Demokracja przy dziurawej drodze. Dlaczego mieszkańcy proszą nie tych, którzy decydują
Przez
Redakcja / 06/02/2026 / 2 minutes of reading
Zdjęcie zalanej drogi, zimowy lód i wpis zaczynający się od słów „Dobry wieczór Panie Burmistrzu”. Wydaje się, że to zwykła interwencja mieszkańca. W rzeczywistości to coś więcej — obraz tego, jak wciąż mylimy demokrację z prośbą o łaskę.
Ten post z Facebooka nie jest interwencją obywatelską. To jest list poddanego do pana – napisany miękkim językiem, pełen próśb, zapewnień o lojalności i rozczarowania, że „dwór” nie zareagował.
„Dobry wieczór Panie Burmistrzu” „Na pewno rozumie Pan Burmistrz” „Proszę zerknąć na zdjęcie”
To nie jest język demokracji. To jest język folwarczny.
I nie chodzi o intencje autorki – one są zrozumiałe. Chodzi o mentalny schemat, który w Polsce lokalnej ma się znakomicie.
Facebook
Demokracja przyszła. Obywatel został w domu.
W demokracji:
władza nie siedzi w burmistrzu,
władza nie siedzi w wójcie,
władza nie siedzi w urzędzie.
Władza siedzi w radzie. A konkretnie: w radnym, którego wybrałeś.
Tymczasem w tym poście widać coś zupełnie innego: obywatel oddaje władzę, a potem idzie prosić.
„My tu mieszkamy, płacimy podatki…”
To zdanie jest kluczowe. Bo brzmi jak argument do pana, nie jak roszczenie do reprezentanta.
W demokracji nie mówi się:
„Płacę podatki, więc proszę”.
W demokracji mówi się:
„Wybrałem radnego, który ma to załatwić. I go z tego rozliczam”.
Burmistrz jako pan feudalny – wygodny mit
Dlaczego lud pisze do burmistrza?
Bo to wygodne dla wszystkich:
obywatel ma poczucie, że „zrobił coś”,
burmistrz może odpowiedzieć lub nie,
radny… nie istnieje.
A przecież:
burmistrz nie głosuje budżetu,
burmistrz nie ustala priorytetów dróg,
burmistrz nie decyduje, czy jedna ulica jest ważniejsza od drugiej.
On wykonuje. Radni decydują.
Ale żeby to zrozumieć, trzeba wykonać jeden krok, którego w tym poście nie ma: wskazać konkretnego radnego z imienia i nazwiska.
„Pani Radna, dlaczego w budżecie nie ma pieniędzy na zimowe utrzymanie naszej ulicy?”
Bo to już byłoby użycie demokracji, a nie jej dekoracja.
Demokracja dana, ale nieużywana
Najsmutniejsze jest coś innego.
Demokracja została dana. Nie została użyta.
Lud nie jest bezsilny. Lud jest źle nauczony.
Nauczony, że:
burmistrz to „szef”,
radny to „ktoś od kampanii”,
urząd to „pan”.
A potem ten sam lud mówi:
„Szkoda gadać”.
Nie. Szkoda nie gadać do właściwych ludzi.
Bo dopóki obywatel pisze listy do „pana burmistrza”, a nie gnębi swojego radnego pytaniami o głosowania, komisje i budżet, dopóty demokracja będzie tylko ładnym napisem na szyldzie.
I lód na Akacjowej będzie wracał co roku. Tak samo jak zdziwienie, że „nikt się nie zainteresował”.
Autor: Rafał Chwaliński
📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR,
aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra w Żmigrodzie Zimowe śniegi topnieją pod wpływem ciepła, które niesie ze sobą Wielka Orkiestra Świątecznej […]
Nadszedł ten wyjątkowy dzień! Po feriach, uczniowie klas 0-3 Szkoły Podstawowej im. Bolesława Chrobrego w Żmigrodzie wreszcie rozpoczęli swoją edukację […]
Prohibicja po wrocławsku: Mapa zakupu alkoholu Wrocławski magistrat opublikował w internecie mapę punktów handlowych, w których obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu […]