„To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.”
— Stefan Kisielewski
Czy to tylko błoto, czy już metafora?
Na pierwszy rzut oka – zwykłe listopadowe obrazki z gminy Oborniki Śląskie. Jedna droga zamieniona w grzęzawisko po budowie, druga – w samo centrum błotnistego absurdu, gdzie kałuże zastąpiły asfalt. A jednak te dwa zdjęcia mówią o czymś znacznie większym niż nierówna nawierzchnia. Mówią o stanie społecznym – o bezsilności, którą próbujemy przykryć żartem w komentarzu.
Od błota do Facebooka
Pod postem Katarzyny Czerwińskiej mieszkańcy spierają się, cytują przepisy, udostępniają wzory pism, nawet gotowe zawiadomienie do nadzoru budowlanego.
Pod zdjęciem Seweryna Przeździęka – ironia i autoironia: „chyba terenówkę macie?”, „Pojezierze Obornickie”, „To nie droga do domu burmistrza”.
Wszystko w tonie pogodzonego gniewu.
Takiego, który już nie chce walczyć, tylko dać świadectwo, że widzi i pamięta.
Kiedyś mieszkańcy pisali petycje, dziś zostawiają emotkę 😢 albo sarkastyczny komentarz.
Kiedyś szli do urzędu – dziś scrollują.
To nie lenistwo, to brak wiary w sprawczość.
Bo po co pisać pismo, skoro i tak odpowiedź będzie taka sama: „inwestor przywróci stan pierwotny po zakończeniu prac”?
Facebook
Urzędowa grzęzawisko
Z drugiej strony – reakcje władzy też niczego nie wyjaśniają.
Radny tłumaczy, że temat „został zgłoszony do wydziału inwestycji”.
Komitet burmistrza odpowiada mieszkańcowi: „To proszę porozmawiać z radnym ze swojego okręgu”.
Jakby każda kałuża miała własny obieg biurokratyczny.
Jakby błoto było nie zjawiskiem fizycznym, lecz proceduralnym.
Wszystko to razem tworzy groteskowy pejzaż gminy, w której każdy coś komentuje, ale nikt niczego nie zmienia.
Facebook działa jak zawór bezpieczeństwa – spuszcza społeczne ciśnienie, zanim ktokolwiek zdąży zapukać do urzędu.
Facebook
Błoto metaforyczne
To błoto jest stanem ducha.
Nie tylko mieszkańców, ale całego samorządowego ekosystemu:
urzędników, radnych, wyborców, sołtysów.
Wszyscy już dawno się do niego przyzwyczaili.
Bo błoto nie parzy, nie śmierdzi – tylko przykleja się powoli, z każdym postem, z każdym komentarzem, z każdym „lajkiem” w miejsce działania.
I może właśnie dlatego nie ma tu larum, nie ma skandalu, nie ma mediów.
Jest tylko błoto – i społeczeństwo, które zdążyło się w nim urządzić.




