Gmina, która boi się własnych dokumentów. Co ukrywa Oborniki Śląskie?

jawnosc jest osadzona

Dlaczego urząd odmawia radnemu dostępu do umów, choć są to dokumenty finansowane z publicznych pieniędzy?
Pismo, które trafiło do radnego Marka Mańczaka, jest modelowym przykładem tego, co Naczelny Sąd Administracyjny nazwał ostatnio błędną i niezgodną z prawem praktyką chowania wydatków. I jednocześnie sygnałem ostrzegawczym: jawność w Obornikach Śląskich wciąż bywa traktowana jak osobista łaska, a nie konstytucyjny obowiązek.


Co właściwie napisała gmina radnemu?

W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie dokumentów, gmina rozwinęła kuriozalną narrację:
– radny niby ma prawo do informacji, ale nie aż tak,
– może pytać, ale nie to,
– ma mandat, ale nie po to, by sprawdzać konkretne umowy,
– a koniec końców gmina „odmawia, ponieważ mandat radnego nie daje uprawnień do kontroli pojedynczego wykonawcy”.

Tymczasem w najnowszym wyroku NSA w sprawie Gminnego Centrum Sportu Trzebnica (III OSK 1358/23) – gminy z tej samej okolicy – sąd stwierdził coś dokładnie odwrotnego:

„Radny działa w szczególnie istotnym interesie publicznym, gdy bada wydatki jednostek gminnych, zwłaszcza w kontekście strat i odpowiedzialności za mienie komunalne.”

orzeczenia (1)

Czy Oborniki Śląskie zatrzymały się mentalnie w epoce, w której dokumentów pilnowano jak depozytów?


Dlaczego odmowa jest niezgodna z prawem?

Wyrok NSA to zimny prysznic dla samorządów, które próbują trzema akapitami prawnych ozdobników przykryć prostą prawdę: te dokumenty należą do mieszkańców.

Sąd wskazał, że:

„Każde wydatkowanie majątku publicznego jest informacją publiczną.”

orzeczenia

To oznacza, że każda umowa – niezależnie od tego, czy podpisana z dużą firmą czy jednoosobową działalnością – podlega ujawnieniu w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Gmina Oborniki Śląskie w swoim piśmie z 11 września 2025 r. twierdzi inaczej.
I robi to w sposób, który w świetle orzecznictwa można nazwać po imieniu: bez podstawy prawnej.


Czy radny może kontrolować wydatki gminy?

Nie „może”.
Musi.

Radny to nie dekoracja na sesji, tylko reprezentant mieszkańców, który:

sprawdza, kto, za ile i dlaczego wykonuje usługi lub inwestycje na ich koszt.

Robi to „w interesie publicznym”, a w przypadku wydatków – jak przypomina NSA – w interesie szczególnie istotnym.

Gmina Oborniki Śląskie próbuje w swoim piśmie sprytnie odwrócić pojęcia: kontrola wydatków ma być rzekomo „kontrolą wykonawcy”. To błąd, który NSA obalił bardzo ostro:

„To nie wykonawca jest przedmiotem kontroli, ale jednostka samorządowa, która mu płaci.”

orzeczenia (1)


Co naprawdę stoi za takimi odmowami?

Od miesięcy słyszymy od mieszkańców, radnych i organizacji jedno: „Gmina nie chce pokazać dokumentów”.
Czasem to faktury.
Czasem umowy.
Czasem raporty.
Czasem opinie prawne — szczególnie gdy są kosztowne i… niewygodne.

W Obornikach Śląskich ten schemat powtarza się jak w zegarku:
– odpowiedzi spóźnione,
– odpowiedzi niepełne,
– odpowiedzi oparte na „interpretacji prawnika”,
– a gdy już zrobi się naprawdę duszno — odmowa.

Czy gmina próbuje chronić wykonawcę? Czy siebie? Czy układ?
Tego nie wiemy.
Ale wiemy jedno: jawności nie wolno ograniczać prewencyjnie.


A co, jeśli gmina nie ma czasu na ujawnianie dokumentów?

W piśmie radnemu nie napisano tego wprost, ale to jeden z częstych argumentów innych samorządów: „to wymaga pracy, czasu, ludzi”.

NSA odpowiedział dobitnie:

„Koszty przetworzenia informacji nie mogą być argumentem przeciwko jawności.”

Jeśli urząd nie ma czasu na jawność, to jest to dowód na konieczność cyfryzacji dokumentów, a nie powód do ich chowania.

W 2025 roku – przy milionowych kwotach wydawanych na PR, social media i obsługę prawną – argument „nie mamy zasobów, żeby zeskanować umowy” brzmi jak żart, choć wcale śmieszny nie jest.


Dlaczego ta sprawa jest ważniejsza, niż się wydaje?

Bo to nie jest spór o jedną umowę.
To jest test na stan demokracji lokalnej.

Władza, która nie dopuszcza radnego do dokumentów, boi się kontroli.
Władza, która chowa umowy, zapomina, że nie są jej prywatnym majątkiem.
Władza, która pisze, że radny „nie ma prawa” pytać o firmę realizującą inwestycję za publiczne pieniądze, łamie sens ustawy o samorządzie gminnym.

A radny, który musi walczyć o jawność na drodze sądowej, nie walczy o siebie — walczy o mieszkańców.


Kto czyta faktury, ten rządzi. Kto ich nie pokazuje — też, ale tylko do czasu

Ta sprawa może wydawać się przyziemna: ot kolejna odmowa, kolejna urzędowa formułka.
Ale tak właśnie zaczyna się kultura niejawności: od jednego pisma, od jednej odmowy, od jednego „radny nie ma prawa”.

Ta kultura — jeśli nie jest zatrzymana — zamienia się potem w system, w którym:

– przetargi są „dla swoich”,
– pieniądze „rozchodzą się” zbyt łatwo,
– a mieszkańcy słyszą tylko PR-owe informacje o sukcesach.

To dlatego jawność jest tak niewygodna.
I tak kluczowa.


Podsumowanie: prawo jest po stronie radnego, nie gminy

Gmina Oborniki Śląskie w piśmie z 11 września 2025 r.
błędnie interpretuje art. 24 ustawy o samorządzie gminnym,
nie stosuje orzecznictwa NSA,
myli kontrolę wykonawcy z kontrolą wydatków,
odmawia jawności tam, gdzie jest ona bezwzględnie obowiązkowa,
odmawia niezgodnie z prawem.

A skoro NSA świeżo uporządkował tę kwestię w bardzo podobnej sprawie —
czas, by Oborniki Śląskie zrobiły to samo.

Bo jawność to nie prezent dla radnego.
To obowiązek wobec mieszkańców.

Autor: Rafał Chwaliński

Źródła informacji

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry