Demokracja przy dziurawej drodze. Dlaczego mieszkańcy proszą nie tych, którzy decydują

wasal do burmistrza

Zdjęcie zalanej drogi, zimowy lód i wpis zaczynający się od słów „Dobry wieczór Panie Burmistrzu”. Wydaje się, że to zwykła interwencja mieszkańca. W rzeczywistości to coś więcej — obraz tego, jak wciąż mylimy demokrację z prośbą o łaskę.


Ten post z Facebooka nie jest interwencją obywatelską.
To jest list poddanego do pana – napisany miękkim językiem, pełen próśb, zapewnień o lojalności i rozczarowania, że „dwór” nie zareagował.

„Dobry wieczór Panie Burmistrzu”
„Na pewno rozumie Pan Burmistrz”
„Proszę zerknąć na zdjęcie”

To nie jest język demokracji.
To jest język folwarczny.

I nie chodzi o intencje autorki – one są zrozumiałe.
Chodzi o mentalny schemat, który w Polsce lokalnej ma się znakomicie.

screenshot
Facebook

Demokracja przyszła. Obywatel został w domu.

W demokracji:

  • władza nie siedzi w burmistrzu,

  • władza nie siedzi w wójcie,

  • władza nie siedzi w urzędzie.

Władza siedzi w radzie.
A konkretnie: w radnym, którego wybrałeś.

Tymczasem w tym poście widać coś zupełnie innego:
obywatel oddaje władzę, a potem idzie prosić.

„My tu mieszkamy, płacimy podatki…”

To zdanie jest kluczowe.
Bo brzmi jak argument do pana, nie jak roszczenie do reprezentanta.

W demokracji nie mówi się:
„Płacę podatki, więc proszę”.

W demokracji mówi się:
„Wybrałem radnego, który ma to załatwić. I go z tego rozliczam”.


Burmistrz jako pan feudalny – wygodny mit

Dlaczego lud pisze do burmistrza?

Bo to wygodne dla wszystkich:

  • obywatel ma poczucie, że „zrobił coś”,

  • burmistrz może odpowiedzieć lub nie,

  • radny… nie istnieje.

A przecież:

  • burmistrz nie głosuje budżetu,

  • burmistrz nie ustala priorytetów dróg,

  • burmistrz nie decyduje, czy jedna ulica jest ważniejsza od drugiej.

On wykonuje.
Radni decydują.

Ale żeby to zrozumieć, trzeba wykonać jeden krok, którego w tym poście nie ma:
wskazać konkretnego radnego z imienia i nazwiska.

moj lud humor radia dtr
Humor radia DTR

Poddany pisze „do pana”, obywatel pisze „do swojego”

Poddany:

  • prosi,

  • tłumaczy się,

  • liczy na zrozumienie.

Obywatel:

  • żąda,

  • wskazuje odpowiedzialnego,

  • rozlicza z decyzji.

W tym poście nie ma ani jednego zdania w stylu:

„Pani Radna, dlaczego w budżecie nie ma pieniędzy na zimowe utrzymanie naszej ulicy?”

Bo to już byłoby użycie demokracji, a nie jej dekoracja.


Demokracja dana, ale nieużywana

Najsmutniejsze jest coś innego.

Demokracja została dana.
Nie została użyta.

Lud nie jest bezsilny.
Lud jest źle nauczony.

Nauczony, że:

  • burmistrz to „szef”,

  • radny to „ktoś od kampanii”,

  • urząd to „pan”.

A potem ten sam lud mówi:
„Szkoda gadać”.

Nie.
Szkoda nie gadać do właściwych ludzi.

Bo dopóki obywatel pisze listy do „pana burmistrza”,
a nie gnębi swojego radnego pytaniami o głosowania, komisje i budżet,
dopóty demokracja będzie tylko ładnym napisem na szyldzie.

I lód na Akacjowej będzie wracał co roku.
Tak samo jak zdziwienie, że „nikt się nie zainteresował”.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry