Miała wyprowadzić ciężarówki z centrum Bolesławia i otworzyć nowe tereny inwestycyjne. Kosztowała ponad 7,5 mln zł, ale kierowcy korzystali z niej zaledwie około dwóch miesięcy. Później pojawiło się zapadlisko, jezdnię zamknięto, a podnosząca się woda zamieniła inwestycję w zalewisko. Dziś obwodnica Bolesławia jest przedstawiana jako laureat antynagrody za marnowanie publicznych pieniędzy.
Chronologię trzeba jednak uporządkować. Droga nie zatonęła po otrzymaniu nagrody. Najpierw została wybudowana, następnie zamknięta i zalana, a dopiero później trafiła do „Czarnej Księgi wydatków publicznych 2026” Warsaw Enterprise Institute. Otrzymała tam wymowną nazwę: „Droga dla amfibii”.
To jedna z tych historii, w których satyra zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się urzędowa powaga.
Droga za ponad 7,5 miliona złotych
Obwodnica Bolesławia powstała jako nowa droga powiatowa prowadząca od rejonu ulicy Kluczewskiej do strefy aktywności gospodarczej w Bukownie. Jej długość wynosiła blisko 1,9 kilometra. Inwestycja obejmowała między innymi budowę jezdni, ronda, poboczy, rowów, przepustów, kanalizacji deszczowej i kanału technologicznego.
Roboty wykonywała spółka TRANZIT. Całkowity koszt inwestycji wraz z nadzorem autorskim i inwestorskim określono na ponad 7,512 mln zł. Droga miała odciążyć centrum Bolesławia i tzw. Ćmielówkę od ruchu ciężarowego, usprawnić połączenie ze strefą przemysłową oraz drogą krajową nr 94.
Formalnym inwestorem i późniejszym właścicielem drogi był Powiat Olkuski, działający poprzez Zarząd Drogowy w Olkuszu. Gmina Bolesław pozyskała jednak pieniądze z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych i przekazała powiatowi ponad 7,5 mln zł na realizację zadania.
Projekt budowlany przygotowała Pracownia Drogowa PYLON. Dokumentacja kosztowała 177 858 zł, a jej koszt został podzielony po równo pomiędzy Gminę Bolesław, Powiat Olkuski oraz Zakłady Górniczo-Hutnicze „Bolesław”. Każda ze stron zapłaciła po 59 286 zł.
Nie była to więc inwestycja jednego urzędu. W jej przygotowanie, finansowanie i realizację zaangażowanych było kilka podmiotów, które obecnie przedstawiają odmienne wersje odpowiedzialności za finał całego przedsięwzięcia.
Dwa miesiące jazdy
Budowa zakończyła się pod koniec 2022 roku. Gmina informowała wówczas o długo oczekiwanej inwestycji, która miała uwolnić centrum miejscowości od ruchu samochodów ciężarowych.
Entuzjazm trwał krótko.
14 lutego 2023 roku, kilkanaście metrów od nowej drogi, odkryto zapadlisko o średnicy około ośmiu metrów i głębokości około pięciu metrów. Zarząd Drogowy w Olkuszu natychmiast wyłączył trasę z użytkowania. Oficjalnie miało to być zamknięcie czasowe, niezbędne do przeprowadzenia specjalistycznych badań.
Droga nie została jednak ponownie otwarta. W kolejnych tygodniach pojawiały się następne deformacje terenu. 30 maja 2023 roku uszkodzona została już sama konstrukcja trasy: kamienny materac, podbudowa i nawierzchnia asfaltowa. Wójt Bolesławia przyznał później, że obwodnica była użytkowana przez około dwa miesiące.
Z biegiem czasu podnosząca się woda zaczęła zajmować coraz większą część jezdni. Zdjęcia asfaltu znikającego pod taflą wody obiegły media społecznościowe. Na miejscu pojawił się również żartobliwy znak informujący o „przeprawie promowej”.
Inwestycja drogowa została w praktyce zamieniona w zbiornik wodny.
Foto Gazeta Krakowska
„Droga dla amfibii”
Warsaw Enterprise Institute umieścił obwodnicę Bolesławia w „Czarnej Księdze wydatków publicznych 2026”. Przypadek otrzymał nazwę „Droga dla amfibii” i został zakwalifikowany do kategorii „Pomysł dobry, wykonanie złe”.
WEI wskazał, że inwestycja kosztowała 7,5 mln zł, została oddana pod koniec 2022 roku i pozostaje wyłączona z ruchu od lutego 2023 roku. Instytut podkreślił również, że droga służyła mieszkańcom zaledwie około dwóch miesięcy.
W materiale rozpowszechnianym w mediach społecznościowych prof. Mariusz Czop, stojąc na tle zalanej jezdni, określa obwodnicę jako laureata nagrody. Nie jest to jednak nagroda za jakość budowy ani wzorowe wykorzystanie pieniędzy. To antynagroda — publicystyczne wyróżnienie symbolizujące absurdalne lub nieefektywne wydawanie środków publicznych.
Mówiąc najprościej: droga nie otrzymała medalu za to, że dobrze służy mieszkańcom. Otrzymała słomianego misia, ponieważ zamiast samochodów może przyjmować co najwyżej kajaki.
Czy ryzyko było znane?
Najpoważniejsze pytanie nie dotyczy jednak samego zalania, lecz tego, co wiedziały instytucje przed rozpoczęciem budowy.
Obwodnica została wytyczona na obszarze przekształconym wieloletnią działalnością górniczą. Po zakończeniu pracy kopalni Olkusz–Pomorzany wyłączono system odwadniania, a poziom wód podziemnych zaczął się odbudowywać. Proces ten prowadził do powstawania zapadlisk, deformacji i nowych zalewisk.
Warsaw Enterprise Institute, powołując się na wcześniejsze informacje medialne, wskazuje, że teren miał być pierwotnie objęty kategorią geotechniczną wykluczającą realizację inwestycji drogowych. Kategorię później zmieniono, co miało dopuścić budowę pod warunkiem odpowiedniego wzmocnienia podłoża.
To jednak tylko jedna strona sporu.
Powiat Olkuski twierdził, że ze względu na działalność górniczą oraz obowiązujące dokumenty planistyczne drogę wybudowano w miejscu uznanym za optymalne. Starostwo podkreślało również, że ZGH „Bolesław” uczestniczyły w finansowaniu projektu i były zaangażowane w przygotowanie przedsięwzięcia.
Wójt Gminy Bolesław argumentował natomiast, że planowany przebieg trasy pojawiał się w dokumentach już w latach osiemdziesiątych. Zwracał też uwagę, że ZGH przekazały część gruntów, współfinansowały dokumentację oraz wcześniej wyrażały poparcie dla powstania drogi.
Powiat żąda zwrotu pieniędzy
Spór wszedł w nową fazę w kwietniu 2026 roku. Zarząd Powiatu Olkuskiego skierował do ZGH „Bolesław” przedsądowe wezwanie do zapłaty 7 712 198,33 zł. Kwota odpowiada niemal całkowitemu kosztowi budowy obwodnicy.
Zakłady odrzuciły roszczenie jako bezzasadne. Według spółki inwestor miał dostęp do informacji o warunkach hydrogeologicznych i budował drogę ze świadomością zagrożeń. ZGH twierdzą, że historyczne mapy, dokumentacje i prognozy wskazywały możliwość powrotu wody na ten teren po wyłączeniu kopalnianego odwadniania.
Powiat prezentuje stanowisko przeciwne: skoro spółka współuczestniczyła w przygotowaniu inwestycji, finansowała część projektu i przekazywała grunty, nie może obecnie twierdzić, że od początku uważała przedsięwzięcie za niewykonalne.
W efekcie każdy uczestnik procesu wskazuje na dokumenty, uzgodnienia i odpowiedzialność pozostałych. Droga pozostaje tymczasem pod wodą, a mieszkańcy nadal korzystają ze starego układu komunikacyjnego.
Pieniądze były rządowe, ale nadal publiczne
W oświadczeniu z marca 2024 roku wójt Bolesławia podkreślał, że pieniądze na budowę pochodziły z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, a więc inwestycja nie została sfinansowana bezpośrednio z lokalnych podatków mieszkańców.
Taka argumentacja nie rozwiązuje jednak problemu.
Środki z funduszu rządowego również są pieniędzmi publicznymi. Nie przestają nimi być tylko dlatego, że przeszły przez budżet państwa, a nie przez kasę gminy. Podatnik nie znika wraz ze zmianą numeru rachunku bankowego.
Jeżeli inwestycja za ponad 7,5 mln zł była użytkowana przez dwa miesiące, a następnie została bezterminowo wyłączona z ruchu, trzeba ustalić nie tylko, kto formalnie odpowiada za jej zalanie. Należy również odpowiedzieć, czy przed rozpoczęciem budowy prawidłowo oceniono ryzyko, czy uwzględniono prognozy hydrogeologiczne oraz czy dokonano wszystkich wymaganych zabezpieczeń podłoża.
Nagroda, której nikt nie chciał otrzymać
Obwodnica Bolesławia miała być symbolem rozwoju. Stała się symbolem bezradności instytucji, które po fakcie potrafią bardzo dokładnie opisać odpowiedzialność pozostałych uczestników przedsięwzięcia.
Powiat wskazuje na ZGH. Zakłady wskazują na wiedzę inwestora i projektanta. Gmina przypomina, że nie była formalnym inwestorem, choć pozyskała i przekazała pieniądze. Projekt powstał, droga została odebrana, ruch uruchomiono, a po dwóch miesiącach ustawiono zakaz wjazdu.
Dziś po asfaltowej trasie nie jadą ciężarówki, dla których została zbudowana. Nad żółtą linią środkową faluje woda.
Antynagroda Warsaw Enterprise Institute jest jedynie gorzkim podsumowaniem tej historii. Najważniejsze pytanie nadal pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi:
kto wiedział, że droga może znaleźć się pod wodą, i dlaczego mimo tej wiedzy pozwolono wydać na nią ponad 7,5 miliona złotych?
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


