Jak zostać radnym i mieć na waciki

nieudacznicy w lokalnej polityce
Oceń materiał

Instrukcja dla sfrustrowanych, ambitnych i zbędnych

Nie wyszło w pracy.
Nie wyszło w biznesie.
Nie wyszło w życiu.

Ale spokojnie. Jest jeszcze samorząd.

To ostatnia deska ratunku dla tych, którzy wszędzie indziej okazali się zbyt słabi, zbyt konfliktowi albo zwyczajnie niepotrzebni. Tam, gdzie rynek pracy mówi „nie”, polityka lokalna mówi: „zapraszamy, byle głośno i bez wstydu”.

ReklamaCollaborator

Bo w Polsce, jeśli nie potrafisz niczego zbudować, zawsze możesz czymś zarządzać. Najlepiej cudzym.

Samorząd – sanatorium dla ego

Samorząd to nie władza.
To terapia zastępcza.

Tu leczy się:

  • kompleksy,

  • urazy po zwolnieniu,

  • brak szacunku w domu,

  • poczucie, że „świat się nie poznał”.

Mandat radnego działa jak plaster na ego: nie leczy, ale pozwala nie krwawić publicznie. A dieta? W sam raz na waciki, kawę i iluzję sukcesu.

Bo nagle:

  • ktoś mówi „panie radny”,

  • ktoś podaje rękę,

  • ktoś słucha, nawet jeśli nie rozumie.

Kim jest radny kompensacyjny?

To człowiek, który:

  • nigdzie nie był liderem, więc chce nim być publicznie,

  • niczego nie zbudował, więc chce czymś rządzić,

  • nie potrafi brać odpowiedzialności, więc szuka immunitetu moralnego.

Najczęściej:

  • krzyczy o wartościach, których nigdy nie stosował,

  • poucza o prawie, którego nie rozumie,

  • mówi o „ludziach”, myśląc wyłącznie o sobie.

Jego największym osiągnięciem jest fakt, że został wybrany.
Potem już tylko trwa.

Nicnierobienie jako strategia

Bycie radnym to marzenie każdego, kto nie lubi pracować.

Nie trzeba:

  • rozumieć budżetu,

  • czytać dokumentów,

  • znać przepisów.

Wystarczy:

Aktywność jest podejrzana. Myślenie – ryzykowne. Niezależność – szkodliwa.

Dlatego radny kompensacyjny jest posłuszny, cichy, lojalny wobec układu. Bo wie, że bez tej łaski wróci tam, skąd przyszedł: do niczego.

Gdy frustrat dostaje władzę

Prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, gdy taki człowiek dostaje stanowisko.

Nagle:

  • pieczątka staje się berłem,

  • urząd – dworem,

  • gmina – prywatnym folwarkiem.

To moment, w którym urzędnik przestaje być współpracownikiem, a staje się podwładnym. Obywatel – problemem. Krytyka – wrogiem.

Bo człowiek, który całe życie był pomijany, po dostaniu władzy nie zna umiaru. On nie zarządza. On odgrywa zemstę na świecie.

Demokracja? Nie, dziękuję

Radny kompensacyjny nie wierzy w demokrację.
On wierzy w siebie na plakacie.

Wybory traktuje jak akt łaski społeczeństwa wobec jego osoby. A skoro dostał mandat, to:

  • wie lepiej,

  • może więcej,

  • nie musi tłumaczyć się nikomu.

Mieszkańcy są potrzebni tylko raz na cztery lata. Potem mają być cicho, grzecznie i wdzięcznie.

Dlaczego to jest groźne?

Bo tacy ludzie nie przyszli służyć.
Oni przyszli leczyć swoje braki cudzym kosztem.

Nie dbają o wspólnotę.
Dbają o status.
Nie interesuje ich przyszłość gminy.
Interesuje ich własne „byłem kimś”.

A gdy takich osób jest więcej – samorząd zamienia się w instytucję pozorów:

  • uchwały bez sensu,

  • inwestycje bez potrzeby,

  • cisza zamiast debaty.

I teraz lustro

Nie. To nie jest tekst o wszystkich radnych.
Ale jeśli czujesz się nieswojo, czytając ten felieton – to może nie dlatego, że jest ostry.

Może dlatego, że jest celny.

Bo samorząd nie psuje się od góry.
Psuje się wtedy, gdy staje się azylem dla ludzi, którzy nigdzie indziej nie potrafili być potrzebni.

Morał, którego nikt nie chce słyszeć

Jeśli ktoś potrzebuje władzy, żeby poczuć się kimś –
to nie nadaje się do władzy.

A jeśli samorząd staje się miejscem kompensacji życiowych porażek,
to przestaje być wspólnotą.

Staje się terapią grupową dla sfrustrowanych ambicjonerów,
za którą płacą wszyscy.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry