Podczas sesji Rady Miejskiej podjęto decyzję o przesunięciu 100 000 zł z rezerwy burmistrza na dotacje celowe dla stowarzyszeń – głównie sportowych. Powód? Wzrost kosztów wynajmu hal sportowych, m.in. w Szkole Podstawowej nr 1.
Zgodnie z wyjaśnieniami przedstawionymi radnym:
- stawki za wynajem hal zostały podniesione, aby ujednolicić je z innymi obiektami gminnymi,
- wpływy z wynajmu stanowią dochody własne szkół, wykorzystywane na bieżące potrzeby placówek,
- organizacje sportowe planowały budżety według starych stawek i nie były przygotowane na nagły wzrost kosztów,
- gmina zdecydowała się na dodatkowe wsparcie, aby kluby mogły utrzymać treningi dzieci i młodzieży.
Mechanizm wygląda więc następująco:
- Szkoła podnosi stawki za wynajem hali
- Stowarzyszenia ponoszą wyższe koszty
- Gmina przekazuje im dotacje
- Stowarzyszenia płacą za wynajem… szkole
Efekt: pieniądze publiczne trafiają do organizacji pozarządowych, a następnie wracają do jednostki gminnej w formie opłat.
Czy to standardowa praktyka?
Formalnie – tak. Dochody własne jednostek (np. szkół) są legalnym elementem budżetu. Gminy mogą także wspierać NGO poprzez dotacje celowe.
Jednak w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której:
- gmina finansuje szkoły i obiekty sportowe,
- gmina finansuje organizacje,
- organizacje płacą gminie za korzystanie z gminnych obiektów.
To zamknięty obieg środków publicznych.
KOMENTARZ
No i tu zaczyna się właściwa historia. Bo na papierze wszystko się zgadza. Paragrafy się spinają, przelewy się zgadzają, budżet oddycha.
Tylko że logika… już niekoniecznie.
Czy naprawdę trzeba było podnosić stawki?
Najpierw pojawia się podstawowe pytanie:
czy podwyżka była konieczna, czy tylko „bo gdzie indziej jest drożej”?
To nie jest detal. To fundament całej sytuacji.
Jeżeli koszty utrzymania hali faktycznie wzrosły – prąd, ogrzewanie, obsługa – to podwyżka ma sens. Ale jeśli była to decyzja „rynkowa”, czyli wyrównanie do innych obiektów, to nagle okazuje się, że:
- gmina sama generuje problem,
- a potem sama go rozwiązuje… pieniędzmi z rezerwy.
Trochę jak podniesienie czynszu we własnym mieszkaniu, żeby potem dopłacić sobie do rachunku.
Czy to wsparcie sportu, czy księgowość?
Oficjalnie – wsparcie dla dzieci i młodzieży. I to jest argument, który trudno podważyć.
Ale spójrzmy chłodno:
ile z tych 100 000 zł zostaje w sporcie, a ile wraca do gminy jako opłata za halę?
Jeżeli większość tych pieniędzy wraca do szkoły, to nie mamy zwiększenia finansowania sportu.
Mamy przesunięcie pieniędzy między tabelkami.
Czy szkoła powinna zarabiać na lokalnych dzieciach?
Tu pojawia się kolejny wątek, trochę niewygodny.
Szkoła publiczna ma realizować zadania publiczne. A jednym z nich – pośrednio – jest wspieranie aktywności dzieci i młodzieży.
Jeżeli lokalny klub prowadzi treningi dla dzieci z tej samej gminy, to trudno traktować go jak komercyjnego najemcę.
A jednak:
- szkoła podnosi stawki,
- klub musi płacić więcej,
- gmina dopłaca klubowi,
- klub płaci szkole.
Czyli dzieci dalej trenują… tylko drożej, a różnicę pokrywa budżet.
Czy radni naprawdę to analizują?
I tu dochodzimy do momentu, który zawsze decyduje o jakości samorządu.
Bo można przyjąć to bez dyskusji – „bo dzieci”, „bo sport”, „bo trzeba pomóc”.
Ale można też zapytać:
- ile dokładnie wzrosły stawki?
- które kluby najbardziej ucierpiały?
- czy podwyżki były skonsultowane?
- czy można było wprowadzić preferencyjne ceny dla dziecięcych sekcji?
Bez tych pytań rada przestaje kontrolować system, a zaczyna go tylko zatwierdzać.
Najważniejsze pytanie: kto tu naprawdę zyskuje?
Na końcu tej historii warto zadać jedno, bardzo proste pytanie:
czy po tej decyzji dzieci mają lepszy dostęp do sportu… czy tylko droższy system został przykryty dotacją?
Bo jeśli efekt końcowy jest taki sam jak przed podwyżką – tylko z większym przepływem pieniędzy – to trudno mówić o realnej zmianie.
Można raczej mówić o eleganckim, urzędowym rozwiązaniu problemu, który wcześniej samemu się stworzyło.
I jeszcze jedno…
W tej historii nie chodzi o to, że ktoś zrobił coś nielegalnego.
Chodzi o coś znacznie bardziej niepokojącego.
O system, który zaczyna żyć własnym życiem – i sam sobie generuje koszty, a potem sam je „bohatersko” pokrywa.
I właśnie dlatego warto to rozbierać na czynniki pierwsze.
Bo inaczej za rok ktoś powie:
👉 „musimy zwiększyć dotacje, bo znów wzrosły koszty”
…i koło się zamknie.
A mieszkańcy dalej będą się zastanawiać, gdzie w tym wszystkim jest sens.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


