Przejdź do treści
wtorek 6 października 2026
05/10/2026Dziennikarz i redaktor naczelny

W 2022 roku mieszkaniec alarmował o gwałtownie przybierającej wodzie, a Wody Polskie pytały Zakład Gospodarki Komunalnej o sposób odprowadzania ścieków, stan urządzeń i przestrzeganie pozwolenia wodnoprawnego. ZGK odpowiadał, że instalacja pracuje prawidłowo. Cztery lata później kontrola WIOŚ wykazała m.in. korzystanie z przelewu burzowego bez wymaganego pozwolenia, przekroczenia parametrów ścieków oraz nieprawidłową eksploatację urządzeń. Nie oznacza to jeszcze, że problemy z 2026 roku istniały już w 2022. Powstaje jednak pytanie, którego dziś nie można już pominąć: kiedy naprawdę zaczęły się kłopoty obornickiej oczyszczalni?

To nie jest historia o jednej rurze.

Nie jest też historią, którą da się zamknąć prostym zdaniem: „oczyszczalnia działa” albo „oczyszczalnia nie działa”.

Reklama

Dokumenty z lat 2022 i 2026 pokazują coś bardziej skomplikowanego. Mamy legalny wylot oczyszczonych ścieków, ale także przelewy burzowe, z których jeden był eksploatowany bez wymaganego pozwolenia. Mamy oczyszczalnię, która pod względem ilości odprowadzanych ścieków mieściła się w limitach, ale jednocześnie nie dotrzymywała części parametrów jakościowych. Mamy też kanalizację, do której trafiają ogromne ilości wód opadowych, roztopowych i infiltracyjnych.

A przede wszystkim mamy pytanie o ciągłość tej historii.

Wszystko zaczęło się dużo wcześniej niż kontrola WIOŚ

23 sierpnia 2022 roku do Wód Polskich wpłynął sygnał mieszkańca miejscowości Jary. Zwracał uwagę na gwałtowne przybieranie wody w jednym z cieków i wiązał problem ze sposobem odprowadzania ścieków oraz wód opadowych z terenu gminy Oborniki Śląskie.

W dokumentacji Wód Polskich znalazła się wówczas istotna informacja: według zgłaszającego rzeczywista droga odpływu nie odpowiadała przebiegowi wynikającemu z dokumentów.

Wody Polskie nie odłożyły sprawy na półkę. Już 25 sierpnia zwróciły się do ZGK w Obornikach Śląskich o wyjaśnienia.

Pytania były konkretne.

Czy zmienił się sposób korzystania z wód? Czy urządzenia wodne są właściwie utrzymywane? Czy nie są przekraczane ilości określone w pozwoleniu wodnoprawnym? Czy ZGK wykonuje wszystkie obowiązki wynikające z decyzji? Czy doszło do awarii albo zatrzymania urządzeń?

To ważne, bo już wtedy problem nie był sprowadzany wyłącznie do „wody w rowie”. Organ badał funkcjonowanie całego systemu.

ZGK w 2022 roku: urządzenia pracują prawidłowo

ZGK odpowiedział 2 września 2022 roku.

Ze streszczenia tej odpowiedzi zawartego później w dokumentacji Wód Polskich wynika, że spółka zapewniała, iż urządzenia są utrzymywane w należytym stanie i regularnie serwisowane, wyloty są monitorowane, ilości odprowadzanych ścieków i wód nie są przekraczane, a od czasu wydania pozwolenia nie odnotowano awarii mogącej wpływać na funkcjonowanie obiektu lub wykonywanie pozwolenia.

Można byłoby uznać sprawę za wyjaśnioną.

Tyle że Wody Polskie jej nie zamknęły.

Po dalszej korespondencji, 19 października 2022 roku, Zarząd Zlewni przekazał materiał do właściwej komórki Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej i wniósł o przeprowadzenie kontroli gospodarowania wodami.

Organ chciał ustalić m.in., czy urządzenie wodne było należycie utrzymywane oraz czy sposób jego utrzymania mógł powodować zmianę funkcji albo szkodliwe oddziaływanie na grunty sąsiednie.

To bardzo ważny moment tej historii.

Zapewnienia ZGK nie zakończyły bowiem wątpliwości organu odpowiedzialnego za gospodarkę wodną.

Cztery lata później wchodzi WIOŚ

W 2026 roku pojawia się kolejny sygnał dotyczący oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej.

Tym razem sprawa kończy się kontrolą interwencyjną Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Kontrola trwała od 20 maja do 18 sierpnia 2026 roku. Przeprowadzono ją bez wcześniejszego zawiadomienia przedsiębiorcy. Badaniem objęto okres od 1 stycznia 2024 roku do 20 maja 2026 roku.

I tutaj kończy się sfera przypuszczeń.

WIOŚ stwierdził konkretne naruszenia.

Inspektorzy wskazali:

korzystanie bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego z przelewu burzowego znajdującego się na terenie oczyszczalni, nieregularne wykonywanie wymaganych badań ścieków, przekroczenia dopuszczalnych wartości zanieczyszczeń oraz nieutrzymywanie we właściwym stanie technicznym i nieprawidłową eksploatację urządzeń służących do oczyszczania ścieków.

W związku z kontrolą nałożono mandat, wydano zarządzenia pokontrolne, a WIOŚ zapowiedział wszczęcie postępowania dotyczącego opłaty podwyższonej za przekroczenie średniorocznego stężenia azotu ogólnego.

To już nie są opinie mieszkańców ani spór o interpretację zdjęcia rury.

To ustalenia państwowego organu kontrolnego.

Jedna ważna rzecz: nie każda rura była nielegalna

W tej historii szczególnie łatwo o pomieszanie różnych instalacji.

Wylot W-S DN 400, którym oczyszczone ścieki z oczyszczalni trafiają do rowu R-B, jest objęty pozwoleniem wodnoprawnym z 7 września 2021 roku.

WIOŚ jednoznacznie potwierdził jego lokalizację i funkcję.

Nie można więc pisać, że ten konkretny przewód był „nielegalnym wylotem”.

Problem dotyczy czegoś innego.

Kontrola wykazała istnienie przelewu burzowego na terenie A oczyszczalni, z którego korzystano bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego.

Dodatkowo poza ogrodzonym terenem oczyszczalni na kolektorze DN 1200 znajduje się kolejny przelew burzowy. Według przedstawiciela ZGK był on zaślepiony. WIOŚ odnotował jednak, że również dla niego spółka nie posiadała pozwolenia na wprowadzanie ścieków do wód. Ze względu na zakres kontroli inspektorzy nie pogłębiali wtedy kwestii własności tego urządzenia.

I właśnie w tym miejscu pojawia się bardzo ważne pytanie:

od kiedy te przelewy istnieją?

Jeżeli któryś z nich funkcjonował już w 2022 roku, trzeba będzie ponownie spojrzeć na ówczesne sygnały mieszkańców oraz na odpowiedzi udzielone wtedy organom przez ZGK.

Na obecnym etapie dokumenty tego jeszcze nie rozstrzygają.

Największy problem może płynąć… razem z deszczem

Najbardziej wymowne liczby z raportu WIOŚ nie dotyczą nawet pojedynczej próbki ścieków.

Dotyczą tego, ile wody w ogóle trafia do oczyszczalni.

W 2024 roku według danych przedstawionych inspektorom kanalizacją dopłynęło około 253 tys. m³ ścieków, a kolejne 115 tys. m³ zostało dowiezione.

Tymczasem do odbiornika odprowadzono ponad 625 tys. m³.

Różnica — około 257 tys. m³ — została określona jako wody przypadkowe.

Innymi słowy, w 2024 roku do systemu dostała się dodatkowo ilość wody porównywalna ze ściekami wytwarzanymi przez mieszkańców.

W 2025 roku sytuacja była jeszcze bardziej uderzająca.

Ścieków dopływających kanalizacją było około 250 tys. m³, dowiezionych — 118 tys. m³, natomiast z oczyszczalni odpłynęło ponad 910 tys. m³.

WIOŚ wyliczył ilość pozostałych wód — infiltracyjnych, drenażowych, opadowych i roztopowych — na ponad:

542 tys. m³.

To prawie dwa razy więcej niż ilość ścieków wytworzonych przez mieszkańców.

Inspektorzy sami wyprowadzili z tych liczb wniosek: warunki atmosferyczne mają drastyczny wpływ na ilość ścieków dopływających do oczyszczalni, a sytuacja może wskazywać na niezadowalający stan techniczny sieci kanalizacyjnej.

I nagle zgłoszenia mieszkańców o problemach pojawiających się podczas intensywnych lub długotrwałych opadów przestają wyglądać jak przypadkowe obserwacje.

Nie dowodzą oczywiście konkretnego naruszenia.

Ale pasują do problemu technicznego, który cztery lata później opisali inspektorzy.

Deszcz rozcieńcza. Bezdeszczowa pogoda może przeciążać

Problem okazuje się jeszcze bardziej przewrotny.

Duża ilość wód opadowych może rozwadniać ścieki. Natomiast w okresie bezdeszczowym duża ilość ścieków dowożonych beczkowozami w ciągu dnia może gwałtownie zwiększać obciążenie oczyszczalni ładunkiem zanieczyszczeń.

Do tego — jak wskazał WIOŚ — obiekt ma ograniczone możliwości sterowania recyrkulacją.

To oznacza, że oczyszczalnia może być poddawana dwóm różnym presjom: raz ogromnej ilości dodatkowej wody, innym razem znacznemu ładunkowi zanieczyszczeń.

Azot: 15 mg/l dopuszczalne, ponad 50 mg/l w pomiarach

Pozwolenie wodnoprawne określa dopuszczalne stężenie azotu ogólnego na poziomie 15 mg/l.

Tymczasem w badaniach wykonywanych wcześniej przez samą spółkę pojawiały się wartości:

47,3 mg/l, 54,7 mg/l, 52,3 mg/l oraz 58,6 mg/l.

W pełnym okresie od 28 września 2024 do 27 września 2025 roku średnia wyniosła 22,09 mg/l.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

WIOŚ stwierdził więc oficjalnie, że oczyszczone ścieki odprowadzane z oczyszczalni nie spełniły wymagań w zakresie azotu ogólnego.

Warto jednocześnie podkreślić drugą stronę ustaleń kontroli: dopuszczalna ilość odprowadzanych ścieków w analizowanym pełnym okresie pozwolenia nie została przekroczona.

Problemem nie była więc wyłącznie liczba metrów sześciennych.

Była nim również jakość.

15 lipca pokazał, jak źle może być w sytuacji ekstremalnej

Szczególnie interesujące są badania wykonane na zlecenie WIOŚ.

W średniodobowej próbce z 14–15 lipca 2026 roku stwierdzono m.in.:

ChZT — 238 mg/l przy limicie 125 mg/l,

BZT5 — 95 mg/l przy limicie 25 mg/l,

zawiesiny ogólne — 272 mg/l przy limicie 35 mg/l,

azot ogólny — 28,3 mg/l przy limicie 15 mg/l,

fosfor ogólny — 4,9 mg/l przy limicie 2 mg/l.

WIOŚ sam zwrócił uwagę, że mogą występować okresowe sytuacje ekstremalne, podczas których parametry odprowadzanych ścieków znacznie odbiegają od wartości określonych w pozwoleniu.

To również ważna informacja dla mieszkańców.

Kontrola wykonana jednego spokojnego dnia nie musi pokazać tego, co dzieje się podczas intensywnego deszczu, nagłego przeciążenia albo nietypowego dopływu ścieków.

Co dzieje się z rowem R-B?

WIOŚ pobrał także próbki wody z rowu powyżej i poniżej wylotu oczyszczonych ścieków.

Inspektorzy wskazali na zauważalne różnice pomiędzy wynikami.

Jednocześnie podczas samych oględzin nie stwierdzili w rowie śladów wskazujących na odprowadzanie ścieków nieoczyszczonych.

Oba fakty mogą być prawdziwe jednocześnie.

Oznacza to, że nie ma podstaw, aby twierdzić, iż WIOŚ przyłapał oczyszczalnię na stałym wypuszczaniu surowych ścieków legalnym wylotem DN 400.

Ale jednocześnie istnieją udokumentowane problemy z jakością odprowadzanych ścieków i różnice w parametrach wody przed i za wylotem.

Najbardziej niepokojący wniosek dotyczy całego systemu

Kontrolerzy nie zatrzymali się na pojedynczych przekroczeniach.

Opisali stan kanalizacji.

Sieć w Obornikach Śląskich jest w znacznej części ogólnospławna, czyli tą samą infrastrukturą transportowane są ścieki oraz część wód deszczowych.

WIOŚ zwrócił uwagę na duży udział starszych materiałów: betonu, kamionki, żeliwa, a nawet azbestocementu. Inspektorzy uznali, że struktura materiałowa może wskazywać, iż znaczna część sieci ma ponad 25 lat.

Co jeszcze bardziej interesujące, podczas kontroli ustalono, że spółka nie posiadała inwentaryzacji umożliwiającej przypisanie konkretnego adresu do konkretnej oczyszczalni. Do celów technicznych przyjmowano proporcję: około 70 proc. ścieków do oczyszczalni przy Grunwaldzkiej i około 30 proc. do oczyszczalni przy ul. Maczka.

To pokazuje skalę problemu.

Nie rozmawiamy już tylko o jednym urządzeniu przy oczyszczalni.

Rozmawiamy o całej sieci miejskiej.

WIOŚ: oczyszczalnia wyczerpuje swoje możliwości technologiczne

To chyba najważniejsze zdanie dla mieszkańców.

Inspektorzy ocenili, że wraz ze wzrostem przepływu i obciążenia oczyszczalnia przy ul. Grunwaldzkiej wyczerpuje swoje możliwości technologiczne w obecnych kubaturach.

Ich zdaniem zasadne jest przeprowadzenie głębokiej modernizacji obiektu.

Wśród działań wskazano m.in. legalizację przelewów burzowych, wykonanie ekspertyzy możliwości redukcji azotu i fosforu, poprawę sposobu przyjmowania ścieków dowożonych, sprawdzenie stanu technicznego kanalizacji, naprawę nieszczelności oraz rozdzielenie kanalizacji deszczowej od sanitarnej.

Padła również sugestia rozważenia wstrzymania wydawania nowych warunków technicznych przyłączenia do kanalizacji.

To jest już sprawa dotycząca nie tylko ZGK.

Dotyczy sposobu dalszego rozwoju miasta.

Bo jeżeli infrastruktura komunalna zbliża się do granic swoich możliwości, każde nowe osiedle, kolejny budynek wielorodzinny czy następne przyłącze przestaje być wyłącznie sprawą dewelopera i przyszłego mieszkańca.

Staje się pytaniem o wydolność systemu.

I dlatego dokumenty z 2022 roku nabierają dziś innego znaczenia

Nie wolno popełnić prostego błędu i powiedzieć:

„W 2022 roku wszystko było źle, a WIOŚ potwierdził to w 2026 roku”.

Kontrola WIOŚ obejmowała przede wszystkim lata 2024–2026. Nie daje podstaw do automatycznego przenoszenia wszystkich stwierdzonych naruszeń cztery lata wstecz.

Ale równie nierzetelne byłoby powiedzenie:

„Sprawy z 2022 i 2026 roku nie mają ze sobą nic wspólnego”.

W obu pojawiają się te same obszary:

odprowadzanie ścieków i wód opadowych, stan urządzeń, zachowanie systemu podczas opadów, funkcjonowanie rowu R-B oraz pytanie, czy cała instalacja działa tak, jak powinna.

W 2022 roku były to pytania.

W 2026 roku część problemów została już udokumentowana przez organ kontrolny.

Brakuje jednego bardzo ważnego elementu układanki

W październiku 2022 roku Wody Polskie skierowały sprawę dalej w celu przeprowadzenia kontroli gospodarowania wodami.

Nie mamy jeszcze końcowego wyniku tamtej kontroli.

I właśnie ten dokument może odpowiedzieć na fundamentalne pytanie:

czy nieprawidłowości stwierdzone w 2026 roku są stosunkowo nowe, czy ich źródła były widoczne już kilka lat wcześniej?

To ma znaczenie nie tylko historyczne.

Jeżeli problemy infrastrukturalne narastały przez lata, trzeba zapytać, kiedy wiedziały o nich ZGK, gmina i właściwe organy, jakie działania podejmowano oraz dlaczego obecnie inspektorzy mówią już o potrzebie głębokiej modernizacji.

To nie jest pytanie: „czy oczyszczalnia działa?”

Oczywiście, że działa.

Prawdziwe pytanie brzmi:

czy działa wystarczająco dobrze dla miasta, które ma się dalej rozwijać?

Raport WIOŚ daje na ten temat dużo bardziej skomplikowaną odpowiedź niż proste „tak” albo „nie”.

Legalny wylot istnieje. Ilościowy limit w analizowanym pełnym okresie nie został przekroczony. Podczas oględzin nie stwierdzono wypływu nieoczyszczonych ścieków legalnym kolektorem.

Ale jednocześnie stwierdzono przelew burzowy bez wymaganego pozwolenia, przekroczenia jakościowe, problemy z eksploatacją urządzeń, ogromny udział wód przypadkowych oraz system kanalizacyjny podatny na wpływ pogody. Sami inspektorzy uznali, że oczyszczalnia zbliża się do kresu swoich możliwości technologicznych w obecnej postaci.

Dlatego dla mieszkańców najważniejsze pytanie powinno dziś brzmieć nie:

„kto ma rację w sporze o oczyszczalnię?”

lecz:

„jaki jest rzeczywisty plan naprawy systemu, ile będzie kosztował, kto za niego zapłaci i czy zostanie wykonany zanim infrastruktura stanie się barierą dalszego rozwoju Obornik Śląskich?”

Bo ścieki mają tę mało dyplomatyczną właściwość, że problemy z nimi można przez jakiś czas przykrywać dokumentami, ale ostatecznie i tak muszą gdzieś odpłynąć.

 

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *