Raport Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych pokazuje, że problem z dietami radnych nie sprowadza się wyłącznie do wysokości wypłat. Pytanie jest znacznie poważniejsze: czy dieta nadal rekompensuje realną stratę radnego, czy stała się comiesięcznym świadczeniem za samo posiadanie mandatu?
Regionalne Izby Obrachunkowe wzięły pod lupę wydatki samorządów na funkcjonowanie organów stanowiących. W praktyce chodziło przede wszystkim o rady gmin, rady powiatów, sejmiki województw i pieniądze wypłacane radnym.
Kontrola objęła 129 jednostek samorządu terytorialnego. Sprawdzano lata 2023–2024. Wynik? Większość samorządów radzi sobie z naliczaniem diet poprawnie, ale tam, gdzie pojawiają się błędy, dotykają one bardzo czułego miejsca: publicznych pieniędzy, przejrzystości zasad i zaufania mieszkańców.
Bo dieta radnego to nie jest zwykła pensja.
A przynajmniej nie powinna nią być.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Czy radny dostaje dietę za pracę, czy za stratę?
Z punktu widzenia prawa dieta radnego ma charakter rekompensacyjny. Ma wyrównywać koszty albo utracone korzyści związane z wykonywaniem mandatu. Radny idzie na sesję, uczestniczy w komisji, poświęca czas, czasem rezygnuje z pracy zawodowej, traci część dochodu — i właśnie to ma zostać zrekompensowane.
Tak wygląda teoria.
W praktyce, jak wskazuje Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych, system coraz częściej przypomina stały miesięczny ryczałt. Niezależny od tego, czy radny faktycznie poniósł stratę finansową. Niezależny od tego, czy sesja odbywa się w godzinach pracy, czy po południu. Niezależny nawet — w niektórych przypadkach — od tego, czy w danym miesiącu rada w ogóle pracowała.
I tu zaczyna się najciekawsza część raportu.
Nie ta z tabelkami. Ta z pytaniem o sens.
ilustracja do artykułu Diety bez sesji
Ile samorządy wydały na diety?
W 129 skontrolowanych samorządach wydatki na diety radnych wyniosły w 2023 roku ponad 51,6 mln zł. Rok później było to już ponad 52 mln zł.
Wzrost wyniósł 421 tys. zł.
Największa dynamika pojawiła się w gminach i miastach na prawach powiatu. Tam wydatki wzrosły o blisko 959 tys. zł. W powiatach i województwach samorządowych odnotowano natomiast spadki.
Same liczby nie są jednak największym problemem. W skali budżetów samorządowych diety radnych nie są największym wydatkiem. Nie są to pieniądze, które rozwalają finanse gminy, powiatu czy województwa.
Ale są to pieniądze symboliczne.
Widoczne.
Takie, o które mieszkaniec zapyta najprościej: za co?
Co wykazały kontrole RIO?
Najbardziej uderzający fragment raportu dotyczy wypłat za miesiące, w których rady faktycznie nie pracowały.
W pięciu jednostkach samorządowych wypłacono radnym diety za okresy, w których nie odbyła się ani jedna sesja ani żadne posiedzenie komisji. Łączna kwota takich wypłat przekroczyła 412 tys. zł.
To nie jest już drobna pomyłka księgowa.
To jest sytuacja, w której system sam sobie przeczy. Jeżeli dieta ma rekompensować udział w pracach rady, a prac rady w danym miesiącu nie było, to co właściwie rekompensowano?
Ciszę na sali obrad?
Raport wskazuje również błędy w potrąceniach za nieobecności. W 10 jednostkach nieprawidłowo pomniejszano diety radnym, którzy nie brali udziału w sesjach albo komisjach. W trzech przypadkach błędnie ustalano samą obecność radnych, co skutkowało zarówno nadpłatami, jak i niedopłatami.
To pokazuje, że problem nie polega wyłącznie na tym, że ktoś dostał za dużo.
Problem polega na tym, że zasady bywają nieczytelne, niejednolite albo źle stosowane.
Dlaczego obecność radnego jest tak ważna?
Bo bez niej dieta traci swój podstawowy sens.
Jeżeli radny ma otrzymać rekompensatę za wykonywanie mandatu, urząd musi wiedzieć, czy radny faktycznie uczestniczył w pracach rady. Tymczasem raport pokazuje, że w 18 jednostkach nie określono sposobu weryfikacji obecności radnych na potrzeby naliczania diet.
To brzmi technicznie, ale konsekwencje są bardzo praktyczne.
Jeżeli uchwała nie mówi jasno, jak sprawdza się obecność, kiedy potrąca się dietę, jak liczy się nieobecność i co dzieje się w miesiącu bez sesji, to powstaje samorządowa mgła. W tej mgle wszyscy niby wiedzą, że coś się należy, ale gorzej z odpowiedzią na pytanie: dlaczego właśnie tyle?
A mieszkańcy mają prawo pytać.
Nie z zawiści. Z obywatelskiej higieny.
Gdzie pojawiły się konkretne błędy?
Raport KRRIO wskazuje kilka przykładów.
W Gminie Komańcza przyjęto niewłaściwą podstawę do wyliczania diet. Zamiast ustawowej kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe zastosowano maksymalną wysokość diety dla gmin poniżej 15 tys. mieszkańców. Skutek: zawyżenie wypłat o ponad 69 tys. zł.
W Powiecie Krapkowickim problem dotyczył liczby mieszkańców. Nie dostosowano diet do spadku liczby ludności, od której zależy maksymalna wysokość świadczenia. Efekt: zawyżenie wypłat o ponad 86 tys. zł.
W Gminie Brzesko i Gminie Szczurowa błędnie zastosowano mechanizm waloryzacji diet wskaźnikiem inflacyjnym. Tam akurat doszło do zaniżenia świadczeń o ponad 19 tys. zł.
To ważny szczegół.
Raport nie jest prostą opowieścią o tym, że radni zawsze dostają za dużo. Pokazuje raczej system, który miejscami jest tak nieprecyzyjny, że potrafi mylić się w obie strony.
Raz nadpłaca.
Raz zaniża.
A czasem po prostu nie wie, według jakiego wzoru powinien liczyć.
Czy dieta stała się ukrytą pensją?
To najważniejsze pytanie.
Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych pisze wprost, że diety radnych w praktyce są w znacznym stopniu oderwane od rzeczywistego występowania uszczerbku majątkowego po stronie radnego. Stają się więc de facto stałym świadczeniem związanym z samym pełnieniem funkcji publicznej.
To zdanie powinno wybrzmieć mocno.
Nie dlatego, że radni nie powinni dostawać pieniędzy. Powinni. Mandat wymaga czasu, przygotowania, obecności, kontaktu z mieszkańcami, czytania dokumentów i podejmowania decyzji, które mają realne skutki dla wspólnoty.
Ale jeżeli świadczenie jest stałe, regularne i wypłacane niezależnie od realnej straty, to może trzeba przestać udawać, że jest klasyczną dietą.
I nazwać je tym, czym faktycznie się stało.
Dlaczego KRRIO proponuje ryczałt?
We wnioskach de lege ferenda, czyli postulatach zmian w prawie, KRRIO proponuje zmianę charakteru świadczenia. Zamiast diety — ryczałt z tytułu sprawowania mandatu radnego.
Na pierwszy rzut oka może to brzmieć jak zalegalizowanie obecnej praktyki.
I trochę tak jest.
Ale sens tej propozycji polega na uporządkowaniu przepisów. Skoro w wielu samorządach dieta i tak działa jak ryczałt, to lepiej jasno określić zasady, limity, potrącenia i mechanizmy kontroli, zamiast utrzymywać fikcję, że każda wypłata odpowiada konkretnemu, indywidualnemu uszczerbkowi radnego.
Tyle że tu jest pułapka.
Ryczałt bez przejrzystości stanie się tylko ładniej nazwanym stałym przelewem.
Co powinno być jawne?
Jeżeli dieta albo ryczałt mają zachować społeczną akceptację, mieszkańcy muszą widzieć zasady.
Nie tylko kwoty.
Zasady.
Każda rada powinna jasno pokazać: jaka uchwała reguluje diety, kiedy świadczenie jest wypłacane, za co może zostać obniżone, jak dokumentuje się obecność, czy nieobecność na komisji ma taki sam skutek jak nieobecność na sesji, co dzieje się w miesiącu bez posiedzeń oraz według jakich danych ustala się liczbę mieszkańców.
Bo liczba mieszkańców również ma znaczenie. Od niej zależą ustawowe limity diet. KRRIO wskazuje, że źródło tych danych powinno zostać określone w przepisach rangi ustawowej, a najbardziej rzetelnym i publicznie dostępnym źródłem są dane Głównego Urzędu Statystycznego.
To drobiazg?
Nie. To właśnie na takich „drobiazgach” powstają nadpłaty.
A co z pracą radnego poza sesjami?
Tu sprawa robi się mniej wygodna.
Bo radny nie pracuje tylko wtedy, gdy siedzi na sesji i podnosi rękę podczas głosowania. Powinien czytać projekty uchwał, analizować dokumenty, spotykać się z mieszkańcami, przygotowywać interpelacje, uczestniczyć w komisjach, reagować na problemy wspólnoty.
Tego nie zawsze widać na liście obecności.
I właśnie dlatego prosty system: „był na sesji — dostał, nie był — potrącić” nie opisuje całego mandatu.
Ale z drugiej strony, jeżeli nikt nie weryfikuje aktywności poza sesjami, a jednocześnie dieta jest wypłacana co miesiąc, to system opiera się bardziej na założeniu niż na dowodzie.
A założenia w finansach publicznych bywają kosztowne.
Co to oznacza lokalnie?
Ten raport powinien być impulsem dla każdej gminy i każdego powiatu. Także lokalnie.
Warto sprawdzić uchwały dotyczące diet radnych w Obornikach Śląskich, Trzebnicy, Żmigrodzie, Prusicach, Zawoni, Wiszni Małej i w Powiecie Trzebnickim. Nie po to, aby urządzać tani ranking „kto bierze najwięcej”, bo to łatwe i często jałowe.
Znacznie ważniejsze jest pytanie: kto ma najczystsze zasady?
Czy uchwała przewiduje potrącenia za nieobecności?
Czy mówi, co dzieje się w miesiącu bez sesji?
Czy określa sposób weryfikacji obecności?
Czy jasno wskazuje termin wypłaty?
Czy dieta przewodniczącego i wiceprzewodniczących ma czytelne uzasadnienie?
Czy mieszkańcy mogą łatwo znaleźć te informacje?
To jest prawdziwa kontrola społeczna.
Nie krzyk pod postem. Dokument.
Dlaczego ten temat jest ważniejszy niż się wydaje?
Bo diety radnych są lustrem samorządu.
Nie największym wydatkiem. Nie największym problemem budżetowym. Ale jednym z tych wydatków, które najłatwiej zrozumieć mieszkańcom.
Droga kosztuje miliony. Szkoła kosztuje miliony. Kanalizacja kosztuje miliony. Tam potrzeba dokumentacji, przetargów, projektów i wiedzy technicznej.
Dieta radnego jest prostsza.
Radny był? Pracował? Brał udział? Miał potrącenie? Zasady są jasne?
I właśnie dlatego ten temat tak łatwo budzi emocje.
Co powinno się zmienić?
Po pierwsze, przepisy powinny jasno rozstrzygnąć, czy świadczenie radnego jest dietą rekompensacyjną, czy ryczałtem za wykonywanie mandatu.
Po drugie, trzeba ujednolicić zasady obliczania limitów, zwłaszcza w odniesieniu do liczby mieszkańców.
Po trzecie, każda uchwała powinna obowiązkowo zawierać mechanizm potrąceń, sposób weryfikacji obecności oraz zasady wypłaty w miesiącach bez posiedzeń.
Po czwarte, dane o dietach powinny być publikowane w sposób czytelny dla mieszkańców. Nie w zakamarkach BIP-u, gdzie nawet wyszukiwarka czasem potrzebuje urlopu, tylko w miejscu łatwym do znalezienia.
Po piąte, rady powinny same zainteresować się przejrzystością własnych zasad. Bo nic tak nie wzmacnia zaufania do samorządu jak sytuacja, w której radni nie czekają na kontrolę, tylko sami porządkują system.
Dieta, ryczałt czy odpowiedzialność?
Raport KRRIO nie mówi, że radni nie powinni otrzymywać pieniędzy. Nie mówi też, że każda dieta jest nadużyciem. Byłoby to niesprawiedliwe i zwyczajnie nieprawdziwe.
Mówi coś innego.
Obecny system wymaga uporządkowania, bo zbyt często opiera się na lokalnych interpretacjach, nieprecyzyjnych uchwałach i automatyzmie wypłat.
A automatyzm w finansach publicznych to zawsze miejsce, w którym warto zapalić światło.
Bo jeżeli dieta jest rekompensatą, trzeba umieć pokazać, co rekompensuje.
Jeżeli jest ryczałtem, trzeba ją tak nazwać i obudować jasnymi zasadami.
A jeżeli jest tylko comiesięcznym przelewem za mandat, to mieszkańcy mają pełne prawo zapytać: czy o taki samorząd chodziło?
Radio DTR będzie przyglądać się temu tematowi również lokalnie. Bo najciekawsze pytanie dopiero przed nami: jak wyglądają zasady wypłacania diet w naszych gminach i powiatach?
Źródło: Informacja o wynikach kontroli koordynowanej Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych „Wydatki jednostek samorządu terytorialnego na funkcjonowanie organów stanowiących”, 2026 r.
Radio DTR jest także dostępne w Google News.
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
