Czy można wyrzucić chorego, zależnego człowieka zimą, bez nowych decyzji zdrowotnych i administracyjnych? Obornicki DPS zrobił to dziś rano – przy asyście policji. Gdzie zniknął pan Andrzej i kto odpowiada za jego bezpieczeństwo?
Eksmisja pod opieką państwa. Jak doszło do dramatycznego finału?
Dziś rano w Domu Pomocy Społecznej w Obornikach Śląskich wydarzyło się coś, co w normalnym państwie prawa powinno uruchomić alarmy na wielu poziomach. Dyrektor placówki wezwała policję i – według relacji świadków – zażądała natychmiastowego usunięcia pana Andrzeja P. z DPS.
Człowieka z postępującym stwardnieniem rozsianym, zaburzeniami depresyjno-lękowymi, orzeczeniem o potrzebie całodobowej opieki i brakiem rodziny, która mogłaby tę opiekę zapewnić.
Czy można usunąć chorego mieszkańca, jeśli… nic się nie zmieniło?
Żeby trafić do DPS-u, muszą zostać spełnione trzy przesłanki:
Konieczność całodobowej opieki (orzeczenie lekarskie).
Brak rodziny zdolnej do zapewnienia opieki.
Zagrożenie egzystencjalne / brak możliwości samodzielnego życia.
Pytania, których nie można dziś pominąć:
Która z tych przesłanek przestała obowiązywać?
Kto i kiedy wydał nowe orzeczenie lekarskie?
Gdzie jest dokument M-GOPS cofający decyzję o skierowaniu?
Dlaczego policja działała bez okazania mieszkańcowi żadnego pisma?
Według naszych ustaleń pan Andrzej nie otrzymał żadnej decyzji, a to, co mu pokazano, miało być „pismem, które gdzieś jest”.
Cytat z porannej rozmowy z mieszkańcem:
„Powiedzieli, że mam opuścić DPS, ale żadnego pisma nie dostałem. Policja stała obok. Zapytali tylko, czy idę do schroniska. Gdzie miałem iść?”.
Czy policja mogła wywieźć chorego człowieka?
To najtrudniejszy wątek.
Policja może interweniować w DPS tylko w sytuacji:
zagrożenia życia,
agresji,
przestępstwa.
Nie może natomiast wywozić chorego mieszkańca na żądanie dyrekcji, jeśli nie ma ku temu podstaw prawnych, decyzji administracyjnej ani orzeczenia lekarskiego.
A jednak – według świadków – policja miała przygotować się do przewiezienia pana Andrzeja „gdzieś”, choć nawet nie wskazano dokąd.
To rodzi pytania, które muszą zostać zadane głośno:
Kto dał funkcjonariuszom podstawę prawną do takich działań?
Czy policjant wykonujący polecenie dyrekcji sprawdził, czy w ogóle istnieje decyzja o usunięciu?
Czy policja znała stan zdrowia mieszkańca, w tym zaburzenia depresyjno-lękowe i ryzyko samookaleczeń?
Czy można wyrzucać chorego zimą?
W Polsce obowiązuje zasada zakazu eksmisji na bruk w okresie zimowym.
Czy dotyczy ona osób w DPS? Tu prawo jest bardziej skomplikowane, ale jedno jest pewne:
nie można uczynić człowieka bezdomnym, wiedząc, że jest osobą zależną, schorowaną i pozbawioną wsparcia.
A dziś pan Andrzej zniknął.
Co z odwołaniem do sądu?
To kluczowa sprawa.
Pan Andrzej złożył odwołanie i jego sprawa jest w toku.
Oznacza to, że do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia nie można wykonywać czynności, które pogarszają jego sytuację życiową, zwłaszcza jeśli decyzja, od której się odwołał, dotyczy możliwości opuszczenia placówki.
Jeżeli DPS i M-GOPS zrobiły to świadomie, to mamy do czynienia z działaniem wbrew standardom państwa prawa.
Efekt mrożący. „Patrzcie, co się stanie, jeśli będziecie się stawiać”
W DPS-ie nikt nie powie tego głośno, ale wszyscy to rozumieją:
usunięcie pana Andrzeja jest sygnałem do reszty mieszkańców i części personelu.
Jeśli ktoś:
będzie się skarżył,
będzie mówił o nieprawidłowościach,
będzie walczył o swoje prawa,
to „spotka go los Andrzeja”.
To mechanizm opisywany w wielu śledztwach dziennikarskich dotyczących ośrodków pomocy: kara dla jednego ma uciszyć wszystkich.
Gdzie jest pan Andrzej?
Najbardziej dramatyczna część tej historii brzmi dziś tak:
nikt nie wie, gdzie on jest.
Człowiek chory, zależny, w depresji, bez rodziny.
Osoba, którą państwo wzięło pod opiekę, a dziś… wyrzuciło na ulicę.
Cytaty ze świadków:
„Przyszły dwie panie z GOPS. Powiedziały, że mam opuścić DPS. O pismo prosiłem kilka razy. Policja tylko patrzyła.”
„To był scenariusz przygotowany wcześniej. W DPS wiedzieli od rana, że dziś go wyrzucą.”
Co zrobią władze? Co zrobi prawo? A co z człowiekiem?
Ta historia nie jest tylko o jednym chorym człowieku.
To jest pytanie o to, czym jest pomoc społeczna, kiedy znika z niej słowo „społeczna”.
DPS nie jest więzieniem.
DPS nie jest firmą.
DPS ma być miejscem, w którym człowiek jest bezpieczny.
Dziś w Obornikach Śląskich tego bezpieczeństwa nie ma.
Źródła:
– relacja pana Andrzeja P.
– relacje świadków wydarzeń z 5.12.2025
– dokumenty M-GOPS dotyczące skierowania mieszkańca do DPS
– orzeczenia lekarskie dot. konieczności opieki całodobowej






