Prezydent Karol Nawrocki powołał Radę Nowej Konstytucji. Oficjalnie ma to być początek pracy nad „konstytucją nowej generacji roku 2030”. Politycznie — zapaliła się lampka ostrzegawcza. I to nie taka mała, nocna. Raczej reflektor nad salą przesłuchań.
Kto znalazł się w radzie?
Kancelaria Prezydenta podała, że w składzie są m.in. Marek Jurek, prof. Ryszard Legutko, prof. Anna Łabno, prof. Ryszard Piotrowski, Barbara Piwnik, Julia Przyłębska, Józef Zych, Piotr Andrzejewski, prof. Zdzisław Krasnodębski i prof. Jacek Majchrowski.
I właśnie tu zaczyna się problem. Bo obok nazwisk prawników, byłych polityków i konstytucjonalistów pojawia się Julia Przyłębska — była prezes Trybunału Konstytucyjnego z czasów najostrzejszego sporu o praworządność.
Prezydent Karol Nawrocki uroczystość powołania rady ds spraw nowej konstytucji 03 05 2026 .jpg
Czy to rada kompromisu, czy polityczny sygnał?
Prezydent mówi o „uczciwej debacie”, różnorodności i zaproszeniu wszystkich środowisk. Zapowiedział też, że kolejnym etapem ma być powołanie ekspertów oraz zaproszenie ugrupowań sejmowych.
Brzmi poważnie. Tyle że polityka lubi takie momenty, w których dekoracja mówi „dialog”, a kulisy szepczą „operacja”.
Donald Tusk już zapowiedział, że nie zamierza uczestniczyć w pracach nad nową konstytucją pod auspicjami Nawrockiego. Premier ocenił inicjatywę jako niepoważną i szczególnie odniósł się do obecności Julii Przyłębskiej w radzie.
Dlaczego nazwisko Przyłębskiej budzi taki opór?
Bo Trybunał Konstytucyjny z lat rządów PiS stał się jednym z symboli kryzysu praworządności. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Xero Flor wskazał na poważne nieprawidłowości przy obsadzie składu TK.
Do tego dochodzi późniejsza ocena TSUE, według której problemy z obsadą i niezależnością Trybunału nie były tylko krajową kłótnią polityczną, ale sprawą naruszającą standardy prawa Unii.
Dlatego dla przeciwników prezydenckiej inicjatywy pytanie jest brutalnie proste: czy osoby kojarzone z kryzysem konstytucyjnym powinny dziś projektować nową konstytucję?
Kto ma legitymizować projekt?
W radzie są też nazwiska spoza twardego obozu PiS. Barbara Piwnik była ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera. Józef Zych to były marszałek Sejmu i polityk PSL.
Tyle że udział Zycha również wywołał napięcie. Według doniesień Onetu były marszałek nie uprzedził PSL o swoim udziale w radzie, a klub ludowców nie zamierza uczestniczyć w jej pracach.
To ważne, bo bez realnego udziału większości parlamentarnej rada może być bardziej polityczną sceną niż miejscem ustrojowego kompromisu.
Czy nowa konstytucja ma szanse?
Teoretycznie — prace można prowadzić. Praktycznie — zmiana konstytucji wymaga większości, której dziś prezydencki obóz nie ma. Tusk wprost ocenił, że Nawrocki wie, iż większości konstytucyjnej „ani dziś, ani jutro, ani pojutrze” nie będzie.
I tu dochodzimy do sedna. Rada może nie być narzędziem szybkiej zmiany prawa. Może być narzędziem budowania opowieści: że obecna konstytucja jest zużyta, że trzeba ją napisać od nowa, że prezydent jest tym, który „porządkuje państwo”.
Tylko że w Polsce problemem nie zawsze był brak nowych przepisów. Często problemem było przestrzeganie tych, które już istnieją.
Najpierw szacunek, potem nowe pióro
Spór o Radę Nowej Konstytucji nie jest więc tylko sporem o skład osobowy. To pytanie o wiarygodność.
Czy można pisać nową ustawę zasadniczą z udziałem osób, których nazwiska dla wielu obywateli stały się symbolem obchodzenia starej? Czy można budować konstytucję „nowej generacji”, nie rozliczając najpierw tego, co stało się z konstytucją z 1997 roku?
Na razie wygląda to tak, jakby część polityków chciała napisać instrukcję przeciwpożarową po tym, jak sama przez lata bawiła się zapałkami przy archiwum.
Czytaj dalej
Zostań przy sprawie
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


