Gdzie był radca prawny, gdy rada głosowała? Radosna twórczość władzy kontra zimny prysznic od Wojewody
To miał być formalny punkt porządku obrad.
Uchwała techniczna. Jedna z wielu.
Tak ją potraktowano – bez dyskusji, bez wątpliwości, bez choćby jednego pytania o sens i kompetencje.
A potem przyszedł Wojewoda Dolnośląski i powiedział wprost: nie wolno.
I wtedy zaczęły się nerwowe ruchy. Uchylenia. Tłumaczenia. Cisza.
Decyzja była, kompetencji nie było
Uchwała nr XXVII/189/25 z 18 grudnia 2025 r. dotyczyła przeniesienia prawa własności nieruchomości przy ul. Dworcowej 26–30 – dużego, realnego majątku gminy – na rzecz samorządowej instytucji kultury „Kulturalne Oborniki Śląskie”.
To nie była błahostka.
To była własność: działka, trzy budynki, ponad 900 m² zabudowy.
I mimo to rada:
podjęła uchwałę bez potrzeby prawnej,
wkroczyła w kompetencje burmistrza,
przegłosowała akt, który – jak wskazał Wojewoda – powinien zostać wyeliminowany z obrotu prawnego.
To nie jest niuans.
To błąd fundamentalny.
I tu pada pytanie, którego nikt na sali nie zadał
Gdzie był radca prawny?
Bo jeżeli:
uchwała była zbędna,
rada nie miała kompetencji,
organem właściwym był burmistrz,
to kto dopuścił ten projekt do procedowania?
Radca prawny:
nie zauważył problemu?
zauważył, ale nie zareagował?
czy może jego opinia została zignorowana?
Każda z tych odpowiedzi jest zła.

„Ja się na tym znam” – deklaracje kontra rzeczywistość
Podczas sesji i w kuluarach wielokrotnie padały słowa, że:
burmistrz „zna się na przepisach”,
radni „od lat są w samorządzie”,
wszystko jest „sprawdzone”.
Tylko że prawo nie uznaje stażu ani deklaracji.
Prawo uznaje kompetencje i procedurę.
A procedura zawiodła.
Radni z wieloletnim doświadczeniem:
nie zapytali, czy to ich kompetencja,
nie zapytali, czy uchwała jest potrzebna,
nie zapytali, czy nie wystarczy decyzja burmistrza.
Zagłosowali.
Jakby to był kolejny punkt do „odhaczenia”.
Radosna twórczość samorządowa
To, co wydarzyło się przy tej uchwale, nie jest jednostkowym potknięciem.
To model działania:
Projekt wychodzi z urzędu.
Radni przyjmują go bez refleksji.
Nikt nie sprawdza granic kompetencji.
Dopiero Wojewoda mówi „stop”.
To nie jest silny samorząd.
To samorząd sterowany automatycznie, bez kontroli jakości decyzji.
Głosowanie nad decyzją Wojewody – test odpowiedzialności
Teraz rada musi głosować nad uchyleniem własnej decyzji.
Nie dlatego, że zmieniła zdanie.
Dlatego, że została do tego zmuszona.
I tu pojawia się pytanie kluczowe – nie tylko prawne, ale polityczne:
czy radni wyciągną z tego wnioski, czy znów przejdą nad tym do porządku dziennego?
Bo jeśli:
radca prawny nie ostrzega,
burmistrz forsuje rozwiązania poza kompetencją rady,
a radni milczą,
to problemem nie jest jedna uchwała.
Problemem jest systemowe lekceważenie prawa lokalnego.
Pytania, które muszą wybrzmieć publicznie
Czy radca prawny opiniował uchwałę XXVII/189/25?
Jeśli tak – dlaczego nie wskazał braku kompetencji rady?
Jeśli nie – dlaczego projekt w ogóle trafił pod obrady?
Czy burmistrz zignorował ryzyka prawne?
Dlaczego radni z wieloletnim stażem nie zareagowali?
To nie są pytania złośliwe.
To są pytania o odpowiedzialność za gminę.
Puenta, której nie da się zagłuszyć
W Obornikach Śląskich nie zabrakło przepisów.
Zabrakło czujności, kompetencji i odwagi, by powiedzieć „stop”.
A Wojewoda Dolnośląski zrobił to, czego nie zrobiła rada:
sprawdził prawo.
I to jest kubeł zimnej wody, który powinien obudzić wszystkich –
od burmistrza, przez radnych, po obsługę prawną gminy.
Bo samorząd, który uczy się prawa dopiero po interwencji nadzoru,
przestaje być gospodarzem – staje się uczniem po fakcie.
A rachunek za taką „radosną twórczość” zawsze płacą mieszkańcy.






