Dług, deficyt i brawa dla burmistrza

kwiaty za dlug
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Burmistrz Obornik Śląskich Arkadiusz Poprawa otrzymał wotum zaufania i absolutorium za 2025 rok. Gmina opisała to jako sygnał stabilności, wiarygodności i zielone światło dla dalszego rozwoju. Tyle że w dokumentach finansowych obok słowa „stabilność” stoją też inne liczby: deficyt, zadłużenie i milionowe zobowiązania.

Czy absolutorium oznacza sukces?

Na ekranie eSesji wynik wyglądał efektownie: 13 głosów za, 0 przeciw, 0 wstrzymujących się, 2 radnych nieobecnych.

W komunikacie opublikowanym przez Gminę Oborniki Śląskie pojawiły się słowa o stabilności, wiarygodności, gospodarności i przejrzystym wydawaniu publicznych pieniędzy.

I właśnie tu zaczyna się problem.

Nie dlatego, że absolutorium jest samo w sobie czymś nadzwyczajnym. W samorządzie to procedura. Rada ocenia wykonanie budżetu, analizuje sprawozdania, opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej i podejmuje uchwałę.

Ale język, którym potem opowiada się mieszkańcom tę decyzję, ma znaczenie.

Bo czym innym jest powiedzieć: „budżet został formalnie wykonany i zatwierdzony”.

A czym innym: „to sukces, stabilność i zielone światło dla dalszego rozwoju”.

Tu robi się ślisko. Nie na lodowisku, ale na tabelach budżetowych. ilustracja do artykulu dlug i brawa ilustracja do artykułu dług i brawa

Co mówią dokumenty?

W informacji o wykonaniu budżetu za 2025 rok zapisano, że plan dochodów po zmianach wynosił 169 049 569,37 zł, a wykonanie dochodów zamknęło się kwotą 158 657 767,85 zł, czyli na poziomie 93,85 proc.

W tym samym dokumencie wskazano, że plan dochodów własnych wynosił 132 891 236,09 zł, a ich wykonanie osiągnęło 128 658 977,92 zł, czyli 96,82 proc.

To są dane ważne, bo pokazują, że budżet nie jest prostą opowieścią z urzędowego posta.

Nie wystarczy napisać, że wszystko zostało zatwierdzone.

Trzeba jeszcze zapytać: co właściwie zatwierdzono?

Czy gmina była stabilna, czy tylko formalnie rozliczona?

W Wieloletniej Prognozie Finansowej zapisano, że w 2025 roku zaplanowano dochody w wysokości 169 049 569,37 zł, a wydatki ogółem w kwocie 175 751 537,17 zł. Na dzień 31 grudnia 2025 roku planowany deficyt budżetu gminy wynosił 6 701 967,80 zł.

Czyli nawet w samej konstrukcji finansowej był wpisany wynik ujemny.

Oczywiście deficyt w samorządzie nie jest automatycznie grzechem śmiertelnym. Gminy inwestują, korzystają z dotacji, realizują projekty wieloletnie, przesuwają środki, obsługują zadania, których nie da się zamknąć w prostym rachunku domowym.

Ale jeżeli w komunikacji publicznej po takim roku pojawiają się głównie brawa, kwiaty i opowieść o sukcesie, to mieszkańcy mają prawo zapytać: gdzie jest druga część tej historii?

Bo deficyt nie znika od oklasków.

Nawet jeśli sala sesyjna wygląda dostojnie, a kwiaty są naprawdę ładne.

A co z długiem?

Najmocniejsza liczba pojawia się dalej.

Na dzień 31 grudnia 2025 roku Gmina Oborniki Śląskie miała zobowiązania z tytułu wykupu papierów wartościowych w kwocie 64 800 000 zł wobec Banku PKO BP SA oraz zobowiązania z tytułu leasingu w wysokości 198 399,89 zł.

Razem daje to prawie 65 mln zł zobowiązań.

To nie jest drobiazg księgowy. To jest ciężar, który będzie pracował w kolejnych budżetach.

Każdy dług ma swoją polityczną opowieść.

Można powiedzieć: zadłużenie służy rozwojowi.

Można powiedzieć: bez długu nie byłoby inwestycji.

Można też powiedzieć: każda pożyczona złotówka kiedyś wraca do budżetu jako wydatek na obsługę długu.

I właśnie dlatego tak potrzebna jest uczciwa rozmowa. Nie tylko o tym, że „się udało”, ale także o tym, ile to „udało się” kosztuje.

Czy radni nagrodzili wynik ujemny?

Tu warto zachować precyzję.

Absolutorium nie jest nagrodą w sensie prawnym. Nie jest premią, medalem ani bukietem za dobre sprawowanie. To decyzja rady dotycząca wykonania budżetu.

Ale politycznie?

Politycznie taki komunikat brzmi jak pochwała.

Zwłaszcza gdy po głosowaniu pojawiają się słowa o gospodarności, przejrzystości i wysokiej wiarygodności.

I tu pojawia się porównanie, które może zaboleć.

W spółce kapitałowej zarząd, który kończy rok wynikiem ujemnym i znacznym zadłużeniem, raczej nie urządzałby komunikatu w tonie „pełny sukces, wszyscy biją brawo”. Tam ktoś zapytałby o wynik, przepływy, zobowiązania, ryzyka i plan naprawczy.

W samorządzie mechanizm jest inny. Tu można mieć deficyt, dług, przesunięcia, zobowiązania i jednocześnie oficjalny wpis o stabilności.

Tak, to legalne.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Ale czy przekonujące?

Co jeszcze powinno zostać pokazane mieszkańcom?

Jeśli gmina mówi o wiarygodności, powinna pokazać pełny obraz.

Mieszkańcy powinni wiedzieć nie tylko, że burmistrz dostał wotum zaufania i absolutorium.

Powinni też zobaczyć:

jakie były dochody planowane i wykonane,

jakie były wydatki,

jaki był faktyczny wynik budżetu,

ile wynosiły zobowiązania,

ile kosztuje obsługa długu,

które inwestycje wykonano,

które przesunięto,

które zadania wykonano poniżej planu,

a także jakie ryzyka przeniesiono na kolejne lata.

Bo lokalna demokracja nie polega na tym, że mieszkańcy dostają zdjęcie z sesji i opis w stylu „wszystko dobrze, proszę się rozejść”.

Lokalna demokracja zaczyna się wtedy, gdy obywatel może porównać komunikat z dokumentem.

A dokument z rachunkiem.

Czy „zielone światło” ma cenę?

W komunikacie gminy pojawiła się sugestia, że głosowanie radnych daje „zielone światło dla dalszego rozwoju”.

Tylko że zielone światło też czasem prowadzi na skrzyżowanie.

Jeśli po jednej stronie jest potrzeba inwestycji, po drugiej zadłużenie, a po trzeciej rosnące koszty usług publicznych, to mieszkańcy powinni usłyszeć coś więcej niż zwycięską narrację.

Zwłaszcza że z raportu o stanie gminy wynika, iż dokument miał być podstawą do debaty o stanie gminy i oceny kierunków dalszego rozwoju. Sam raport wskazuje też, że gmina mierzyła się z wyzwaniami wynikającymi ze wzrostu kosztów usług publicznych, potrzeb infrastrukturalnych, zmian demograficznych oraz rosnących oczekiwań mieszkańców.

To brzmi dużo poważniej niż urzędowy entuzjazm.

I chyba bardziej uczciwie.

Czy mieszkańcy dostali pełną opowieść?

Wotum zaufania i absolutorium to moment, w którym samorząd powinien rozmawiać z mieszkańcami o stanie gminy.

Nie tylko o tym, co się udało.

Także o tym, co kosztuje.

Nie tylko o tym, że radni zagłosowali „za”.

Także o tym, jakie liczby stoją za tym głosowaniem.

W Obornikach Śląskich polityczny obraz jest jasny: burmistrz otrzymał poparcie rady. Głosowanie było jednoznaczne.

Finansowy obraz jest mniej świąteczny.

Dochody wykonane poniżej planu. Planowany deficyt. Zobowiązania na poziomie prawie 65 mln zł. Do tego wcześniejszy wątek systemu odpadów, który według raportu kosztował 12 674 841,21 zł, przy wpływach z opłat na poziomie 10 766 928 zł.

To nie są liczby, które unieważniają absolutorium.

Ale są to liczby, które powinny wybrzmieć obok niego.

Bo mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy oglądają sukces, konieczność, polityczny rytuał, czy po prostu dobrze opakowaną księgowość.

Na razie gmina mówi: stabilność.

Dokumenty dopowiadają: stabilność na kredyt?

I to pytanie powinno dopiero otworzyć debatę, a nie ją zamknąć.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry