Dlaczego lokalne władze wolą „oszczędność” zamiast wiedzy, która — paradoksalnie — przynosi pieniądze? Decyzja radnych z Jutrosina o odrzuceniu petycji w sprawie szkoły „Dydaktyk” odsłania znacznie szerszy problem.
Czy decyzja była tylko o szkole — czy o filozofii rządzenia?
Radni Gminy Jutrosin odrzucili petycję dotyczącą włączenia szkoły dla dorosłych „Dydaktyk” do miejscowego zespołu szkół. Formalnie — chodzi o pieniądze. Niefortunną subwencję. Ryzyko niskiego naboru. Uczniów z sąsiednich gmin.
Ale jeśli przysłuchamy się uważnie, wychodzi coś więcej niż księgowość. I na pewno więcej niż troska o lokalną edukację.
Komisja, rekomendując odrzucenie petycji, powołała się na „zbyt niską subwencję”, która — jak argumentowano — wynosi jedynie 0,3 na ucznia szkoły zaocznej, podczas gdy uczniowie dzienni generują pełną stawkę. To klasyczny konflikt: wiedza vs. budżet. Albo inaczej: rozwojowe inwestycje vs. gminna krótkowzroczność.
Dlaczego edukacja dorosłych zawsze przegrywa z tabelką Excela?
To nie pierwsza taka sytuacja w Polsce. Szkoły dla dorosłych są traktowane jak „fanaberia”, mimo że realnie odpowiadają na potrzeby rynku pracy — szczególnie małych miejscowości, gdzie przekwalifikowanie często decyduje o tym, czy ktoś zostaje, czy wyjeżdża.
A jednak samorządy bardzo często boją się „niskiej stawki”, „rotacji uczniów”, „niepewnego finansowania”. Pytanie, które wisi w powietrzu:
Czy gminy w ogóle chcą rozwijać kompetencje mieszkańców, czy wolą święty spokój i księgowe zero-jedynkowe myślenie?
Co na to mieszkańcy i szkoła?
W rozmowach z lokalnymi mediami przedstawiciele „Dydaktyka” nie ukrywają:
„Jeśli nie dojdzie do połączenia, szkoła może nie przetrwać najbliższych lat”.
„Słuchacze już teraz pytają, czy to prawda, że placówka się zamyka”.
Decyzja radnych uderza więc nie tylko w szkołę, ale i w dorosłych, którzy — często po wielu latach — wracają do edukacji, żeby zdobyć maturę, zmienić zawód, zacząć pracę w nowej branży.
I po raz kolejny widzą, że samorząd nie stoi po stronie tych, którzy próbują się rozwijać.
Czy gmina patrzy na konsekwencje długofalowe?
Najpewniej nie.
Odrzucając włączenie „Dydaktyka”, radni:
otwierają drogę do migracji słuchaczy do sąsiednich gmin,
zmniejszają ofertę edukacyjną Jutrosina,
ograniczają szanse mieszkańców na zdobycie nowych kwalifikacji,
zubożają lokalny rynek pracy,
blokują rozwój, który — paradoksalnie — mógłby przynieść wpływy i prestiż.
To trochę jak zamknąć bibliotekę, bo książki są drogie. A później dziwić się, że ludzie mniej czytają.
Wiedza kosztuje? Owszem. Ale niewiedza kosztuje więcej
To przypadek lokalny, ale mechanizm — uniwersalny. Gmina rezygnuje z inwestycji w edukację dorosłych, bo jej się to „nie spina”. Tyle że to krótkowzroczność.
W czasach rynku pracy, który zmienia się z prędkością hulajnogi elektrycznej, samorządy ignorujące edukację dorosłych grają przeciwko sobie. Przeciwko mieszkańcom. Przeciwko przyszłości.
A decyzja radnych z Jutrosina jest kolejnym dowodem, że w wielu gminach wciąż zwycięża filozofia:
„Nie opłaca się. A jak się nie opłaca — to nie róbmy.”
Tylko że ceny tej decyzji nie zapłaci rada. Zapłacą mieszkańcy.
Źródło:
rawicz24.pl — „Decyzja zapadła: Dydaktyk nie połączy się z Zespołem Szkół. Radni odrzucili petycję”.
