Kiedy dobro zaczyna rodzić własny cień

Oceń materiał

Mówi się: zło dobrem zwyciężaj.

Brzmi pięknie. Jest w tym moralna siła, prostota i przekonanie, że człowiek przyzwoity ostatecznie wygrywa, bo nie pozwala sobie odebrać własnych zasad.

Tylko że życie nie zawsze układa się według sentencji.

Czasem dobro przegrywa.

Nie dlatego, że jest gorsze. Nie dlatego, że jest słabsze. Przegrywa dlatego, że ludzie nie zawsze widzą w nim siłę.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Widzą ją za to w krzyku, bezczelności, agresji, dominacji i pewności siebie. Człowiek, który uderza pierwszy, wydaje się zdecydowany. Ten, który poniża, potrafi uchodzić za silnego. Ten, który idzie po swoje bez oglądania się na innych, bywa nazywany skutecznym.

A człowiek przyzwoity?

Często słyszy, że jest naiwny.

Zło dobrze wygląda ze strony widowni

Jest w tym coś z teatru.

Na scenie aktor dostaje tortem w twarz. Publiczność wybucha śmiechem. Jest zabawnie. Jest widowisko.

Dopóki tort leci w kogoś innego.

Kiedy nagle trafia w widza siedzącego w pierwszym rzędzie, zabawa się kończy. Dla niego.

Ludzie obok reagują, bo są blisko. Widzą jego twarz, ubranie, upokorzenie. Czują, że sytuacja mogła dotknąć także ich.

Ale ci siedzący dalej?

Część nadal się śmieje.

Bo z ich perspektywy przedstawienie trwa.

I podobnie bywa ze złem.

Dopóki dotyczy kogoś obcego, jest wiadomością, filmem, komentarzem, plotką albo internetową awanturą. Można obejrzeć, ocenić i przejść dalej.

Kiedy jednak dotyka nas samych, nagle odkrywamy wagę słów takich jak niesprawiedliwość, poniżenie, przemoc, manipulacja czy osamotnienie.

Wtedy jesteśmy oburzeni.

Tyle że widownia wciąż siedzi na swoich miejscach.

Zło potrzebuje publiczności

Zło rzadko żyje wyłącznie dzięki temu, kto je czyni.

Potrzebuje także ludzi, którzy patrzą.

Czasem potrzebuje śmiechu.

Czasem oklasków.

Czasem udostępnienia.

A czasem wystarczy milczenie.

Nie każdy człowiek stojący z boku popiera krzywdę. Ale dla osoby, która jej doświadcza, różnica pomiędzy przyzwoleniem a obojętnością może być bardzo niewielka.

Bo kiedy nikt nie reaguje, zło dostaje prosty komunikat:

można.

I wtedy człowiek, który próbuje pozostać przyzwoity, zaczyna rozglądać się dookoła.

I nikogo nie widzi.

Dobro schodzi do podziemia

Dobro rzadko robi wielkie przedstawienia.

Nie krzyczy o sobie.

Nie zawsze potrafi się reklamować.

Dlatego łatwo przechodzi niezauważone.

A jeśli zbyt długo nikt go nie wspiera, zaczyna żyć w ukryciu.

Pojawia się samotność.

Potem zmęczenie.

Później gorycz.

Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jego przekonania w ogóle mają sens. Skoro inni idą przez życie łokciami i dostają za to nagrody, a on płaci za przyzwoitość własnym spokojem, pozycją albo relacjami, to może rzeczywiście jest naiwny?

To bardzo niebezpieczny moment.

Bo dobro zaczyna się wstydzić własnego istnienia.

Nie dlatego, że przestało być dobrem.

Dlatego, że nikt nie potwierdza jego wartości.

A później rodzi się cień

Dobro pozostawione samotnie nie zawsze pozostaje takie samo.

Może zacząć fermentować.

Rozczarowanie zmienia się w gorycz.

Gorycz w cynizm.

Cynizm w pogardę.

A pogarda bardzo łatwo rodzi pragnienie odwetu.

I wtedy pojawia się zdanie, które potrafi zmienić człowieka:

Skoro oni mogą, to ja też.

To właśnie wtedy w ukrytym dobru może zacząć rodzić się zło.

Nie przychodzi nagle.

Nie otwiera drzwi kopniakiem.

Wchodzi po cichu.

Najpierw jako usprawiedliwiona złość.

Potem jako pragnienie sprawiedliwości.

Później jako potrzeba odpłacenia.

Aż wreszcie człowiek nie chce już naprawiać świata.

Chce, żeby świat poczuł to, co on.

Najgroźniejsza porażka dobra

Nie jest nią przegrana kłótnia.

Nie jest nią nawet niesprawiedliwość.

Największą porażką dobra jest moment, w którym człowiek dobry dochodzi do przekonania, że jego dobro było błędem.

Bo wtedy zło wygrało podwójnie.

Najpierw skrzywdziło człowieka.

Potem przekonało go, żeby stał się podobny do tych, którzy go skrzywdzili.

Dlatego dobro potrzebuje czegoś więcej niż pięknych sentencji.

Potrzebuje ludzi.

Potrzebuje reakcji.

Potrzebuje kogoś, kto wstanie z widowni, zanim tort poleci w jego stronę.

Bo jeśli wszyscy będziemy czekali, aż zło dotknie właśnie nas, któregoś dnia może się okazać, że na scenie nie zostało już nic poza nim.

A dobro siedzi gdzieś w ostatnim rzędzie, milczy i zastanawia się, czy warto jeszcze wstawać.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry