty, kupowano sprzęt oraz utrzymywano rozbudowaną bazę sportową. Problem w tym, że obiekty przeznaczone przede wszystkim do przygotowywania najlepszych polskich zawodników były wykorzystywane na szkolenie kadr narodowych średnio zaledwie w 23 procentach.
To nie jest opowieść o kraju, w którym nie ma hal, boisk, basenów i ośrodków treningowych. To historia państwa, które potrafi wydać setki milionów złotych na infrastrukturę, lecz znacznie gorzej radzi sobie z jej zaplanowaniem, wykorzystaniem oraz kontrolowaniem.
Obiekty są. Strategii zabrakło
Centralny Ośrodek Sportu dysponował 123 obiektami sportowymi, 1826 miejscami noclegowymi, ponad dwoma tysiącami miejsc gastronomicznych oraz blisko trzema tysiącami miejsc w salach konferencyjnych. Zapewniał bazę sportową dla 56, czyli 80 proc. polskich związków sportowych.
Mimo to wykorzystanie infrastruktury podczas przygotowań zawodników kadr narodowych do igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i mistrzostw Europy wynosiło średnio jedynie 23 proc. Szczególnie jaskrawym przykładem są Duszniki-Zdrój, gdzie w latach 2023–2024 wskaźnik ten osiągnął zaledwie 4 proc.
Nie oznacza to automatycznie, że przez pozostałe 77 proc. czasu wszystkie obiekty stały puste. Mogły być wykorzystywane komercyjnie, rekreacyjnie, konferencyjnie albo przez zawodników spoza kadr narodowych. Wynik pokazuje jednak coś innego: infrastruktura tworzona przede wszystkim dla sportu wyczynowego tylko w niewielkiej części służyła jego najważniejszemu celowi.
W prywatnej firmie ktoś musiałby wyjaśnić, dlaczego kosztowny majątek wykorzystywany jest do podstawowego zadania jedynie przez część dostępnego czasu. W instytucji publicznej przez lata wystarczały kolejne inwestycje, modernizacje i komunikaty o rozwoju sportowej bazy.
ilustracja do artykułu NIK i Centralne Ośrodki Sportowe
Najpierw kupiono, później zastanawiano się po co
NIK negatywnie oceniła utworzenie ośrodka w Dusznikach-Zdroju oraz zakup nieruchomości w Dusznikach i Urszulinie. COS przeznaczył na nie łącznie 62,6 mln zł, nie przygotowując wcześniej rzetelnej analizy celowości i gospodarności zakupu ani koncepcji zagospodarowania, funkcjonowania i rozwoju tych miejsc.
Obiekty przejęte od gminy Duszniki-Zdrój były w złym stanie technicznym. Wymagały kolejnych remontów, modernizacji i nakładów na infrastrukturę. Ośrodek nie miał przy tym kompletnej bazy noclegowej ani gastronomicznej, bez której trudno organizować dłuższe zgrupowania sportowe.
Powstał więc model dobrze znany z wielu publicznych inwestycji: najpierw podejmuje się polityczną lub administracyjną decyzję, później kupuje nieruchomość, następnie odkrywa skalę koniecznych remontów, a dopiero na końcu pojawia się pytanie, jak całość ma funkcjonować.
Miliony wydano bardzo konkretnie. Cel ich wydawania pozostał znacznie bardziej mglisty.
Sport bez strategii po 2020 roku
Jeszcze poważniejszy jest brak całościowego dokumentu określającego kierunki rozwoju sportu. Program Rozwoju Sportu obowiązywał do końca 2020 roku. Później nie przygotowano nowej strategii, która wskazywałaby rolę ośrodków COS, potrzeby poszczególnych dyscyplin oraz zasady rozwoju infrastruktury.
Bez strategii inwestycje łatwo stają się zbiorem niezależnych przedsięwzięć. Jedna miejscowość zabiega o halę, inna o stadion, kolejna o ośrodek przygotowań olimpijskich. Każdy projekt może wyglądać atrakcyjnie na wizualizacjach i podczas uroczystego otwarcia. Znacznie trudniej udowodnić, że tworzy część spójnego systemu szkolenia.
NIK wskazała, że nowe ośrodki powinny powstawać dopiero po przeprowadzeniu analiz ekonomicznych, konsultacji ze związkami sportowymi i oszacowaniu przyszłych kosztów. Są to wymagania tak oczywiste, że aż zaskakuje konieczność przypominania o nich instytucjom wydającym setki milionów złotych.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Zamówienia publiczne na podpis
Problem nie kończy się na niskim wykorzystaniu obiektów. W ośrodku w Zakopanem organizację zamówień publicznych i inwestycji powierzono osobie zatrudnionej na podstawie umowy zlecenia, która nie była pracownikiem ośrodka. Według NIK nie zapewniono przy tym skutecznego nadzoru ani rzeczywistej kontroli jej działań.
Część pracowników miała być powoływana do komisji przetargowych bez odpowiedniego poinformowania. Ich udział sprowadzał się niekiedy do podpisywania dokumentów przygotowanych przez dyrektora, bez samodzielnej oceny ofert. Kontrolerzy uznali takie działania za nierzetelne i stwarzające ryzyko wystąpienia zjawisk korupcyjnych.
Komisja przetargowa istniejąca głównie na papierze nie chroni publicznych pieniędzy. Staje się jedynie dekoracją proceduralną – czymś w rodzaju sportowego sędziego, który podpisał protokół, choć nie widział zawodów.
Ministerstwo nie wyegzekwowało również informacji o wykonaniu zaleceń pokontrolnych ani zwrotu ponad 8,5 mln zł dotacji pobranej w nadmiernej wysokości. NIK zażądała obecnie odzyskania tych pieniędzy wraz z należnymi odsetkami.
Budowanie nie jest jeszcze prowadzeniem polityki sportowej
W Polsce sukces inwestycji publicznej zbyt często mierzy się zakończeniem budowy. Powstał obiekt, przecięto wstęgę, wykonano zdjęcia – zadanie można uznać za zrealizowane.
Tymczasem infrastruktura sportowa nie jest celem samym w sobie. Jest narzędziem. Powinna służyć zawodnikom, trenerom, związkom sportowym i mieszkańcom. Musi mieć harmonogram wykorzystania, model finansowania, odpowiednią kadrę, zaplecze noclegowe, gastronomiczne, rehabilitacyjne i transportowe.
Nowoczesna polityka sportowa nie polega na tym, by mieć jak najwięcej obiektów. Polega na tym, by wiedzieć, jakie obiekty są potrzebne, dla jakich dyscyplin, ilu zawodników z nich skorzysta i jakie rezultaty mają przynieść.
Bez tych odpowiedzi nawet najnowocześniejszy ośrodek może stać się bardzo drogim pomnikiem administracyjnego entuzjazmu.
Pieniądze są. Odpowiedzialność się rozmywa
Kontrola COS pokazuje szerszy problem polskiego sportu. Środki publiczne płyną na inwestycje, programy, związki i instytucje, lecz znacznie słabiej rozwinięte są mechanizmy oceny efektów. Łatwo policzyć wydane miliony, liczbę przebudowanych obiektów i zakupionych urządzeń. Trudniej odpowiedzieć, czy dzięki temu więcej zawodników trenuje w lepszych warunkach i osiąga lepsze wyniki.
NIK nie stwierdziła, że wszystkie inwestycje były niepotrzebne. Potwierdziła, że zrealizowano 52 zadania obejmujące budowę, przebudowę i modernizację infrastruktury. Jednocześnie ujawniła system, w którym rozbudowa bazy nie zawsze wynikała z rzetelnie rozpoznanych potrzeb, a nadzór nad majątkiem i zamówieniami bywał pozorny.
Nie wystarczy więc powtarzać, że sport potrzebuje większych pieniędzy. Potrzebuje także profesjonalnego zarządzania, jawnych kryteriów inwestycyjnych, mierzalnych celów i ludzi ponoszących odpowiedzialność za decyzje.
Bo największym problemem nie jest to, że państwo wydaje na sport setki milionów złotych.
Problem zaczyna się wtedy, gdy po wydaniu tych pieniędzy nikt nie potrafi przekonująco wykazać, że sport rzeczywiście na tym skorzystał.
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.




