niedziela 27 września 2026
Imieniny: Amadeusz, Damian
27/09/2026Dziennikarz i redaktor naczelny
Oceń materiał

Najpierw na parkiet wyszli najmłodsi. Później przyszła pora na ligowe granie dorosłych. Pomiędzy jednym a drugim były konkursy dla dzieci, doping z trybun, jedzenie z food trucków i coraz więcej ludzi pojawiających się w hali. Inauguracja sezonu Gwardii Wrocław 26 września nie wyglądała jak zwykły mecz. Bardziej przypominała sportowe święto, w którym wynik był ważny, ale nie był jedynym powodem, dla którego warto było tego dnia być razem.

Na początku hala jeszcze się zapełniała. Jedni przychodzili wcześniej, inni docierali przed głównym spotkaniem. Rodzice z dziećmi, młodzi zawodnicy, kibice Gwardii i goście, którzy przyjechali za drużyną z Bolesławca.

Z każdą kolejną godziną robiło się jednak coraz głośniej.

I coraz bardziej czerwono od gwardyjskich barw.

Najpierw młodzi

Otwarcie sezonu nie zaczęło się od ligowych seniorów.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Zaczęło się od młodych.

To właśnie drużyny Akademii Gwardii Wrocław były jednymi z pierwszych bohaterów tego dnia. Podczas prezentacji przypomniano między innymi o zespołach juniorskich oraz młodszych grupach szkoleniowych. Klub podkreślał, że Akademia stale się rozwija, tworzy nowe grupy i prowadzi nabory dla uczniów klas IV–VIII.

I to było widać również na parkiecie.

Młodzi nie przyjechali bowiem tylko zrobić sobie zdjęcia w klubowych koszulkach.

Walczyli.

Były emocje, punkty, pierwsze sportowe ambicje i ten charakterystyczny dla młodzieżowych rozgrywek moment, kiedy na trybunach czasami bardziej przeżywają wszystko rodzice niż sami zawodnicy.

Ale właśnie od takich meczów zaczyna się sport.

Nie od wielkich hal, kontraktów i transmisji telewizyjnych.

Od pierwszej zagrywki. Od pierwszego punktu. Od trenera mówiącego: „jeszcze raz”. Od rodzica, który siedzi na trybunie i klaszcze nawet wtedy, gdy piłka poleciała zupełnie nie tam, gdzie miała.

Nagranie z Gwardii Wrocław otwarcie sezonu i meczy.

Siatkówka od dziecka do… bardzo doświadczonego dziecka

Gwardia tego dnia pokazała też coś jeszcze.

Że sport nie kończy się wraz z metryką.

Na parkiecie zaprezentowali się również Mastersi Starej Gwardii, w tym wicemistrzowie Polski w kategorii 65+. Podczas prezentacji padło zdanie, które dobrze oddaje sens całego wydarzenia: siatkówka może być sportem na całe życie.

I trudno było znaleźć lepszy obrazek inauguracji.

Z jednej strony dzieci rozpoczynające swoją przygodę z siatkówką.

Z drugiej ludzie, którzy grają od dziesięcioleci.

A pomiędzy nimi ligowa drużyna Gwardii.

Cały sportowy cykl życia w jednej hali.

Trybuny rosły razem z emocjami

Z biegiem czasu publiczności przybywało.

Na główny mecz przyszli kibice Gwardii, mieszkańcy Wrocławia, rodziny zawodników, dzieci i sympatycy siatkówki. Pojawili się również kibice gości z Bolesławca.

Nie była to więc widownia złożona wyłącznie z tych, którzy przyszli sprawdzić wynik ligowego spotkania.

Widać było całe rodziny.

Dzieci dopingowały.

Dorośli dopingowali.

Momentami trudno było ustalić, która grupa robi to głośniej.

I bardzo dobrze.

Bo hala sportowa żyje wtedy, kiedy nie trzeba nikogo przekonywać, że wypada zaklaskać.

Konkurs między punktami

Organizatorzy zadbali też o to, żeby dzieci nie były jedynie biernymi widzami.

W przerwach odbywały się konkursy dla najmłodszych z publiczności. Można więc było przez chwilę samemu znaleźć się w centrum wydarzeń, zamiast tylko patrzeć na zawodników.

To drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi budują przywiązanie do klubu.

Dziecko, które przyszło kiedyś z rodzicem „na mecz”, za kilka lat może samo chcieć stanąć po drugiej stronie siatki.

A Gwardia nie ukrywa, że chce wokół zespołu budować większą społeczność. Podczas inauguracji nowy dyrektor sportowy Jakub Jarosz mówił o potrzebie przyciągania na kolejne spotkania coraz większej liczby ludzi i tworzenia środowiska skupionego wokół klubu.

A jak ktoś zgłodniał…

Sport sportem, ale człowiek samym dopingiem długo nie pociągnie.

Przed halą stanęły więc food trucki.

I tu organizatorzy również nie potraktowali sprawy po macoszemu.

Było można coś zjeść, odpocząć między kolejnymi częściami wydarzenia, porozmawiać i wrócić na trybuny. Jedzenie było naprawdę bardzo dobre, więc nawet ta część inauguracji nie wyglądała jak przypadkowy dodatek do zawodów.

W skrócie?

Na parkiecie siatkówka, na trybunach doping, a przed halą coś konkretnego na ząb.

Trudno się pokłócić z takim planem na sobotę.

Potem zaczęła się liga

Kulminacją dnia był pierwszy ligowy mecz sezonu 2026/2027.

Przed spotkaniem zaprezentowano zawodników, sztab oraz nowe osoby związane z zespołem. Wśród nich znalazł się Jakub Jarosz, były reprezentant Polski, który objął funkcję dyrektora sportowego Gwardii.

Na inauguracji obecny był również wiceprezydent Wrocławia Mateusz Żak, który mówił o znaczeniu sportu dla miasta i wsparciu dla Gwardii.

Ale po przemówieniach przyszła w końcu pora na to, na co wszyscy czekali.

Piłka poszła w górę.

I zaczęło się granie.

Gwardia nie zostawiła gościom seta

Wrocławianie bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie.

Już pierwsze akcje pokazały, że gospodarze nie zamierzają rozpoczynać sezonu od nerwowego szukania formy. Gwardia była skuteczna, pewna siebie i od pierwszych punktów narzucała własne tempo.

Efekt?

3:0 dla Gwardii Wrocław.

Poszczególne sety zakończyły się przewagą gospodarzy odpowiednio do 17, 18 i 20 punktów rywala.

Najlepszym zawodnikiem spotkania został kapitan Gwardii Łukasz Lubaczewski, który otrzymał statuetkę MVP.

Lepszego sportowego zakończenia inauguracji trudno było oczekiwać.

Bo wynik to tylko część tego dnia

Można oczywiście napisać prostą informację:

Gwardia Wrocław wygrała 3:0.

I wszystko będzie się zgadzało.

Tylko że wtedy zginie większość tego, co wydarzyło się 26 września.

Bo wcześniej grała młodzież.

Bo pojawili się Mastersi.

Bo dzieci brały udział w konkursach.

Bo rodzice oglądali swoje dzieci na boisku.

Bo kibice z Bolesławca przyjechali za swoją drużyną.

Bo trybuny stopniowo się zapełniały.

Bo dzieci krzyczały razem z dorosłymi.

Bo przed halą pachniało jedzeniem.

I wreszcie dlatego, że na kilka godzin w jednym miejscu spotkali się ludzie, których połączył sport.

Po ostatnim punkcie spiker zachęcał kibiców, aby na następny mecz zabrali ze sobą babcię, dziadka, brata, siostrę — kogokolwiek — i żeby trybuny były jeszcze pełniejsze.

To chyba najlepsza puenta tego dnia.

Bo jeżeli otwarcie sezonu ma być zaproszeniem na kolejne miesiące, Gwardia zrobiła dokładnie to, co powinna.

Pokazała dzieci.

Pokazała młodzież.

Pokazała ludzi, którzy grają mimo upływu kolejnych dekad.

Pokazała ligową drużynę.

I pokazała kibicom, że mecz może być czymś więcej niż dwoma godzinami siedzenia na trybunie.

26 września we Wrocławiu było po prostu święto siatkówki.

A zwycięstwo 3:0?

Było bardzo przyjemnym deserem.

 

 

Fotografia Rafał Chwaliński/Radio DTR

Gwardia Wrocław 25-09-2026

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.